Papież Benedykt XVI zezwolił właśnie na odprawianie mszy w tzw. rycie przedsoborowym. Dokument "Summorum Pontificum" zacznie obowiązywać 14 września, co oznacza, że od tego momentu kapłan w każdej chwili może wybrać mszę po łacinie. Decyzja papieża pozwala na powrót do mszy sprzed Soboru Watykańskiego II (odbywał się w latach 60. XX w.). Wtedy w tradycyjnej mszy łacińskiej, zwanej trydencką, wedle mszału św. Piusa V kapłan ustawiał się przed głównym ołtarzem, tyłem do wiernych, nie prowadził też z nimi dialogu. Teraz każdy kapłan będzie mógł też po łacinie udzielać ślubów, chrztów i grzebać zmarłych.
Ile parafii skorzysta z takiej możliwości w Białymstoku - nie wiadomo. Księża dopiero zapoznają się informacjami na temat papieskiego edyktu, nie otrzymali też jeszcze żadnych wytycznych w tym względzie.
- Na razie nic nie wiem o tym, by na msze łacińskie było duże zapotrzebowanie. Choć osobiście znam osoby, które są nimi zainteresowane. Ale to tylko kilka osób - mówi ks. Zdzisław Karabowicz, rzecznik kurii metropolitalnej w Białymstoku.
Kilka lat temu we mszy w języku łacińskim co jakiś czas można było uczestniczyć w kościele św. Wojciecha, miały one nawet stałą grupkę wiernych. Parafia uznała jednak, że cieszą się słabym zainteresowaniem i z mszy trydenckiej zrezygnowano. Obecnie w Białymstoku odprawia się ją tylko w seminarium. Raz w miesiącu uczestniczą w niej wszyscy klerycy.
Raz w roku za to we mszy łacińskiej wziąć udział można w Supraślu podczas Uroczyska. To, co miało być początkowo jednorazowym przedsięwzięciem (miejscowa parafia skorzystała z przyjazdu na uroczyskowy koncert benedyktynów z Tyńca i zaprosiła ich na mszę), zaczyna być tradycją.
- Podczas Uroczyska ojcowie benedyktyni odprawiają u nas mszę po łacinie, odśpiewują też chorał gregoriański - opowiada ks. Andrzej Chutkowski, proboszcz parafii pw. św. Trójcy w Supraślu. - Sama msza jednak nie do końca wygląda jak ta sprzed soboru. Kapłani tak jak teraz stoją przodem do wiernych, tylko że wszystkie modlitwy odmawiane są w języku łacińskim. W tym nabożeństwie uczestniczą przeważnie osoby starsze, które jeszcze pamiętają takie modlitwy sprzed reformy i w ten sposób chcą je sobie przypomnieć. Osób młodszych jest mniej.
Załóżmy, że część podlaskich księży zdecyduje się na samodzielne odprawianie mszy trydenckich. Czy poradzą sobie z językiem? - Myślę, że bez problemu. W końcu łacina to jeden z języków, których uczymy się w seminarium - mówi ks. Chutkowski. Sam jednak jeszcze nie podjął decyzji, czy w jego parafii msze łacińskie będą odprawiane częściej.
- To wyjątkowe przeżycie - mówi 21-letnia Patrycja Michałowska, która uczestniczyła w mszy łacińskiej w płockiej farze. - Zaciągnęli mnie znajomi, których odwiedziłam w ubiegłym roku. Cały czas wyobrażałam sobie, że na takie msze niemal przez całe życie chodziła moja babcia, prababcia... Niewiele co prawda rozumiałam, ale znam liturgię i wiedziałam mniej więcej, w jakim punkcie mszy jestem. No i przypominałam sobie łacinę, której uczyłam się w liceum. Pamiętam, że wtedy na tę mszę przyszło mnóstwo młodych ludzi i ponoć nie po raz pierwszy.
Co ciekawe, w Płocku po pierwszej mszy (którą parafia traktowała jako wydarzenie jednorazowe) to właśnie m.in. młodzież poprosiła księży o kolejne.
- Z jednej strony ludzie potrzebują odmiany, wytchnienia od pewnej rutyny - mówi "Gazecie" ks. Janusz Cegłowski, proboszcz płockiej fary. - Stary, rzadko już używany, ale od wieków kojarzący się z liturgią język stwarza klimat tajemnicy. A ta tajemnica w pewien sposób zbliża do Boga i przypomina, że nie da się go do końca zrozumieć, trzeba go odczuć.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok