Przyrodnicy są oburzeni. Domki letniskowe na granicy puszczy

Jakub Medek
19.10.2011 , aktualizacja: 19.10.2011 11:05
A A A Drukuj
Z błogosławieństwem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska na samej granicy Białowieskiego Parku Narodowego powstaje kolonia domków letniskowych. - To skandal - komentują zgodnie przyrodnicy
Puszcza Białowieska
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta GWL BIAL SA
Puszcza Białowieska
Zamosze to niewielka osada na południowym skraju Polany Masiewskiej, leżącej w sercu Puszczy Białowieskiej. Przed wojną była tu niewielka wieś, jednak po tym jak spalili ją Niemcy, cała zabudowa ogranicza się do dwóch budynków należących do Białowieskiego Parku Narodowego. Dwa lata temu, korzystając z pozwolenia wydanego jeszcze w czasach, gdy inwestycji w Naturze 2000 nie trzeba było uzgadniać pod kątem ich wpływu na środowisko, ktoś zaczął tu budować z cegły dom letniskowy. Powstaje na działce leżącej przy drodze prowadzącej do Uroczyska Głuszec, 75 metrów od ściany lasu i 40 od granic Białowieskiego Parku Narodowego.

Pracownicy parku nie mogli wyjść ze zdziwienia, kiedy kilkanaście dni temu za powstającym letniskiem, w tym samym sosnowym młodniku, pojawił się sprzęt budowlany. Błyskawicznie wykopano fundamenty pod dwa następne budynki, wywiercono też trzy studnie.

- Oczywiście że w majestacie prawa. Nie pozwoliłbym tu żadną samowolę. Wydałem warunki zabudowy dla dwóch domków letniskowych. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska uznała, że nie ma potrzeby sporządzać dla nich oceny oddziaływania na środowisko - mówi Mikołaj Pawilcz, wójt gminy Narewka. Zaledwie kilka miesięcy temu ta sama dyrekcja zablokowała budowę siedliska niecałe 200 metrów na wschód od tego miejsca, uznając że zaszkodzi ona m.in. bytującym na polanie chronionym ptakom - orlikowi krzykliwemu i derkaczowi.

- Rzeczywiście, jeszcze w lutym zwolniliśmy inwestora z konieczności sporządzenia oceny oddziaływania na środowisko dla tych domków. Uznaliśmy, że co prawda niedaleko znajdują się żerowiska orlika, ale domki powstaną w sosnowym młodniku a ten gatunek żeruje tylko na terenie otwartym - informuje Małgorzata Wnuk, rzecznik białostockiej dyrekcji. - Co do negatywnego wpływu na środowisko inwestycji, to zdaniem naszych specjalistów będzie on występował wyłącznie na etapie budowy, a biorąc pod uwagę że obok stoi już jeden dom i przebiega droga, można taki wpływ zaakceptować.

Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się Zdzisław Szkiruć, dyrektor najstarszego w Polsce parku narodowego.

- W projekcie wieloletniego planu ochrony parku, który jest właśnie konsultowany, wzdłuż granic parku ma przebiegać kilkusetmetrowa strefa wolna od nowej zabudowy, o czym wie doskonale zarówno wójt, jak i regionalna dyrekcja. Przecież za tą inwestycją pójdą wnioski o następne. I zaraz będziemy mieli wzdłuż parku zwartą linię zabudowy - uważa dyrektor. To dla parku problem, według naukowców bowiem sosnowym młodnikiem, w którym zaraz będą stały trzy letniska nijak nie przystające do miejscowej, drewnianej architektury, przebiega korytarz ekologiczny, łączący las z otwartym terenem pośrodku polany.

Co o tym sądzisz?Podziel się z nami swoją opinią



Szkiruć przypomina też, że park zgodził się na to, by w samym Masiewie, chociaż w istniejącej linii zabudowy połowa działek jest pusta, na wytyczenie nowej linii, równoległej do istniejącej.

- Ale nie na coś takiego, na naszej granicy - powtarza Szkiruć.

Z jego sprzeciwu nic jednak nie wynika. W kwestii domków letniskowych nie jest stroną i nikt go o zdanie nie pytał. To też go dziwi. W podobnych sytuacjach wcześniej, również tej która miała miejsce latem, regionalna dyrekcja, chociaż nie ma takiego obowiązku, występowała do parku o opinię.

Na pytania dlaczego tym razem nie zwrócono się do parku i dlaczego w ogóle zwolniono inwestora z konieczności sporządzania oceny oddziaływania na środowisko, Leszek Magrel, szef białostockiej dyrekcji ochrony środowiska odpowiada:

- Według naszych specjalistów to przedsięwzięcie nie wywrze znaczącego wpływu na obszar Natura 2000. Jest w młodniku, gdyby było na terenie otwartym, nie uzgodnilibyśmy go. W tej materii nic się w naszym postępowaniu nie zmieniło. Nie ma zgody na tworzenie nowych linii zabudowy na puszczańskich polanach.

Gdy zauważamy, że właśnie zgodził się na powstanie nowej linii, wydane w lutym uzgodnienie określa mianem "incydentalnego". Na kolejne pytanie, jak postąpi RDOŚ jeśli wpłyną do niego wnioski na kolejne domki w obrębie młodnika przy granicy parku, odpowiada:

- Ale tam się przecież już nic chyba nie zmieści.

Zaskoczenia niekosekwencją dyrekcji nie kryje dr Przemysław Chylarecki, ornitolog, pracownik Polskiej Akademii Nauk i członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody.

- Jeśli mówimy o stopniowym zabudowywaniu polan puszczańskich nie ma mowy o mniejszym lub większym wpływie na środowisko. Każdy kolejny budynek to zmniejszenie przestrzeni, na której bytują chronione gatunki. Przecież to nie jest tak, że dana inwestycja oddziaływuje tylko do granic działki a wpływ kolejnych się kumuluje - komentuje uzgodnienie RDOŚ. Dodaje też, że do tej pory instytucja ta w Puszczy Białowieskiej prowadziła względnie zgodną z celami ochrony środowiska politykę.

- Bardzo szanuję wcześniejsze decyzje dyrekcji. Tyle że teraz nagle się okazuje, że ta sama instytucja jedną ręką niweluje to, co robiła drugą. Ten obszar musi być chroniony spójnie i konsekwentnie. To wyklucza wszelkie "incydentalne" wyłączenia - podsumowuje Chylarecki.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów