Zaczynamy tydzień. Ciągana po knajpach
21.11.2011
, aktualizacja: 21.11.2011 09:06
Pogoda za oknem paskudna. Nic tylko nakryć się kocem i przy kubku gorącej herbaty z cytryną odrabiać zaległości w lekturach. Są jednak tacy, którzy długo w domu nie usiedzą. Po chwili gdzieś ich niesie. Ciągnie do ludzi. Ludzi zaś o tej porze roku najłatwiej spotkać w knajpie. Chcąc nie chcąc włóczy się człowiek po knajpach. Chciałbym opowiedzieć dziś pewną historię z mego dzieciństwa.
Kiedy miałem lat cztery, pojechałem z mamą do sanatorium w Karpaczu czy innych Bierutowicach. Ojciec został z siostrą w mieście. Zamiast wykupić obiady w najbliższym bufecie, postanowił jeść z córką codziennie w innym miejscu. Działo się to przed czterdziestu laty, więc w te dwa lub trzy tygodnie obeszli wszystkie lokale. Kiedy zatem wróciłem z głową pełną opowieści o Górach Stołowych, jazdach kolejką krzesełkową, Świątyni Wang i leczniczych źródłach, siostra usadziła mnie jednym zdaniem. "A ja jadłam w Grodnie i Astorii". No i sami powiedzcie, czymże jest taka Świątynia Wang w porównaniu do kopytek w Astorii?
Kiedy zatem moja córka dorosła na tyle, że głowa wystawała jej ponad stół, zabrałem ją na włóczęgę po lokalach naszego miasta. Wydrukowaliśmy sobie kartki gdzie wyszczególnione były: nazwa lokalu, adres, estetyka wnętrza, zawartość menu, smak potraw, jakość obsługi, ceny i uwagi ogólne. W każdym odwiedzanym lokalu starannie wypełnialiśmy owe rubryki, a pod koniec roku wydaliśmy w postaci książeczki pt. "Ciągana po knajpach". Nakład 15 egzemplarzy rozszedł się na pniu. Był to zresztą pień udekorowanej bombkami choinki.
Za miesiąc Wigilia i właśnie zaczyna się okres przedświątecznej gorączki. Zastanawiania się, co też kupić najbliższym. Tymczasem od dawna wiadomo, że najlepszym prezentem dla drugiej osoby jest czas, który możemy jej poświęcić. Wspólne wyjście do kina, teatru czy knajpki.
Tajny Klub Smakosza ma dla Państwa kilka propozycji. Święto Niepodległości zastało mnie w Warszawie. Ceny gęsiny w stołecznych lokalach przewyższały wysokość moich zarobków. Zabrałem więc córkę na gąskę do lokalu opodal teatru węgierskiego w naszym mieście. Przystawka - śledź w kilkunastu ziołach. Jeden płat śledzia - 10 złotych. Zupa krem z cukinii - naprawdę fajna. Gęsina takoż. Ale za to czerwona kapusta podawana na gorąco! Rany, jak dawno nie jadłem czerwonej kapusty w ten sposób! Jeśli którykolwiek lokal w mieście robi taką kapustę - pobiegnę natychmiast.
Kolejnym odkryciem ostatnich dni jest tiramisu podawane w księgarni. Zyskało sławę w sposób niezwykły. Otóż jedna z białostockich uczelni zaprosiła na cykl wykładów pracownika naukowego z obcego miasta. Tenże samotny biedaczek zaszedł do księgarni, gdzie zamówił kawę i tiramisu. Następnego zaś dnia, podczas przerwy wniesiono na salę wykładową tyle porcji tiramisu, ilu było studentów. To jest wykładowca! To jest nauczyciel! Wieść lotem błyskawicy obiegła miasto i tego samego dnia siedziałem w księgarni zajadając ów deser. Zaprawdę powiadam Wam - warto! Księgarnia mieści się opodal dawnej Desy.
Ostrzegam natomiast przed pewnym lokalem w okolicach Tykocina. Zapytany o menu kelner odpowiada, że jadłospis mają mówiony. I wymienia, co mają w karcie. Ale nie podaje ani gramatury potraw, ani cen. Smalec jest koloru czerwonego! Podobno malaksowany z papryką. Przepraszam, ale wolę smalczyk tradycyjny koloru białego lub szarego. Ze skwareczkami. Kiedy zaś poprosiliśmy o rachunek, wyglądał on następująco "Posiłek - 50 zł". Jadłospis jest mówiony, rachunek niedomówieniem. Ostrożnie!
Do zobaczenia w knajpie! Ciekaw jestem Waszych odkryć i wpadek! Warto gdziekolwiek wyskoczyć, choćby po to, by pod choinką serdecznie się pośmiać.
Kiedy zatem moja córka dorosła na tyle, że głowa wystawała jej ponad stół, zabrałem ją na włóczęgę po lokalach naszego miasta. Wydrukowaliśmy sobie kartki gdzie wyszczególnione były: nazwa lokalu, adres, estetyka wnętrza, zawartość menu, smak potraw, jakość obsługi, ceny i uwagi ogólne. W każdym odwiedzanym lokalu starannie wypełnialiśmy owe rubryki, a pod koniec roku wydaliśmy w postaci książeczki pt. "Ciągana po knajpach". Nakład 15 egzemplarzy rozszedł się na pniu. Był to zresztą pień udekorowanej bombkami choinki.
Za miesiąc Wigilia i właśnie zaczyna się okres przedświątecznej gorączki. Zastanawiania się, co też kupić najbliższym. Tymczasem od dawna wiadomo, że najlepszym prezentem dla drugiej osoby jest czas, który możemy jej poświęcić. Wspólne wyjście do kina, teatru czy knajpki.
Tajny Klub Smakosza ma dla Państwa kilka propozycji. Święto Niepodległości zastało mnie w Warszawie. Ceny gęsiny w stołecznych lokalach przewyższały wysokość moich zarobków. Zabrałem więc córkę na gąskę do lokalu opodal teatru węgierskiego w naszym mieście. Przystawka - śledź w kilkunastu ziołach. Jeden płat śledzia - 10 złotych. Zupa krem z cukinii - naprawdę fajna. Gęsina takoż. Ale za to czerwona kapusta podawana na gorąco! Rany, jak dawno nie jadłem czerwonej kapusty w ten sposób! Jeśli którykolwiek lokal w mieście robi taką kapustę - pobiegnę natychmiast.
Kolejnym odkryciem ostatnich dni jest tiramisu podawane w księgarni. Zyskało sławę w sposób niezwykły. Otóż jedna z białostockich uczelni zaprosiła na cykl wykładów pracownika naukowego z obcego miasta. Tenże samotny biedaczek zaszedł do księgarni, gdzie zamówił kawę i tiramisu. Następnego zaś dnia, podczas przerwy wniesiono na salę wykładową tyle porcji tiramisu, ilu było studentów. To jest wykładowca! To jest nauczyciel! Wieść lotem błyskawicy obiegła miasto i tego samego dnia siedziałem w księgarni zajadając ów deser. Zaprawdę powiadam Wam - warto! Księgarnia mieści się opodal dawnej Desy.
Ostrzegam natomiast przed pewnym lokalem w okolicach Tykocina. Zapytany o menu kelner odpowiada, że jadłospis mają mówiony. I wymienia, co mają w karcie. Ale nie podaje ani gramatury potraw, ani cen. Smalec jest koloru czerwonego! Podobno malaksowany z papryką. Przepraszam, ale wolę smalczyk tradycyjny koloru białego lub szarego. Ze skwareczkami. Kiedy zaś poprosiliśmy o rachunek, wyglądał on następująco "Posiłek - 50 zł". Jadłospis jest mówiony, rachunek niedomówieniem. Ostrożnie!
Do zobaczenia w knajpie! Ciekaw jestem Waszych odkryć i wpadek! Warto gdziekolwiek wyskoczyć, choćby po to, by pod choinką serdecznie się pośmiać.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Zaczynamy tydzień. Ciągana po knajpach
w.koronkiewicz
02.12.11, 13:17
Byłem również na tiramisu w Arsenale. Trochę jak powrót do młodości, bo przed wejściem do knajpy stały kiedyś automaty do gry. Flipper i bitwa morska, w której to było się kapitanem łodzi »




