Zaczynamy tydzień. Kto jest dziś patriotą?

WOJCIECH KORONKIEWICZ, koropl@yahoo.com
14.11.2011 , aktualizacja: 13.11.2011 19:29
A A A Drukuj
Bardzo mi się podobało ostatnie Święto Niepodległości. Naprawdę.
Wojtek Koronkiewicz
Fot. Grzegorz Dąbrowski/Agencja Gazeta
Wojtek Koronkiewicz
11 listopada byłem w Warszawie. Kilkadziesiąt metrów od Pałacu Prezydenckiego kupiłem biało-czerwoną flagę. Poszedłem z nią na dworzec. Ludzie na ulicy patrzyli z podejrzliwością. Pijany jakiś czy co? Czemu z flagą zasuwa?

Pociąg do Białegostoku miałem za 45 minut, ale udało mi się złapać opóźniony z Bydgoszczy. Wskoczyłem do wagonu, nie zdążywszy kupić biletu. Przecisnąłem się pomiędzy ludźmi stojącymi na korytarzu i doszedłem do pierwszego wagonu, by zameldować konduktorowi, że jadę bez biletu i że chcę go nabyć. Konduktor odparł, że na dworcu wschodnim jest zmiana konduktorów i że tam powinienem zgłosić się raz jeszcze. Tak też uczyniłem. Konduktor zgłoszenie przyjął i mogłem zająć miejsce. Po półgodzinie przyszedł skontrolować bilety. Okazał o się, że mam zapłacić 51 złotych. Nie mając drobnych, podałem banknot stuzłotowy. Konduktor też nie miał drobnych, więc wydał 50 złotych i poszedł.

Zapewne niejeden z czytelników wzrusza już ramionami i woła ze zniecierpliwieniem - co to za brednie?! Już wyjaśniam.

Oto po odejściu konduktora, w przedziale rozpoczęła się dyskusja o rozmaitych przypadkach, gdy pasażer nie miał biletu i rozmaitych reakcjach konduktorów. Że są to osoby często wredne i nieużyte. Jedna z podróżnych powiedziała, że zna naszego dzisiejszego konduktora, że widziała, jak nakazuje młodzieży gimnazjalnej opuścić przedział i udostępnić miejsce osobom starszym i matkom z dziećmi. Podczas owej opowieści opisywany właśnie konduktor przeszedł korytarzem, prowadząc do służbowego przedział u kobietę z dzieckiem. Bagaże kobiety niósł sam konduktor.

Kiedy wysiadłem na dworcu w Białymstoku, ludzie patrzyli z podejrzliwością. Pijany czy co? Czemu z flagą zasuwa? Tylko syn się ucieszył, gdy dostał flagę. Cieszyło się dziecko z tej flagi bardziej niż ze świecącej piłeczki, którą kupiłem na Starym Mieście. Z dumą niosło flagę ulicami. Z dumą wywiesiliśmy ją na balkonie. Byliśmy dumni, że jesteśmy Polakami. Niedługo potem zadzwonił kolega. Zapytał, czy oglądam telewizję. Włączyłem. Na ulicach Warszawy wyrywano z bruku kostki, rzucano je w policjantów, płonęły podpalane samochody. Widziałem zamaskowane postacie. Widziałem płonącą racę rzuconą w twarz policjanta. Widziałem reportera, który dostaje pięścią za to, że fotografował na ulicy. Święto Niepodległości. Patriotyczny marsz. Bóg. Honor. Ojczyzna. Żydy. Pedały. Faszyści.

Patrzyłem na kamienie wyrywane z bruku, na płonące samochody i na moją flagę powiewającą za balkonem.

Czy powinienem ją zdjąć? Czy mogę świętować, gdy Polak bije Polaka? Gdy brat przelewa krew brata? Co jednak odpowiem dziecku, gdy zapyta - czemu zdejmuję biało-czerwoną flagę?

Pomyślałem wówczas o owym konduktorze. Podarował mi złotówkę. Choć nie musiał. Zaprowadził matkę z dzieckiem do wolnego przedziału. Zaniósł jej bagaże. Choć mógł ją minąć obojętnie. Pomógł. Okazał wyrozumiałość. Dla mnie, dla niej i dla wielu. W pociągach chodzą już o nim legendy. Tymczasem to zwykły facet. Nikt go nie pokaże w telewizji. Nikt o nim nie napisze w gazetach. Ale on jest. I takich jak on jest wielu. I tacy właśnie bądźmy. W Święto Niepodległości i na co dzień.

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów