Fatum nad stadionem. Menadżer z zarzutami
13.02.2012
, aktualizacja: 13.02.2012 10:56
Menadżer projektu budowy miejskiego stadionu ma kłopoty z prawem - ciążą na nim prokuratorskie zarzuty. Białostocki samorząd pojęcia o tym nie miał. Teraz zażąda wyjaśnień i poradzi się prawników jak z tego wybrnąć
ZOBACZ TAKŻE
- Stadion w Komisji Europejskiej. Miasto się tłumaczy (13-03-12, 08:00)
- Obligacje na budowę stadionu. Miasto zakłada spółkę (08-03-12, 15:51)
- Dotąd najlepsza trawka była w Białymstoku. Jak będzie? [WIDEO] (27-02-12, 22:51)
- Nauka na żywym organizmie. Stadion w (ciągłej) budowie (10-02-12, 07:00)
- 120 mln zł brakuje na budowę stadionu. Ceny zaskoczyły miasto [WIDEO] (06-02-12, 11:56)
RAPORTY
SONDAŻ
Stadion nie schodzi ostatnio z czołówek gazet. Ciągle w budowie, ciągle z poślizgiem, ostatnio jeszcze okazało się, że brakuje na niego pieniędzy. Fatum?
6 lutego oferty na dokończenie budowy stadionu otwierał pod okiem kamer Krzysztof Paszko, dyrektor zarządzający firmy Tomas Consulting, menedżera projektu. I został "rozpoznany"
Paszko jest jednym z kilkunastu oskarżonych w głośnej sprawie konsultantów Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego, zamieszanych w - zdaniem prokuratury okręgowej - wyłudzanie dotacji z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości przed dziesięciu laty.
Sprawa dotyczy usług świadczonych w latach 2001-2002 i są w niej oskarżeni wszyscy konsultanci Fundacji, którzy w tym okresie pracowali. Część z nich dostała zarzuty fałszowania podpisów uczestników szkoleń i usług informacyjno-doradczych dla małych i średnich przedsiębiorstw, prowadzonych w punktach konsultacyjnych m.in. w Bielsku Podlaskim, Hajnówce i Siemiatyczach. Zdaniem śledczych nie wyłudzali pieniędzy dla siebie, ale za dobre wyniki otrzymywali premie i nagrody. Inni konsultanci z kolei nie fałszowali podpisów, ale za to zawyżali czas i liczbę konsultacji udzielanych przedsiębiorcom.
W tej drugiej grupie jest właśnie Krzysztof Paszko. Zarzuty przedstawiono mu w kwietniu 2006 roku. Sprawa przeciwko niemu toczy się w Sądzie Rejonowym w Białymstoku, w wydziale karnym, od stycznia 2008 roku (dziś zresztą, w poniedziałek, planowana jest kolejna rozprawa). Sam Paszko nie wypiera się tego - w rozmowie z "Gazetą" potwierdził zarzuty, ale tłumaczy, że o wyłudzeniu nie ma mowy.
- Zarzuty wobec mnie są bezpodstawne. Sprawa ma bardziej charakter proceduralny niż kryminalny - mówi Paszko. - Zarzuty prokuratury opierają się na różnicach w interpretacji zapisów umowy pomiędzy Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości a Podlaską Fundacją Rozwoju Regionalnego, której byłem pracownikiem w latach 2002-2004. Mówiąc krótko, prokuratura ma inne zdanie niż my co do tego, w jaki sposób liczyć należało czas wykonywania usługi. Przedstawię to na przykładzie: gdy spotykałem się z klientem na 10 minut, potem dwie godziny pracowałem nad jego problemem, a potem znowu spotykałem się na 10 minut by przedstawić rozwiązanie, to określam czas mojej pracy na 2 godziny i 20 minut. A prokuratura - na 20 minut.
Paszko przekonuje także, że należy oddzielić dwa wątki tej sprawy i odróżnić ciężar gatunkowy zarzutów. Mówi, że wątki kilku osób, które dostały poważniejsze zarzuty - m.in. fałszowania dokumentów i podrabiania podpisów klientów - zostały wyłączone do odrębnego postępowania i tam wyroki już zapadły. - Wobec mnie zarzuty nie są tak poważne. Chodzi o różnicę w wyliczaniu dotacji. Prokuratura stosując własną metodologię wyliczeń twierdzi, że w przypadku usług świadczonych przeze mnie wypłacono około 13 tysięcy zł za dużo na rzecz PFRR (w przeciągu dwóch lat) - dodaje menadżer.
Sprawa w sądzie wlecze się latami, bo do przesłuchania jest kilkuset świadków - osób, które korzystały z usług konsultantów i poświadczały je podpisami. Oczywiście niewiele pamiętają z wydarzeń sprzed 10 lat. Paszko nie sądzi, by postępowanie skończyło się w tym roku.
Nie poinformował o ciągnących się za nim kłopotach z prawem inwestora - czyli białostockiego samorządu. Adam Popławski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji dowiedział się o tym od nas i był bardzo zaskoczony. Sprecyzował, że nie podpisywał kontraktu z panem Paszko, ale z konsorcjum firm, wyłonionych w przetargu w 2010 roku. Ale i tak będzie chciał wyjaśnić sprawę: - To wrażliwa sfera, więc poproszę o wyjaśnienia na piśmie, a następnie poddam tę kwestię ocenie radców prawnych - zapewnia Popławski.
Paszko tłumaczy dlaczego sam nie poinformował samorządu o zarzutach prokuratorskich i postępowaniu karnym: - Uważam, że nie ma takiej potrzeby póki nie zapadł prawomocny wyrok (prawo zabrania pełnić pewnych funkcji osobom prawomocnie skazanym). Postępowanie nie rzutuje w żaden sposób na moją pracę zawodową. Nie poczuwam się do żadnej winy. Inne osoby oskarżone w tej sprawie również pracują zawodowo, sprawują często funkcje kierownicze i nie budzi to niczyich wątpliwości. Ponadto sprawa trwa już sześć lat i trudno żebym przez cały ten czas czekał jako bezrobotny, aż sąd mnie uniewinni.
6 lutego oferty na dokończenie budowy stadionu otwierał pod okiem kamer Krzysztof Paszko, dyrektor zarządzający firmy Tomas Consulting, menedżera projektu. I został "rozpoznany"
Paszko jest jednym z kilkunastu oskarżonych w głośnej sprawie konsultantów Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego, zamieszanych w - zdaniem prokuratury okręgowej - wyłudzanie dotacji z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości przed dziesięciu laty.
Drożej, czyli taniej; wolniej czyli szybciej. Dziwne? Przeczytaj rozmowę z Tadeuszem Truskolaskim
Sprawa dotyczy usług świadczonych w latach 2001-2002 i są w niej oskarżeni wszyscy konsultanci Fundacji, którzy w tym okresie pracowali. Część z nich dostała zarzuty fałszowania podpisów uczestników szkoleń i usług informacyjno-doradczych dla małych i średnich przedsiębiorstw, prowadzonych w punktach konsultacyjnych m.in. w Bielsku Podlaskim, Hajnówce i Siemiatyczach. Zdaniem śledczych nie wyłudzali pieniędzy dla siebie, ale za dobre wyniki otrzymywali premie i nagrody. Inni konsultanci z kolei nie fałszowali podpisów, ale za to zawyżali czas i liczbę konsultacji udzielanych przedsiębiorcom.
W tej drugiej grupie jest właśnie Krzysztof Paszko. Zarzuty przedstawiono mu w kwietniu 2006 roku. Sprawa przeciwko niemu toczy się w Sądzie Rejonowym w Białymstoku, w wydziale karnym, od stycznia 2008 roku (dziś zresztą, w poniedziałek, planowana jest kolejna rozprawa). Sam Paszko nie wypiera się tego - w rozmowie z "Gazetą" potwierdził zarzuty, ale tłumaczy, że o wyłudzeniu nie ma mowy.
- Zarzuty wobec mnie są bezpodstawne. Sprawa ma bardziej charakter proceduralny niż kryminalny - mówi Paszko. - Zarzuty prokuratury opierają się na różnicach w interpretacji zapisów umowy pomiędzy Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości a Podlaską Fundacją Rozwoju Regionalnego, której byłem pracownikiem w latach 2002-2004. Mówiąc krótko, prokuratura ma inne zdanie niż my co do tego, w jaki sposób liczyć należało czas wykonywania usługi. Przedstawię to na przykładzie: gdy spotykałem się z klientem na 10 minut, potem dwie godziny pracowałem nad jego problemem, a potem znowu spotykałem się na 10 minut by przedstawić rozwiązanie, to określam czas mojej pracy na 2 godziny i 20 minut. A prokuratura - na 20 minut.
Paszko przekonuje także, że należy oddzielić dwa wątki tej sprawy i odróżnić ciężar gatunkowy zarzutów. Mówi, że wątki kilku osób, które dostały poważniejsze zarzuty - m.in. fałszowania dokumentów i podrabiania podpisów klientów - zostały wyłączone do odrębnego postępowania i tam wyroki już zapadły. - Wobec mnie zarzuty nie są tak poważne. Chodzi o różnicę w wyliczaniu dotacji. Prokuratura stosując własną metodologię wyliczeń twierdzi, że w przypadku usług świadczonych przeze mnie wypłacono około 13 tysięcy zł za dużo na rzecz PFRR (w przeciągu dwóch lat) - dodaje menadżer.
Sprawa w sądzie wlecze się latami, bo do przesłuchania jest kilkuset świadków - osób, które korzystały z usług konsultantów i poświadczały je podpisami. Oczywiście niewiele pamiętają z wydarzeń sprzed 10 lat. Paszko nie sądzi, by postępowanie skończyło się w tym roku.
Nie poinformował o ciągnących się za nim kłopotach z prawem inwestora - czyli białostockiego samorządu. Adam Popławski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji dowiedział się o tym od nas i był bardzo zaskoczony. Sprecyzował, że nie podpisywał kontraktu z panem Paszko, ale z konsorcjum firm, wyłonionych w przetargu w 2010 roku. Ale i tak będzie chciał wyjaśnić sprawę: - To wrażliwa sfera, więc poproszę o wyjaśnienia na piśmie, a następnie poddam tę kwestię ocenie radców prawnych - zapewnia Popławski.
Paszko tłumaczy dlaczego sam nie poinformował samorządu o zarzutach prokuratorskich i postępowaniu karnym: - Uważam, że nie ma takiej potrzeby póki nie zapadł prawomocny wyrok (prawo zabrania pełnić pewnych funkcji osobom prawomocnie skazanym). Postępowanie nie rzutuje w żaden sposób na moją pracę zawodową. Nie poczuwam się do żadnej winy. Inne osoby oskarżone w tej sprawie również pracują zawodowo, sprawują często funkcje kierownicze i nie budzi to niczyich wątpliwości. Ponadto sprawa trwa już sześć lat i trudno żebym przez cały ten czas czekał jako bezrobotny, aż sąd mnie uniewinni.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów




