Puszcza Białowieska: Wojna o metry i procenty

Jakub Medek
20.11.2011 , aktualizacja: 20.11.2011 18:26
A A A Drukuj
Nowy Plan Urządzania Lasu i Plan Zadań Ochronnych dla Puszczy Białowieskiej rozstrzygnie, czy cud przyrodniczy traktowany będzie jak na cud przystało, czy też pozostanie głównie rezerwuarem desek, klepek i materiału na płyty wiórowe.
Puszcza Białowieska
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta GWL BIAL SA
Puszcza Białowieska
Kilkanaście raptem dni temu, przy okazji finału głosowania na nowych siedem przyrodniczych cudów świata, wspierając kandydaturę Mazur podlaskie władze podkreślały, że i my mamy cud, kto wie czy nie większy. Mowa była oczywiście o Puszczy Białowieskiej. Można się spierać, czy to ostatni pierwotny las, czy tylko ostatni las naturalny Europy. Fakt jednak pozostaje faktem - to unikat na skalę świata, głównie ze względu na ciągłość procesów przyrodniczych, ciągłość której nie udało się naruszyć nawet przez ostatnich sto lat intensywnej eksploatacji i przekształcania Puszczy Białowieskiej w plantację desek. Jak na częstość występowania tego miejsca w różnego rodzaju folderach i strategiach promocyjnych, chronione jest ono wyjątkowo nędznie. Nieco ponad 16 procent polskiej części puszczy obejmuje park narodowy, kolejnych 20 to rezerwaty przyrody. Na reszcie Lasy Państwowe prowadzą normalną gospodarkę, regulowaną przez dziesięcioletni plan urządzania lasu, który pozwala na wycinanie do 150 tysięcy metrów sześciennych drewna rocznie. Rok temu koalicji ekologów i przyrodników udało się doprowadzić do trzykrotnego zmniejszenia tego limitu. To jednak rozwiązanie wyłącznie czasowe. Taki ekosystem wymaga zaś długoletnich regulacji. Białostocki oddział Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej właśnie nad takimi regulacjami pracuje. Dzięki dwóm wygranym przetargom ta instytucja, niegdyś stanowiąca część Lasów Państwowych, przygotowuje właśnie zarówno Plan Urządzania Lasu na lata 2012-2021 jak i nadrzędny wobec niego plan zadań ochronnych dla obszaru Natura 2000 obejmującego całą Puszczę Białowieską. Chociaż do końca prac jeszcze trochę brakuje, już widać że biuro ma poważny problem ze swoim dziedzictwem. Oba projekty dokumentów wydają się być jednoznacznie podporządkowane gospodarce leśnej a zgłaszane przez przyrodników uwagi, zwłaszcza w kwestiach fundamentalnych, lądują w śmietniku.

W ostatnich dniach na spotkaniu w sercu Puszczy Białowieskiej biuro przedstawiło zainteresowanym wstępną wersję planu urządzania lasu. Zakłada on wycinanie rocznie grubo ponad 100 tysięcy metrów sześciennych, odrzuca też ustaloną wcześniej wspólnie przez leśników, przyrodników i ministerstwo definicję wyłączonych z gospodarki drzewostanów stuletnich.

- To miały być wszystkie drzewostany w których przynajmniej dziesięć procent drzew osiągnęło wiek stu lat. Tymczasem biuro proponuje, by za takie uznać wyłącznie te, w którym wiek stu lat osiągnął gatunek dominujący. Dla laika różnica jest niewielka, w praktyce oznacza objęcie ochroną lub nie 14 procent eksploatowanych obecnie obszarów - tłumaczy Adam Bohdan z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot.

- Na przykład w borze sosnowo-świerkowym, w którym rośnie 15 procent stuletnich i starszych świerków i 40 procent 80 letniej sosny, świerki by co prawda pozostawiono, ale sosnę wycięto. W praktyce oznaczałoby to przerwanie ciągłości procesów przyrodniczych, czyli tego co wyróżnia Puszczę Białowieską na tle innych lasów - uzupełnia Robert Cyglicki z Greenpeace.

Kolejną nie do przyjęcia przez przyrodników kwestią, jest przyszłość jaką biuro planuje dla drzewostanów nazywanych pocenturowskimi. Chodzi o las który naturalnie, bez udziału człowieka, wyrósł na zrębach zupełnych jakie pozostawiła po sobie eksploatacja w latach 1915-1926. Według leśników te obszary porośnięte głównie przez brzozę i osikę należy sztucznie przebudowywać, przyrodnicy są zdania, że porasta je znacznie bardziej naturalny drzewostan niż ten, który stworzy człowiek.

Samo spotkanie żadnych rozstrzygnięć nie przyniosło, chociaż nie zabrakło na nim również elementów humorystycznych. Po raz pierwszy na scenę bojów o przyszłość puszczy wkroczyła ekologiczna organizacja pozarządowa Santa, która wspierana przez radnego wojewódzkiego Mikołaja Janowskiego postulowała powrót do poziomu wyrębu z czasów PRL, czyli co najmniej 300 tysięcy metrów rocznie. Stanowisko "ekologów" z Santy nie dziwi, założyli ją przedsiębiorcy drzewni z powiatu hajnowskiego, ci sami którzy wcześniej wsławili się występem w białoruskim filmie propagandowym. To agitacyjne, stworzone przez jedną z reżimowych telewizji Aleksandra Łukaszenki dzieło, porównywało ochronę Puszczy Białowieskiej w Polsce i na Białorusi, stawiając oczywiście ten ostatni kraj za wzór. Naszym drzewiarzom zapewne najbardziej podobało się to, że na Białorusi nawet dyrekcja tamtejszego parku narodowego doklejona jest zaledwie do gigantycznego tartaku.

Zdecydowany opór propozycji biura postawił dyrektor departamentu leśnictwa ministerstwa środowiska Krzysztof Janeczko, którego zdaniem nie ma mowy o podniesieniu limitu cięć ponad obecne 48 tysięcy metrów sześciennych rocznie czy gospodarce w drzewostanach stuletnich. Która z definicji tych drzewostanów ma obowiązywać powiedzieć jednak nie potrafił. Zastrzegł też, że nie wiadomo jakie podejście do całej sprawy będzie miał nowy minister. A to o tyle istotne, że to właśnie minister środowiska podpisuje zarówno Plan Urządzania Lasu, jak i Plan Zadań Ochronnych.

Wojna o metry i procenty, a tak naprawdę przyszłość Puszczy Białowieskiej, trwa więc nadal.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów