Bezdomny o mistrzu performance: Głupi jakiś?
10.05.2009
, aktualizacja: 11.05.2009 11:37
Ktoś rozgniata pomidory i rzuca mięsem. Ktoś topi w wannie zdjęcia kobiet. Ktoś chce zerwać z widza ubranie. Sam mistrz gatunku zaś zakopuje się w śmieciach. Irracjonalne na pozór działania zawsze jednak czemuś służą
Wczoraj, już po zamknięciu "Gazety", w Galerii Arsenał zakończył się trzydniowy Międzynarodowy Festiwal Performer Art - pierwsza tego typu impreza w Białymstoku. Przyjechali klasycy europejskiego performance - Janusz Bałdyga, Boris Nieslony i Alastair McLennan, wraz z młodymi, wytypowanymi przez siebie artystami, których chcą zarekomendować. Cała trójka była w ciągu ostatniej dekady już w naszej galerii z pojedynczymi pokazami. Nigdy nie było w niej jednak takiego skomasowania performance, jak teraz. W sumie przyjechało prawie 20 artystów z Polski i zagranicy.
Były wykłady, dyskusje, a każdego dnia, po pokazach - spotkania z artystami. Codziennie działania artystów oglądało w skupieniu do stu osób. Reakcje były różne, jak to z performance bywa: od zainteresowania, przez zdziwienie, po niechęć. Performance - osobisty personalny pokaz artysty przed publicznością i bezpośredni z nią kontakt, a jednocześnie sprzeciw wobec tego, co konwencjonalne - budzi różne emocje. I o ich wywołanie między innymi, często przy dużym elemencie zaskoczenia tu chodzi.
Gdy jeden z artystów próbował namówić widzów do zdjęcia z siebie jakiejś części odzieży, kilka osób ochoczo z propozycji skorzystało, ale też kilka wyraziło ostro swój sprzeciw.
W rozgniataniu pomidorów i rozrzucaniu po podłodze mięsa przez innego artystę jeden z widzów dostrzegł frustrację, która dopada zamknięte w domu gospodynie domowe. Inny zaś po pokazie skomentował: "idiotyczna makabreska, z której nic nie wynika".
Młodszych stażem performerów z zainteresowaniem obserwował klasyk gatunku - Janusz Bałdyga.
- Ich perspektywa bywa często bardzo ciekawa. W działaniach pojawiają się różne - jak w całej sztuce współczesnej - aktualne tematy: problem seksualności, samotności, refleksja nad materią.
Jednym z najdłuższych pokazów był performance mistrza gatunku Alastaira McLennana (szkocki performer mieszkający w irlandzkim Belfaście, znany z długich performances, rekordowy trwał 144 godziny). Artysta na tyłach galerii zakopał się w autentycznej górze śmieci (tworzonej nie tylko przez makulaturę z galerii, ale i odpadki organiczne z pobliskiej restauracji). Zagrzebany niemal po czubek nosa McLennan przesiedział tak prawie siedem godzin. Nieoczekiwanie działanie zyskało dodatkową jakość. Oto bowiem podczas akcji przy pobliskich śmietnikach pojawił się kloszard. Przeszukiwał je, nie zwracając na nic uwagi. Dopiero jedna z osób oglądających performance uświadomiła mu, co się dzieje obok. Bezdomny mężczyzna, kojarzony właśnie ze śmieciami - nijak nie mógł zrozumieć artysty, który postanowił wniknąć na swój sposób w jego świat, i w śmieciach... się rozpłynął.
- Po co on to robi? Głupi jakiś?
Drastyczna próba wejścia w świat ludzi, uważanych przez społeczeństwo za osoby drugiej kategorii, okazała się nieudana. Co ciekawe, odrzuciła ją właśnie jedna z takich osób.
Z drugiej strony McLennan, wtopiony w górę śmieci stał się niemal niewidzialny. Przechodząc obok, mało kto by go w ogóle zauważył (bardzo możliwe, że góry śmieci także). Czy tak właśnie - obojętnie - nie przechodzimy obok bezdomnych, kloszardów, żebraków?
W ten sposób nieracjonalne, dziwaczne, budzące śmiech i obrzydzenie działanie artysty przestaje takie być. Przez swą niejednoznaczność każe widzowi zatrzymać się na chwilę, podumać - choćby nad tym, z jakich nieprzystawalnych światów składa się przestrzeń wokół nas. I jak obojętność, bycie ślepym i głuchym na wszystko bywa wygodne.
Były wykłady, dyskusje, a każdego dnia, po pokazach - spotkania z artystami. Codziennie działania artystów oglądało w skupieniu do stu osób. Reakcje były różne, jak to z performance bywa: od zainteresowania, przez zdziwienie, po niechęć. Performance - osobisty personalny pokaz artysty przed publicznością i bezpośredni z nią kontakt, a jednocześnie sprzeciw wobec tego, co konwencjonalne - budzi różne emocje. I o ich wywołanie między innymi, często przy dużym elemencie zaskoczenia tu chodzi.
Gdy jeden z artystów próbował namówić widzów do zdjęcia z siebie jakiejś części odzieży, kilka osób ochoczo z propozycji skorzystało, ale też kilka wyraziło ostro swój sprzeciw.
W rozgniataniu pomidorów i rozrzucaniu po podłodze mięsa przez innego artystę jeden z widzów dostrzegł frustrację, która dopada zamknięte w domu gospodynie domowe. Inny zaś po pokazie skomentował: "idiotyczna makabreska, z której nic nie wynika".
Młodszych stażem performerów z zainteresowaniem obserwował klasyk gatunku - Janusz Bałdyga.
- Ich perspektywa bywa często bardzo ciekawa. W działaniach pojawiają się różne - jak w całej sztuce współczesnej - aktualne tematy: problem seksualności, samotności, refleksja nad materią.
Jednym z najdłuższych pokazów był performance mistrza gatunku Alastaira McLennana (szkocki performer mieszkający w irlandzkim Belfaście, znany z długich performances, rekordowy trwał 144 godziny). Artysta na tyłach galerii zakopał się w autentycznej górze śmieci (tworzonej nie tylko przez makulaturę z galerii, ale i odpadki organiczne z pobliskiej restauracji). Zagrzebany niemal po czubek nosa McLennan przesiedział tak prawie siedem godzin. Nieoczekiwanie działanie zyskało dodatkową jakość. Oto bowiem podczas akcji przy pobliskich śmietnikach pojawił się kloszard. Przeszukiwał je, nie zwracając na nic uwagi. Dopiero jedna z osób oglądających performance uświadomiła mu, co się dzieje obok. Bezdomny mężczyzna, kojarzony właśnie ze śmieciami - nijak nie mógł zrozumieć artysty, który postanowił wniknąć na swój sposób w jego świat, i w śmieciach... się rozpłynął.
- Po co on to robi? Głupi jakiś?
Drastyczna próba wejścia w świat ludzi, uważanych przez społeczeństwo za osoby drugiej kategorii, okazała się nieudana. Co ciekawe, odrzuciła ją właśnie jedna z takich osób.
Z drugiej strony McLennan, wtopiony w górę śmieci stał się niemal niewidzialny. Przechodząc obok, mało kto by go w ogóle zauważył (bardzo możliwe, że góry śmieci także). Czy tak właśnie - obojętnie - nie przechodzimy obok bezdomnych, kloszardów, żebraków?
W ten sposób nieracjonalne, dziwaczne, budzące śmiech i obrzydzenie działanie artysty przestaje takie być. Przez swą niejednoznaczność każe widzowi zatrzymać się na chwilę, podumać - choćby nad tym, z jakich nieprzystawalnych światów składa się przestrzeń wokół nas. I jak obojętność, bycie ślepym i głuchym na wszystko bywa wygodne.
- 325 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Bezdomny o mistrzu performance: Głupi jakiś?
kubbik1
11.05.09, 07:46
A ja myślę że to przedstawienie oraz komentarz bezdomnego może mieć z gołainny wydźwięk, dla mnie ot raczej krzyk bezsilności nad współczesnąsztuką...bo cóż przyszło widowisko oglądać »
-
Bezdomny o mistrzu performance: Głupi jakiś?
wilhelm4
11.05.09, 23:25
no np. zarabianiu :) (a przynajmniej rozrabianiu)»
-
myślę, że ktoś szczerze wyznał że KRÓL JEST NAGI
o_piotr
12.05.09, 09:05
i tyle można powiedzieć o tej. tzw. Wielkiej Sztuce!!! Nawiedzeni duchowo zapewne dszukują się w tych dziwadłach jakichś przesłań, doznań, itd. Natomiast naturalny odruch to ten który »
Najczęściej czytane24 htydzień




