Zrobiło się cieplej, w Łomży chowają kokosowniki
09.02.2012
, aktualizacja: 09.02.2012 14:30
Póki temperatura nie spadnie poniżej minus 20 stopni, łomżyniacy nie ogrzeją zgrabiałych dłoni przy ustawionych na przystankach koszach z płonącym koksem. Miasto podjęło decyzję o ich czasowym usunięciu.
ZOBACZ TAKŻE
- Szykujmy kalesony i prostowniki. Nadciąga ochłodzenie (09-02-12, 08:32)
- Łomżyniacy ogrzeją dłonie przy koksownikach (02-02-12, 09:23)
Decyzję o ustawieniu pięciu koszy z żarzącym się koksem podjął w ubiegłym tygodniu prezydent Łomży Mieczysław Czerniawski. Koksowniki stanęły na przystankach autobusowych: m.in. przy szpitalu na Piłsudskiego, przy dworcu autobusowym, na Starym Rynku i Placu Kościuszki. Same kosze wykonali własnoręcznie pracownicy spółki komunalnej. Sprzęt cieszył się taką popularnością mieszkańców miasta, że po ich apelach prezydent polecił ustawić koksowniki jeszcze w kilku innych miejscach. Przez niemalże tydzień eksploatacji przystankowych piecyków spalono w nich pięć ton koksu. Cała akcja kosztowała jak na razie Łomżę osiem tysięcy złotych. Tamtejsze władze obiecują, że koksowniki wrócą na ulicę wraz z kolejną falą ostrych mrozów. Tymczasem w Białymstoku miasto nie widzi potrzeby dogrzewania w ten sposób czekających na autobusy niezależnie od tego czy jest właśnie minus pięć, minus piętnaście czy minus dwadzieścia pięć stopni.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos




