Policjant zlekceważył informację o gwałcie

Wojciech Więcko
2009-12-30 , aktualizacja: 30.12.2009 19:37
A A A Drukuj
Białostocka prokuratura okręgowa oskarża policjanta Krzysztofa C. o to, że przyjmując zgłoszenie o przestępstwach na stanowisku dyżurnego, zignorował zawiadomienie o gwałcie. I to kilkukrotne
Aparat telefoniczny
Fot. antonina
Aparat telefoniczny
ZOBACZ TAKŻE


Wszystko się działo podczas wieczornej zmiany 14 lutego 2009 roku w Białymstoku. Krzysztof C. na co dzień pełni służbę w białostockim oddziale prewencji, owego dnia był delegowany do pracy na stanowisku zastępcy miejskiego dyżurnego. To tam dodzwonimy się, kiedy wykręcimy numer 997 lub 112.

Feralnego wieczoru o godz. 20.24 na stanowisko Krzysztofa C. zadzwoniła kobieta. Prosiła o pomoc i podała adres, gdzie przebywała, jednak bez konkretnego numeru mieszkania (chodzi o lokal w centrum Białegostoku). W ciągu kilku następnych minut dzwoniła jeszcze trzy razy.

Ok. godz. 20.40 pod wskazany adres wysłany został patrol. Po hałasach wydobywających się z jednego z mieszkań policjanci ustalili, o który lokal chodzi. Jednak nikt nie otworzył drzwi. Mundurowi wołania o pomoc nie słyszeli, więc odjechali. W notatniki wpisali tylko "awantura" i "n/p" (nie potwierdzone).

W międzyczasie kobieta jeszcze raz zadzwoniła do dyżurnego i poprosiła o pomoc. Powiedziała, że schowała się w łazience i nie może otworzyć drzwi.

Kolejny telefon był już z budki telefonicznej o godz. 20.55. Anonimowy mężczyzna powiedział, że w mieszkaniu, z którego wcześniej proszono o pomoc, jest gwałcona kobieta. Podał też szyfr do pukania do drzwi, żeby te zostały otworzone.

O godz. 21 do dyżurnego zadzwoniła znów kobieta. Prosiła o pomoc, powiedziała, że jest gwałcona.

Na miejsce powtórnie pojechali policjanci (nie przekazano im informacji o gwałcie), ale drzwi - mimo szyfru - nikt nie otworzył. Krzyków też nie słyszeli. Odjechali.

Kobieta na policję dzwoniła jeszcze o 21.04, 21.15 (dwa razy), 21.44, 21.46. Nie za każdym razem mogła rozmawiać. Nie było już dalszych interwencji policji.

Ostatni raz zadzwoniła o 23.59, kiedy udało się jej uciec z mieszkania i przypadkowy przechodzień pożyczył telefon komórkowy. Wtedy opowiedziała policji o wszystkim, co się stało. Mundurowi we wskazanym mieszkaniu znaleźli jednego z mężczyzn. Spał.

Jak się okazało, feralnego wieczoru Laura (imię zmienione) uczestniczyła w imprezie u znajomego. Początkowo była ona i dwóch mężczyzn. Później doszło jeszcze czterech. W miarę wypitego alkoholu zaczęły padać propozycje seksualne. Kobieta chciała uciec, ale zamknięto drzwi. Kiedy dochodziło do gwałtów, z mieszkania wyszło kilku mężczyzn (to jeden z nich był anonimowym dzwoniącym z budki). O gwałt oskarżono dwóch uczestników imprezy. Ich proces w sądzie jeszcze trwa.

- Podczas śledztwa prokurator uznał, że policjant przyjmujący zawiadomienie o przestępstwie nie dopełnił swoich obowiązków. Na podstawie zebranych materiałów w sprawie gwałtu wszczął kolejne śledztwo - mówi prokurator Adam Kozub Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.

Wszystko dlatego, że dyżurny nie przekazał policjantom z patrolu informacji o możliwym gwałcie. Wtedy mieliby oni obowiązek wyważyć drzwi w mieszkaniu. Najważniejszym dowodem śledczych są nagrania rozmów telefonicznych na stanowisku dyżurnego oraz poleceń, jakie on wydawał.

Krzysztof C. do winy się nie przyznaje. Odmówił składania wyjaśnień.

Policjant już nie pracuje jako dyżurny. Wrócił do służby w oddziale prewencji. - O tym, czy będzie dalej w służbie, zadecyduje sąd. Do czasu ogłoszenia wyroku nie ma podstaw, by zwolnić tego policjanta ze służby - mówi podinsp. Andrzej Baranowski, rzecznik podlaskiego komendanta policji.

Podziel się

  • 23 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów