Fatum nad stadionem. Menadżer z zarzutami

Joanna Klimowicz
13.02.2012 , aktualizacja: 13.02.2012 10:56
A A A Drukuj
Menadżer projektu budowy miejskiego stadionu ma kłopoty z prawem - ciążą na nim prokuratorskie zarzuty. Białostocki samorząd pojęcia o tym nie miał. Teraz zażąda wyjaśnień i poradzi się prawników jak z tego wybrnąć
Stadion Miejski
Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta
Stadion Miejski
SONDAŻ
Czy w Białymstoku kiedyś wreszcie powstanie stadion?

W końcu powstanie, choć trzeba będzie poczekać
Chyba nie, ta inwestycje jest jakaś pechowa
Może i powstanie, ale nie dożyjemy...

Stadion nie schodzi ostatnio z czołówek gazet. Ciągle w budowie, ciągle z poślizgiem, ostatnio jeszcze okazało się, że brakuje na niego pieniędzy. Fatum?

6 lutego oferty na dokończenie budowy stadionu otwierał pod okiem kamer Krzysztof Paszko, dyrektor zarządzający firmy Tomas Consulting, menedżera projektu. I został "rozpoznany"

Paszko jest jednym z kilkunastu oskarżonych w głośnej sprawie konsultantów Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego, zamieszanych w - zdaniem prokuratury okręgowej - wyłudzanie dotacji z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości przed dziesięciu laty.

Drożej, czyli taniej; wolniej czyli szybciej. Dziwne? Przeczytaj rozmowę z Tadeuszem Truskolaskim



Sprawa dotyczy usług świadczonych w latach 2001-2002 i są w niej oskarżeni wszyscy konsultanci Fundacji, którzy w tym okresie pracowali. Część z nich dostała zarzuty fałszowania podpisów uczestników szkoleń i usług informacyjno-doradczych dla małych i średnich przedsiębiorstw, prowadzonych w punktach konsultacyjnych m.in. w Bielsku Podlaskim, Hajnówce i Siemiatyczach. Zdaniem śledczych nie wyłudzali pieniędzy dla siebie, ale za dobre wyniki otrzymywali premie i nagrody. Inni konsultanci z kolei nie fałszowali podpisów, ale za to zawyżali czas i liczbę konsultacji udzielanych przedsiębiorcom.

W tej drugiej grupie jest właśnie Krzysztof Paszko. Zarzuty przedstawiono mu w kwietniu 2006 roku. Sprawa przeciwko niemu toczy się w Sądzie Rejonowym w Białymstoku, w wydziale karnym, od stycznia 2008 roku (dziś zresztą, w poniedziałek, planowana jest kolejna rozprawa). Sam Paszko nie wypiera się tego - w rozmowie z "Gazetą" potwierdził zarzuty, ale tłumaczy, że o wyłudzeniu nie ma mowy.

- Zarzuty wobec mnie są bezpodstawne. Sprawa ma bardziej charakter proceduralny niż kryminalny - mówi Paszko. - Zarzuty prokuratury opierają się na różnicach w interpretacji zapisów umowy pomiędzy Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości a Podlaską Fundacją Rozwoju Regionalnego, której byłem pracownikiem w latach 2002-2004. Mówiąc krótko, prokuratura ma inne zdanie niż my co do tego, w jaki sposób liczyć należało czas wykonywania usługi. Przedstawię to na przykładzie: gdy spotykałem się z klientem na 10 minut, potem dwie godziny pracowałem nad jego problemem, a potem znowu spotykałem się na 10 minut by przedstawić rozwiązanie, to określam czas mojej pracy na 2 godziny i 20 minut. A prokuratura - na 20 minut.

Paszko przekonuje także, że należy oddzielić dwa wątki tej sprawy i odróżnić ciężar gatunkowy zarzutów. Mówi, że wątki kilku osób, które dostały poważniejsze zarzuty - m.in. fałszowania dokumentów i podrabiania podpisów klientów - zostały wyłączone do odrębnego postępowania i tam wyroki już zapadły. - Wobec mnie zarzuty nie są tak poważne. Chodzi o różnicę w wyliczaniu dotacji. Prokuratura stosując własną metodologię wyliczeń twierdzi, że w przypadku usług świadczonych przeze mnie wypłacono około 13 tysięcy zł za dużo na rzecz PFRR (w przeciągu dwóch lat) - dodaje menadżer.

Sprawa w sądzie wlecze się latami, bo do przesłuchania jest kilkuset świadków - osób, które korzystały z usług konsultantów i poświadczały je podpisami. Oczywiście niewiele pamiętają z wydarzeń sprzed 10 lat. Paszko nie sądzi, by postępowanie skończyło się w tym roku.

Nie poinformował o ciągnących się za nim kłopotach z prawem inwestora - czyli białostockiego samorządu. Adam Popławski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji dowiedział się o tym od nas i był bardzo zaskoczony. Sprecyzował, że nie podpisywał kontraktu z panem Paszko, ale z konsorcjum firm, wyłonionych w przetargu w 2010 roku. Ale i tak będzie chciał wyjaśnić sprawę: - To wrażliwa sfera, więc poproszę o wyjaśnienia na piśmie, a następnie poddam tę kwestię ocenie radców prawnych - zapewnia Popławski.

Paszko tłumaczy dlaczego sam nie poinformował samorządu o zarzutach prokuratorskich i postępowaniu karnym: - Uważam, że nie ma takiej potrzeby póki nie zapadł prawomocny wyrok (prawo zabrania pełnić pewnych funkcji osobom prawomocnie skazanym). Postępowanie nie rzutuje w żaden sposób na moją pracę zawodową. Nie poczuwam się do żadnej winy. Inne osoby oskarżone w tej sprawie również pracują zawodowo, sprawują często funkcje kierownicze i nie budzi to niczyich wątpliwości. Ponadto sprawa trwa już sześć lat i trudno żebym przez cały ten czas czekał jako bezrobotny, aż sąd mnie uniewinni.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów