Jutro w filharmonii. Requiem dla Ofiar Zagłady

Beata Maciejewska
26.01.2012 , aktualizacja: 25.01.2012 20:34
A A A Drukuj
Mozart nazywał śmierć "prawdziwą i najlepszą przyjaciółką człowieka", w liście do ojca pisał, że się z nią zżył i wcale go nie przeraża, a wręcz uspokaja i pociesza. Ale jego Requiem, które w piątek zabrzmi w filharmonii, przywoła pamięć o śmierci będącej samym złem.
Jerzy Maksymiuk
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Jerzy Maksymiuk
Kilka lat temu specjaliści z Uniwersytetu Jagiellońskiego sprawdzili, co uczniowie szkół podstawowych i średnich wiedzą o Holocauście. Prawie 13 proc. z 1000 respondentów uważało, że większość zbrodni popełnionych w Auschwitz i innych obozach koncentracyjnych to fikcja. Na pytanie: "Czy sądzisz, że Polacy w czasie wojny pomagali Żydom?" aż 42,9 proc. uczniów odpowiedziało: "Nie wiem". Szokujące, ale tylko dla tych, którzy nie znają programów szkolnych. Uczniowie mają dwie godziny historii tygodniowo i dzieje całego świata do opanowania. Dostają garść podstawowych informacji powielających prosty schemat podziału wojennej rzeczywistości na oprawców i ofiary. Nie ma czasu na pokazywanie mechanizmu zła i uświadomienie, że wciąż istnieją warunki umożliwiające jego powrót. Ale Holocaust to nie historia starożytna. Miał miejsce w czasach naszych dziadków i pradziadków, wciąż żyją świadkowie, a ofiary nie są liczbami zapisanymi w podręcznikach, mają imiona i twarze. Doświadczenie Zagłady jest przestrogą adresowaną do wszystkich, bo każdy może stać się oprawcą i ofiarą.

Piątkowy koncert poświęcony jest ofiarom Holocaustu, co w Białymstoku oznacza przywołanie pamięci o okrutnie zamordowanych dawnych obywatelach tego miasta. Z 50 tys. Żydów, którzy w 1939 roku zamieszkiwali Białystok i jego okolice, końca wojny doczekało nie więcej niż 13 proc. W tej grupie znalazła się Ewa Krasowski, która przeżyła śmierć swojego ojca Samuela, miejscowego lekarza spalonego w wielkiej Synagodze, śmierć matki i malutkiego braciszka w obozie koncentracyjnym, śmierć swoich przyjaciół i znajomych zabitych podczas likwidacji białostockiego getta. W 2009 roku napisała, że jeden obraz wciąż ją prześladuje. "Był to drugi dzień likwidacji. W schronie, przez otwór wybity w murze, widziałam na ul. Fabrycznej około 100 dzieci w wieku od trzech do siedmiu lat, kroczących po bruku, z małymi tobołkami, a z boku dwie wychowawczynie. Po dwóch stronach kolumny, z każdej strony - dwaj żandarmi z nastawionymi karabinami. To był sierociniec. Dzieci nie płakały. Szły spokojnie do wagonów, nie wiedząc, co je czeka. Ta scena najbardziej utkwiła w moim sercu i w pamięci. Tyle lat przeszło".

Tadeusz Konwicki, w rozmowie z Joanną Szczęsną i Anną Bikont, opublikowanej w "Gazecie Wyborczej" w 2005, wspominał spotkanie w latach 80. z pewną Niemką i burzliwą dyskusję na temat Holocaustu i antysemityzmu: "Czy zrozumiała, że to nie była zwykła zbrodnia, ale coś, co przewróciło cały dotychczasowy moralny porządek świata? Czy w ogóle to jest do zrozumienia? Przecież z tą wiedzą, doświadczeniem Holocaustu nie sposób się uporać. To zatruło całą naszą cywilizację, stąd jej nihilizm, zagubienie i rozpacz".

Pamiętajmy o tym, gdy orkiestra pod dyrekcją znakomitego dyrygenta Jerzego Maksymiuka zagra "Requiem" Mozarta. Niech to będzie moment łączności mieszkańców Białegostoku z ich ziomkami, którzy padli ofiarą najgorszej dżumy XX wieku.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos