Szlachta i rycerze powrócili spod Chocimia (WIDEO)

Jakub Medek
06.11.2011 , aktualizacja: 06.11.2011 17:34
A A A Drukuj
Banderia Sarmacka Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta Banderia Sarmacka
390 lat potrzebowali bracia kurkowi, by dotrzeć spod mołdawskiego Chocimia do Białegostoku. Ale w niedzielę, ku radości nielicznych białostoczan, w końcu im się udało
Banderia Sarmacka
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Banderia Sarmacka
Banderia Sarmacka
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Banderia Sarmacka
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Używając terminologii bokserskiej, polskie zwycięstwo pod Chocimiem (1621) określić można mianem zwycięstwa na punkty. Po kilkunastu dniach zażartych, dość wyrównanych walk, obie strony usiadły do stołu rokowań, w wyniku których Rzeczpospolita uznała zwierzchność Imperium Osmańskiego nad Mołdawią, a Turcy dla odmiany zobowiązali się nie najeżdżać terenów przygranicznych. Ale tak się jakoś w historii Polski utarło, żeby traktować ową bitwę jako jedno z największych zwycięstw rodzimego oręża i określać mianem Wiktorii Chocimskiej.

O "okrągłej" 390. rocznicy owej bitwy postanowili białostoczanom, w ramach umacniania patriotyzmu, przypomnieć lokalni bracia kurkowi i członkowie innych stowarzyszeń tego rodzaju. Generalnie towarzystwo, które czas wolny lubi spędzać przebierając się w kontusze i żupany, tudzież z szabelką na końskim grzbiecie.

Szli 390 lat - ale dotarli! Zobacz zdjęcia



Najpierw więc było, celebrowane osobiście przez arcybiskupa, nabożeństwo w katedrze. Ci w żupanach, jak w "Potopie" czy innym "Ogniem i mieczem", przy ołtarzu samym stali. Na zakończenie mszy Te Deum z obnażonymi szablami, jak tradycja nakazuje, odśpiewali. Potem stanęli na katedralnych schodach, sobie nawzajem i oficjelom uprzejmości prawiąc. Strzelili z naszykowanej w tym celu armaty. I czekali na owych spod Chocimia, bo całe przedstawienie obrazować miało właśnie powitanie chorągwi znad Dniestru, po wiktorii na punkty, wracających. Chocim na szczęście okazał się czysto symboliczny. W okrągłe 390 lat stamtąd przyszła by pewnie i mrówka albo ślimak, trzydziestka konnych zaparkowała rumaki przed Pałacem Branickich. Chwilę postali, Bogurodzicy z głośników posłuchali, a także primadonny z opery w Taszkiencie na tę okoliczność zaproszonej, potem barwną kawalkadą cała procesja ruszyła do parku Dziekońskiej, konno jeździć, z łuków strzelać, fechtunkiem się popisywać. Generalnie czyniąc to ku uciesze białostoczan.



Pomysł w sumie nawet fajny, co by nie mówić barwnie i ciekawie to wszystko wyglądało. Tylko czy patriotyzm musi nam się kojarzyć wyłącznie z minioną i w niektórych aspektach mocno dyskusyjną sarmacką chwałą? Czy nie da się go promować w sposób nowoczesny, traktując jako postawę współczesną? I czemu organizatorzy tak słabo rozpropagowali imprezę?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów