Podlaskie oblężone przez afrykański pomór świń. Służby w gotowości

jame
05.02.2014 07:00
A A A Drukuj
Świnie rasy Mangalica

Świnie rasy Mangalica (fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta)

Od roku dziesiątkuje stada trzody chlewnej na Białorusi, od kilku tygodni na swoim terytorium mają go też Litwini. Podlaskie na razie afrykański pomór świń szczęśliwie omija. Nad bezpieczeństwem podlaskich świń czuwają nie tylko inspektoraty weterynaryjne, ale nawet myśliwi i Straż Graniczna.
Chorobę tę, która nie przenosi się na ludzi, ale powoduje poważne straty gospodarcze, wykryto ponad sto lat temu w południowej Afryce. Nie ma na nią ani szczepionki, ani lekarstwa. Jedyną metodą zwalczania afrykańskiego pomoru świń jest wybicie zarażonych stad i ścisła kwarantanna, zapobiegająca jego dalszemu rozprzestrzenianiu się. Skuteczną walkę utrudnia duża odporność wirusa, któremu nie straszne są wysokie temperatury, w zamrożonym mięsie zaś potrafi przetrwać nawet pół roku.

Rok temu choroba ogarnęła szereg hodowli w Białorusi. Wiele stad wybito radykalnie, miejscami nawet do dziewięćdziesiąt procent, przetrzebiono populację dzika, który również przenosi pomór. I właśnie martwy dzik, u którego wykryto wirusa, wywołał kilka tygodni temu alarm na Litwie. W jego efekcie Rosja nałożyła nakaz importu wszelkiej wieprzowiny z Unii Europejskiej, chociaż na razie nie odnotowano przypadków choroby u świń.

Żelazna kurtyna przeciwpomorowa

Litwini zamierzają sięgnąć po radykalniejsze nawet od Białorusinów metody. Nie dość, że zamierzają odstrzelić większość dzików, to oba kraje ma też oddzielić płot uniemożliwiający tym zwierzętom przekraczanie granicy. We wtorek zwrócili się do Komisji Europejskiej o 20 milionów euro na środki zapobiegawcze. Połowę tej kwoty ma pochłonąć właśnie ustawienie siatki między tym krajem a Białorusią.

W związku z doniesieniami z Litwy Główny Inspektor Weterynarii nakazał w ubiegłym tygodniu wzmożenie czujności, zwracając się m.in. do Straży Granicznej i Polskiego Związku Łowieckiego o zgłaszanie wszelkich przypadków padłych dzików w pobliżu granicy.

- Nie odnotowaliśmy żadnych takich przypadków - informuje krótko Anna Wójcik, rzecznik Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej.

Również myśliwi nie natrafili ostatnio na żadne padłe dziki. Przewodniczący Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Białymstoku Jarosław Żukowski przypomina, że poza ostatnimi zaleceniami głównego inspektora weterynarii wciąż obowiązuje zarządzenie wojewody podlaskiego, wydane w sierpniu ubiegłego roku. Zakazuje ono w powiatach przygranicznych m.in. wypuszczania świń z chlewów czy organizowania wystaw. Z Białorusi nie wolno przywozić mięsa nawet w kanapkach, a na przejściach granicznych leżą maty dezynfekcyjne.

Dokument odnosi się też do żyjących dziko pobratymców świń. Wszelkie zastrzelone dziki muszą więc przechodzić badania, badać też należy wszelkie dziki padłe.

Podlaskie bezpieczne. Na razie

- Przypadki padnięć zdarzyły się w tym czasie dosłownie kilka razy, większość z nich zresztą dotyczyła zwierząt potrąconych przez samochody, tudzież najprawdopodobniej wcześniej postrzelonych. W żadnym z badanych przez nas przypadków nie wykryliśmy obecności wirusów afrykańskiego pomoru świń - informuje Mirosław Czech z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii.

Podkreśla, że tak naprawdę wirus ten bardzo rzadko przenosi się za pośrednictwem dzików.

- Główną drogą jego przeniesienia jest transport trzody chlewnej. Stąd tak duże znaczenie izolacji - mówi inspektor.

Dodaje, że w tej chwili poza ścisłym przestrzeganiem wymogów rozporządzenia wojewody tak naprawdę rola służb ogranicza się do monitoringu.

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
Komentarze (1)
Zaloguj się
  • rasmc

    0

    Na granicy Schengen, w Litwie nie ma nawet siatki?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX