Samorządowa trampolina do parlamentu
20.09.2011
, aktualizacja: 20.09.2011 18:47
Dla jednych to naturalna ewolucja polityka, dla innych zwykłe oszustwo - w Podlaskim co dziesiąty z walczących o poselski mandat i niemalże co drugi z kandydujących do Senatu, niecały rok temu został wybrany do samorządu.
ZOBACZ TAKŻE
- Nielegalna kampania na zabytku? (23-09-11, 19:18)
- Priorytety białostockiego kandydata PiS do Senatu (21-09-11, 12:05)
- Kampanijny zawrót głowy (20-09-11, 07:00)
- Sosna od... Sosny! Pachnące reklamówki wyborcze (19-09-11, 21:00)
- Poseł gitarzysta walczy o głosy. Wybory 2011 (18-09-11, 19:10)
- Świeża krew... Tylko gdzie? Wybory 2011 (07-09-11, 20:07)
Zgodnie z prawem nie można pełnić jednocześnie funkcji parlamentarzysty i radnego rady lub sejmiku, funkcji wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. Konieczność dokonania wyboru, najczęściej sprowadzającego się do porzucenia dotychczasowego mandatu, nie zniechęca jednak kandydatów. Prowadzony przez apolityczne, pozarządowe Stowarzyszenie 61 serwis internetowi Mam Prawo Wiedzieć zadał sobie trud sprawdzenia, jak wielu z wybranych niecały rok temu samorządowców ma ochotę przenieść się na Wiejską.
- Na bieżąco staramy się sprawdzać, jak radni, wójtowie i prezydenci wywiązują się ze składanych w ubiegłym roku obietnic wyborczych. Na pytanie jak się do owych obietnic ma start w wyborach parlamentarnych, każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Chociaż odpowiedź wydaje się dość oczywista - mówi o powodach sporządzenia takiego zestawienia Karolina Wierzbowska z inicjatywy Mam Prawo Wiedzieć.
Z danych przygotowanych w oparciu o bazy Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że w Podlaskim prawie 12 procent kandydatów do sejmu to samorządowcy, do Senatu zaś - niemalże 43 procent. Np. w sejmiku województwa podlaskiego do Warszawy chcieliby się przenieść radni trzech z czterech obecnych tam ugrupowań. O mandaty walczy więc prawie cały klub PSL, i przynajmniej po jednym radnym z PiS i PO. Podobnie sytuacja wygląda w białostockiej radzie miasta, z tym że tam kandydują również radni lewicy.
Sami walczący o miejsca w poselskich i senatorskich ławach nie widzą żadnego problemu w tym, że niecały rok temu wybrano ich do pełnienia zupełnie innych zadań.
- Zarówno w sejmiku, jak i sejmie, o ile oczywiście wyborcy postanowią mi zaufać, będę walczył o interesy Podlaskiego. A na szczeblu regionalnym można to robić w bardzo ograniczonym zakresie, zwłaszcza jeśli jest się radnym opozycji - uważa Dariusz Piontkowski, szef klubu PiS w sejmiku, czwórka na sejmowej liście tej partii.
Jego zdaniem pokonywanie kolejnych szczebli wybieralnych władz to naturalna kariera dla polityka.
- Najpierw radny gminny, potem wojewódzki, w końcu poseł. W ten sposób nabiera się doświadczenia - mówi Piontkowski, dodając, że poseł o samorządowym rodowodzie pamięta jak ów samorząd funkcjonuje, nie będzie go więc ograniczać.
Podobnie rozumuje Karol Pilecki, radny wojewódzki PO startujący do sejmu z ostatniej pozycji na liście swojej partii.
- Owszem, takie postępowanie może budzić u części wyborców pewne wątpliwości. Moim zdaniem nie słusznie. Samorząd funkcjonuje w oparciu o prawo stanowione przez posłów. Więc sejm to doskonałe miejsce dla byłego radnego. Poza tym z poziomu Wiejskiej również można walczyć o sprawy województwa, chociażby poprzez konstruowanie budżetu - ocenia Pilecki. On sam wszedł do sejmiku województwa na miejsce Tadeusza Arłukowicza, który zdecydował że zamiast być radnym, woli zostać wiceprezydentem Białegostoku. Teraz znów zmienił zdanie i w imieniu PO ubiega się o fotel senatora.
Tłumaczeń samorządowców nie przyjmuje Radosław Oryszczyszyn, socjolog z Instytu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku.
- Takie postępowanie jest oszukiwaniem wyborców, wprowadza ich w konfuzję i psuje demokrację. Patrząc na polityków można wyróżnić trzy grupy - tych co chcą działać na rzecz samorządów, tych co widzą dla siebie miejsce w sejmie i tych pomiędzy, co skaczą gdzie się da - komentuje ostro, przypominając, że funkcje samorządowca i parlamentarzysty różnią się od siebie zasadniczo.
- To jest nawet zapisane w Konstytucji - poseł odpowiada nie tylko przed swoimi wyborcami, ale przed całym narodem. Więc opowieści o tym, że w sejmie też się będzie dbało o podlaskie są niepoważne. Albo kandydaci nie zdają sobie z tego sprawy - podsumowuje Oryszczyszyn.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Samorządowa trampolina do parlamentu
przygranicy
20.09.11, 21:49
Tadeusz Arłukowicz brał udział w każdej kampanii wyborczej odkąd sięgam pamięcią. Nie mam pojęcia po co startował w ostatniej kampanii samorządowej przeciez było wiadomo, że forsa znacznie »
-
Samorządowa trampolina do parlamentu
ry123
21.09.11, 10:13
Kandydowanie samorzadowcow w trakcie sprawowania mandatu uwazam za skandal!Jeszcze przed chwila obiecywali swoje oddanie sprawom lokalnym,zabiegali o nasze glosy i nagle o tym zapomnieli! »




