Myśliwi zamykają Puszczę Białowieską?
03.10.2011
, aktualizacja: 04.10.2011 09:20
Musi pan opuścić las. Trwają w nim polowania - usłyszał ekolog prowadzący badania porostów w Białowieskim Parku Narodowym. Polecenie wydali mu... strażnicy graniczni, posługujący się wydanym przez lokalne nadleśnictwo dokumentem.
ZOBACZ TAKŻE
- Pięć koncepcji zmian w rezerwacie żubrów w Białowieży (16-08-11, 12:03)
- Puszcza Białowieska dla miłośników Nordic Walkingu (27-07-11, 17:09)
- Miliony dla samorządów Puszczy Białowieskiej (12-07-11, 15:08)
- Puszcza Białowieska - kontrolowanie kontroli (09-05-11, 08:51)
- Niemoralna propozycja gminnego radnego (05-12-11, 13:42)
- Przyrodnicy są oburzeni. Domki letniskowe na granicy puszczy (19-10-11, 07:00)
- Puszcze paradują na Rynku Kościuszki (WIDEO) (13-10-11, 14:19)
Do zdarzenia doszło ostatniego dnia września, na drodze prowadzącej do parkingu na Kosym Moście, tuż przy granicy między Lasami Państwowymi a parkiem narodowym.
- Grzecznie ale stanowczo poinformowano mnie, że dalej jechać nie mogę. Strażnicy graniczni pokazali mi podstemplowane i podpisane przez jednego z tutejszych nadleśniczych pismo, w którym powołując się na różne paragrafy i plany zatwierdzone przez ministra środowiska, nadleśniczy zamyka las między piątą a ósmą rano i siedemnastą a dwudziestą wieczorem. Powód to prowadzone w tym czasie polowania - relacjonuje Adam Bohdan, działacz Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, który jechał do parku narodowego, w którym prowadzi badania nad porostami. I w którym polować nie wolno. Bohdan pisemko którym posługiwali się strażnicy dokładnie obfotografował a po powrocie do domu zaczął sprawdzać przepisy, na które powoływały się Lasy Państwowe.
- Jednoznacznie z nich wynika, że nie można zamknąć lasu z powodu polowań. Więcej - przepis, który zacytowano na tym świstku gwarantuje ludziom swobodny dostęp do lasu. Nie rozumiem też, dlaczego zatrzymała mnie Straż Graniczna. Przecież oni się zajmują pilnowanie granicy, od pilnowania lasu jest Straż Leśna - komentuje ekolog, który o całe zajście zapytał ministerstwo środowiska.
- Badamy tę sytuację - informuje oficjalnie Magdalena Sikorska, rzecznik ministra środowiska. Jednak jak nieoficjalnie udało się ustalić Gazecie, leśnicy z Puszczy Białowieskiej już dostali burę za swoją sprzeczną z prawem inicjatywę. Wskazuje na to pośrednio również wyjaśnienie Straży Granicznej.
- Wychodzi na to, że mieliśmy tu do czynienia z nieporozumieniem. Dwa tygodnie temu leśnicy poprosili komendantów ze strażnic w Białowieży i Narewce o wręczanie przebywającym w lesie tego zarządzenia. W ubiegły poniedziałek swoją prośbę cofnęli. Nasi funkcjonariusze jednak byli przekonani, że zarządzenie nadal obowiązuje. Dlatego też widząc w lesie, w okolicy godzin ujętych w zarządzeniu pana Bohdana, poinformowali go o tym fakcie - wyjaśnia mjr Anna Wójcik, rzecznik podlaskiego oddziału Straży Granicznej.
Same Lasy Państwowe wyjaśniają całe zamieszanie nader lakonicznie.
- W związku z pojawiającymi się informacjami dotyczącymi zakazu wstępu do Puszczy Białowieskiej informuję, że w żadnym z nadleśnictw w Puszczy Białowieskiej NIE jest wprowadzony zakaz wstępu do lasu. Wszystkie lasy w Nadleśnictwach Białowieża, Hajnówka i Browsk, są w pełni dostępne dla ludności - poinformał w przesłanym do mediów oświadczeniu Jarosław Krawczyk, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. O tym czy w takim wypadku był podpisany przez nadleśniczych dokument, jaki pokazano przyrodnikowi, w komunikacie leśników nie ani słowa.
Komentarz
"W tym okresie wykonywane są zadania wyznaczone w zatwierdzanym łowieckim planie hodowlanym, polegające na regulacji pogłowia zwierzyny" - tak w dokumencie do którego nikt się dziś nie przyznaje, uzasadniono zamknięcie Puszczy Białowieskiej. Warto rozwinąć ten eufemizm. Regulacja pogłowia zwierzyny to po prostu strzelanie do mających właśnie rykowisko jeleni. Polega to na tym, że do popisujących się przed łaniami byków, totalnie ogłuszonych hormonami, a co za tym idzie zupełnie obojętnych na to co dzieje się wokół, myśliwi walą jak do tarcz na strzelnicy. Życie przy tej okazji tracą zwykle najdorodniejsze samce, każdy z panów w zielonym kapelutku chce mieć bowiem na ścianie okazałe, medalowe poroże. Na rykowiska do Puszczy Białowieskiej nie przyjeżdżają byle jacy myśliwi, wielu z nich przybywa tu w tym celu z zza granicy. Nie robią też tego za darmo. Prawo do zabicia będącego w trakcie godów jelenia kosztuje niemało. Jak widać kasa ta po raz kolejny przysłoniła komuś rozum. To nic że las jest według prawa ogólnodostępny. Myśliwym trzeba pójść na rękę - kombinował ktoś w nadleśnictwach. A gdy się zorientował że przekombinował, sprawę próbuje zamieść pod dywan.
Przerabialiśmy to już rok temu. Wówczas, domagając się od ministerstwa środowiska wstrzymania odstrzałów wzdłuż granic parku, ekolodzy skutecznie zakłócili wiele polowań. Z dobrze zorganizowanymi obrońcami przyrody leśnicy nie chcieli zadzierać. Rykoszetem więc oberwał ornitolog amator z Hajnówki, którego za rzekome zniweczenie dewizowego odstrzału leśnicy pozwali do sądu. Przegrali z kretesem, sąd orzekł, że las jest dostępny dla wszystkich.
Ciekaw tylko jestem, czy tym razem ktoś odpowie głową za tę samowolę, czy sprawa jak zwykle rozejdzie się po kościach.
Jakub Medek
- Grzecznie ale stanowczo poinformowano mnie, że dalej jechać nie mogę. Strażnicy graniczni pokazali mi podstemplowane i podpisane przez jednego z tutejszych nadleśniczych pismo, w którym powołując się na różne paragrafy i plany zatwierdzone przez ministra środowiska, nadleśniczy zamyka las między piątą a ósmą rano i siedemnastą a dwudziestą wieczorem. Powód to prowadzone w tym czasie polowania - relacjonuje Adam Bohdan, działacz Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, który jechał do parku narodowego, w którym prowadzi badania nad porostami. I w którym polować nie wolno. Bohdan pisemko którym posługiwali się strażnicy dokładnie obfotografował a po powrocie do domu zaczął sprawdzać przepisy, na które powoływały się Lasy Państwowe.
- Jednoznacznie z nich wynika, że nie można zamknąć lasu z powodu polowań. Więcej - przepis, który zacytowano na tym świstku gwarantuje ludziom swobodny dostęp do lasu. Nie rozumiem też, dlaczego zatrzymała mnie Straż Graniczna. Przecież oni się zajmują pilnowanie granicy, od pilnowania lasu jest Straż Leśna - komentuje ekolog, który o całe zajście zapytał ministerstwo środowiska.
- Badamy tę sytuację - informuje oficjalnie Magdalena Sikorska, rzecznik ministra środowiska. Jednak jak nieoficjalnie udało się ustalić Gazecie, leśnicy z Puszczy Białowieskiej już dostali burę za swoją sprzeczną z prawem inicjatywę. Wskazuje na to pośrednio również wyjaśnienie Straży Granicznej.
- Wychodzi na to, że mieliśmy tu do czynienia z nieporozumieniem. Dwa tygodnie temu leśnicy poprosili komendantów ze strażnic w Białowieży i Narewce o wręczanie przebywającym w lesie tego zarządzenia. W ubiegły poniedziałek swoją prośbę cofnęli. Nasi funkcjonariusze jednak byli przekonani, że zarządzenie nadal obowiązuje. Dlatego też widząc w lesie, w okolicy godzin ujętych w zarządzeniu pana Bohdana, poinformowali go o tym fakcie - wyjaśnia mjr Anna Wójcik, rzecznik podlaskiego oddziału Straży Granicznej.
Same Lasy Państwowe wyjaśniają całe zamieszanie nader lakonicznie.
- W związku z pojawiającymi się informacjami dotyczącymi zakazu wstępu do Puszczy Białowieskiej informuję, że w żadnym z nadleśnictw w Puszczy Białowieskiej NIE jest wprowadzony zakaz wstępu do lasu. Wszystkie lasy w Nadleśnictwach Białowieża, Hajnówka i Browsk, są w pełni dostępne dla ludności - poinformał w przesłanym do mediów oświadczeniu Jarosław Krawczyk, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. O tym czy w takim wypadku był podpisany przez nadleśniczych dokument, jaki pokazano przyrodnikowi, w komunikacie leśników nie ani słowa.
Tajemnicza, dzika, piękna - Puszcza Białowieska w obiektywie naszej fotoreporterki
Komentarz
"W tym okresie wykonywane są zadania wyznaczone w zatwierdzanym łowieckim planie hodowlanym, polegające na regulacji pogłowia zwierzyny" - tak w dokumencie do którego nikt się dziś nie przyznaje, uzasadniono zamknięcie Puszczy Białowieskiej. Warto rozwinąć ten eufemizm. Regulacja pogłowia zwierzyny to po prostu strzelanie do mających właśnie rykowisko jeleni. Polega to na tym, że do popisujących się przed łaniami byków, totalnie ogłuszonych hormonami, a co za tym idzie zupełnie obojętnych na to co dzieje się wokół, myśliwi walą jak do tarcz na strzelnicy. Życie przy tej okazji tracą zwykle najdorodniejsze samce, każdy z panów w zielonym kapelutku chce mieć bowiem na ścianie okazałe, medalowe poroże. Na rykowiska do Puszczy Białowieskiej nie przyjeżdżają byle jacy myśliwi, wielu z nich przybywa tu w tym celu z zza granicy. Nie robią też tego za darmo. Prawo do zabicia będącego w trakcie godów jelenia kosztuje niemało. Jak widać kasa ta po raz kolejny przysłoniła komuś rozum. To nic że las jest według prawa ogólnodostępny. Myśliwym trzeba pójść na rękę - kombinował ktoś w nadleśnictwach. A gdy się zorientował że przekombinował, sprawę próbuje zamieść pod dywan.
Przerabialiśmy to już rok temu. Wówczas, domagając się od ministerstwa środowiska wstrzymania odstrzałów wzdłuż granic parku, ekolodzy skutecznie zakłócili wiele polowań. Z dobrze zorganizowanymi obrońcami przyrody leśnicy nie chcieli zadzierać. Rykoszetem więc oberwał ornitolog amator z Hajnówki, którego za rzekome zniweczenie dewizowego odstrzału leśnicy pozwali do sądu. Przegrali z kretesem, sąd orzekł, że las jest dostępny dla wszystkich.
Ciekaw tylko jestem, czy tym razem ktoś odpowie głową za tę samowolę, czy sprawa jak zwykle rozejdzie się po kościach.
Jakub Medek
Co o tym sądzisz? Pisz na adres: redakcja@bialystok.agora.pl
- 52 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
ekolog-czyli inaczej pazerna mneda szukujaca pozwu
nicram112
03.10.11, 23:46
sadowego - mam nadzieje, ze kiedys bedzie mozna do nich strzelac w ramach kontroli populacji pasozytow»
-
Zdelegalizować polowania
grandier777
04.10.11, 00:06
Ta mafia wąsatych morderców trzęsie wszystkim. Mam nadzieję, że już niedługo tę "rozrywkę" a skończonych dewiantów się zdelegalizuje. Na Mazurach chcą wybić Kruki, żeby móc strzelać do »
-
układy w nadleśnictwach puszczy
dzidek6666
04.10.11, 14:09
Nic dziwnego, że Straż Leśna nie wykonuje poleceń nadleśniczych, którzy muszą wysługiwać się Strażą Graniczną. Szef Straży z Hajnówki - Mering - został zdegradowany po wykonaniu polecenia z »




więcej zdjęć