Zaczynamy tydzień. Wino, książki, kalesony
17.10.2011
, aktualizacja: 16.10.2011 17:15
Na trawie szron. Za moment zniknie, gdy dotkną go pierwsze promienie słońca. Niebieska barwa mrozu utrzyma się dłużej w cieniu. Ale i tam w końcu się rozpłynie. Czerwień i złoto liści przechodzić będą w beże i brązy.
ZOBACZ TAKŻE
- Zaczynamy tydzień. Kto jest dziś patriotą? (14-11-11, 08:00)
Dziewczyny już opatulone szczelnie od stóp do głów. W krótkich spódnicach pokazują się tylko desperatki. Chłopaki powyciągali z szaf szaliki i grube płaszcze. Zdarzają się oczywiście asy w samych podkoszulkach, ale miast podziwu, budzą tylko politowanie.
Nie ma się co szarpać. Nie ma co szarżować. Lato bezpowrotnie minęło i minął okres krótkich spódnic, podkoszulków, plażowania i popijania piwka na grillu. Przed nami zima, czapka z pomponem, kalesony i grzane wino przy kominku.
A propos wina. Dostałem właśnie paczkę zawierającą sześć butelek tego trunku. Moim zadaniem jest zorganizować degustację i spisać uwagi gości dotyczące każdej z butelek. Praca marzeń. Płacą za to, że z przyjaciółmi pijesz wino. Zaglądam do paczki, wszystkie wina czerwone. Zaczynają się zatem schody.
Bo kiedy mamy kilka butelek wina, niezwykle ważne jest, aby je podać we właściwej kolejności. Białe przed czerwonymi, młode przed starymi, wytrawne przed słodkimi. Podstawową zasadą jest, aby kolejna butelka była lepsza od poprzedniej. Aby nie budziła żalu za tą, która już została wypita.
No i mam problem. Moje sześć butelek to dwa wina chilijskie (Merlot 2007, z jednej tylko działki zebrany, Cabernet Sauvignon 2009 reserva), dwa wina włoskie (Chianti Superiore 2007, oraz Barbera 2008 z Piemontu) i dwa wina hiszpańskie (kupaż Tempranillo z Cabernetem i Merlotem, reserva 2005, oraz kupaż Tempranillo z Garnachą i Monastrellem, 2009). Od czego zatem zacząć? Na czym zakończyć?
Najbezpieczniej jest w takich przypadkach postawić przed każdym z gości tyle kieliszków, ile mamy butelek. Otworzyć wszystkie na raz, nalać po odrobinie do każdego z kieliszków i hulaj dusza. Niech sobie każdy sam dobiera kolejność, niech sobie wybiera to, co najlepsze. Niech wraca po wielekroć do tego, które pasuje mu najbardziej, lub do tego, do którego ma wątpliwości. Bardzo lubię takie degustacje.
Ale już widzę minę mojej żony. Sześć kieliszków przed każdym z gości? Mam zatem do wyboru dwa kieliszki na osobę.
Będziemy zatem wino podawali parami. Przyglądam się jeszcze raz butelkom. Najbardziej wytrawny i najbardziej taniczny (ściągający usta w ciup i marszczący czoło) jest oczywiście Cabernet. On to zatem powinien zakończyć ten wieczór. Ale czy to wypada wino chilijskie, w dodatku najmłodsze ze wszystkich, podawać jako ostatnie? Nowy świat po takich europejskich potęgach jak Piemont czy Chianti? Cholera, co to jest ta Barbera? Otwieram książkę "Wina świata", Warszawa 2007. "Na północ od miasta Asti w szerokim pasie między rzekami Pad i Tanaro, leżą wzgórza Monferrato. To królestwo barbery (...) W apelacji istnieją trzy podstrefy, których nazwy mogą pojawić się na etykiecie..." Wracam zatem do etykiety. Podchodzę do butelki z otwartą książką. Ta Barbera może być naprawdę ciekawa. Ale skoro wieczór ma kończyć chilijski Cabernet, a przed nim chilijski Merlot, więc poprzedzać butelki te powinien kupaż obu szczepów, czyli wino hiszpańskie z 2005, czyli przed nim hiszpański kupaż z 2009. Wina włoskie zatem pójdą na pierwszy front.
Układam trasę podróży. Włochy, Hiszpania, Chile. Toskania i Piemont, Penedes i Navarra, dolina Colchagua. Nalewać z początku tylko odrobinę. Kiedy zaś wszystkie butelki będą już otwarte, każdy będzie mógł dolewać sobie to, które posmakuje mu najbardziej. Jeździć w te i wewte po całym winiarskim świecie.
Szron za oknem zniknął. Jutro pewnie znowu wróci. Mam wino, książki, kalesony. Dam radę.
Nie ma się co szarpać. Nie ma co szarżować. Lato bezpowrotnie minęło i minął okres krótkich spódnic, podkoszulków, plażowania i popijania piwka na grillu. Przed nami zima, czapka z pomponem, kalesony i grzane wino przy kominku.
A propos wina. Dostałem właśnie paczkę zawierającą sześć butelek tego trunku. Moim zadaniem jest zorganizować degustację i spisać uwagi gości dotyczące każdej z butelek. Praca marzeń. Płacą za to, że z przyjaciółmi pijesz wino. Zaglądam do paczki, wszystkie wina czerwone. Zaczynają się zatem schody.
Bo kiedy mamy kilka butelek wina, niezwykle ważne jest, aby je podać we właściwej kolejności. Białe przed czerwonymi, młode przed starymi, wytrawne przed słodkimi. Podstawową zasadą jest, aby kolejna butelka była lepsza od poprzedniej. Aby nie budziła żalu za tą, która już została wypita.
No i mam problem. Moje sześć butelek to dwa wina chilijskie (Merlot 2007, z jednej tylko działki zebrany, Cabernet Sauvignon 2009 reserva), dwa wina włoskie (Chianti Superiore 2007, oraz Barbera 2008 z Piemontu) i dwa wina hiszpańskie (kupaż Tempranillo z Cabernetem i Merlotem, reserva 2005, oraz kupaż Tempranillo z Garnachą i Monastrellem, 2009). Od czego zatem zacząć? Na czym zakończyć?
Najbezpieczniej jest w takich przypadkach postawić przed każdym z gości tyle kieliszków, ile mamy butelek. Otworzyć wszystkie na raz, nalać po odrobinie do każdego z kieliszków i hulaj dusza. Niech sobie każdy sam dobiera kolejność, niech sobie wybiera to, co najlepsze. Niech wraca po wielekroć do tego, które pasuje mu najbardziej, lub do tego, do którego ma wątpliwości. Bardzo lubię takie degustacje.
Ale już widzę minę mojej żony. Sześć kieliszków przed każdym z gości? Mam zatem do wyboru dwa kieliszki na osobę.
Będziemy zatem wino podawali parami. Przyglądam się jeszcze raz butelkom. Najbardziej wytrawny i najbardziej taniczny (ściągający usta w ciup i marszczący czoło) jest oczywiście Cabernet. On to zatem powinien zakończyć ten wieczór. Ale czy to wypada wino chilijskie, w dodatku najmłodsze ze wszystkich, podawać jako ostatnie? Nowy świat po takich europejskich potęgach jak Piemont czy Chianti? Cholera, co to jest ta Barbera? Otwieram książkę "Wina świata", Warszawa 2007. "Na północ od miasta Asti w szerokim pasie między rzekami Pad i Tanaro, leżą wzgórza Monferrato. To królestwo barbery (...) W apelacji istnieją trzy podstrefy, których nazwy mogą pojawić się na etykiecie..." Wracam zatem do etykiety. Podchodzę do butelki z otwartą książką. Ta Barbera może być naprawdę ciekawa. Ale skoro wieczór ma kończyć chilijski Cabernet, a przed nim chilijski Merlot, więc poprzedzać butelki te powinien kupaż obu szczepów, czyli wino hiszpańskie z 2005, czyli przed nim hiszpański kupaż z 2009. Wina włoskie zatem pójdą na pierwszy front.
Układam trasę podróży. Włochy, Hiszpania, Chile. Toskania i Piemont, Penedes i Navarra, dolina Colchagua. Nalewać z początku tylko odrobinę. Kiedy zaś wszystkie butelki będą już otwarte, każdy będzie mógł dolewać sobie to, które posmakuje mu najbardziej. Jeździć w te i wewte po całym winiarskim świecie.
Szron za oknem zniknął. Jutro pewnie znowu wróci. Mam wino, książki, kalesony. Dam radę.
- 43 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Zaczynamy tydzień. Wino, książki, kalesony
lulejja
17.10.11, 14:09
Moja przyjaciółka ma takie powiedzenie: Ciężkie życie pięknych kobiet. Ponieważ Pan nie jest kobietą, a jeśli już to, z całym szacunkiem, niepiękną, jej powiedzenie nie pasuje. Ale, ale! »
-
Re: Zaczynamy tydzień. Wino, książki, kalesony
w.koronkiewicz
17.10.11, 15:08
przyszło się bogato żyć. ot siedem lat tłustych, po siedmiu chudych. ale rzeczywiście nie narzekam. nawet trochę mi głupio, bo w Afryce głód i miliony nie mają co jeść, ja zaś tu winem się »
-
Re: Zaczynamy tydzień. Wino, książki, kalesony
morfeusz_1
29.10.11, 18:03
a propos kaleson forum.gazeta.pl/forum/w,52,56079965,,Juz_czas_zakladamy_kalesony_.html?v=2»




