Zrobiło się cieplej, w Łomży chowają kokosowniki

jame
09.02.2012 , aktualizacja: 09.02.2012 14:30
A A A Drukuj
Póki temperatura nie spadnie poniżej minus 20 stopni, łomżyniacy nie ogrzeją zgrabiałych dłoni przy ustawionych na przystankach koszach z płonącym koksem. Miasto podjęło decyzję o ich czasowym usunięciu.
Koksownik
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta
Koksownik
Decyzję o ustawieniu pięciu koszy z żarzącym się koksem podjął w ubiegłym tygodniu prezydent Łomży Mieczysław Czerniawski. Koksowniki stanęły na przystankach autobusowych: m.in. przy szpitalu na Piłsudskiego, przy dworcu autobusowym, na Starym Rynku i Placu Kościuszki. Same kosze wykonali własnoręcznie pracownicy spółki komunalnej. Sprzęt cieszył się taką popularnością mieszkańców miasta, że po ich apelach prezydent polecił ustawić koksowniki jeszcze w kilku innych miejscach. Przez niemalże tydzień eksploatacji przystankowych piecyków spalono w nich pięć ton koksu. Cała akcja kosztowała jak na razie Łomżę osiem tysięcy złotych. Tamtejsze władze obiecują, że koksowniki wrócą na ulicę wraz z kolejną falą ostrych mrozów. Tymczasem w Białymstoku miasto nie widzi potrzeby dogrzewania w ten sposób czekających na autobusy niezależnie od tego czy jest właśnie minus pięć, minus piętnaście czy minus dwadzieścia pięć stopni.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos