Proces o rasistowską napaść: To pomyłka, synowie nie bili
2010-01-07
, aktualizacja: 07.01.2010 19:16
Murzyn chciał dokonać samosądu, a ja na to nie pozwoliłem. Z zemsty zeznał, że moi synowie go pobili - przekonywał w czwartek w sądzie ojciec trzech braci A., oskarżonych o znieważanie, poszturchiwanie i pobicie 34-letniego Legre Cheick Karamoko w kwietniu 2009 roku.
ZOBACZ TAKŻE
- Wyroki za znieważenie ciemnoskórego Francuza (15-12-10, 11:13)
- Pokrzywdzony nie rozumiał tłumacza. Proces odroczono (29-07-10, 11:34)
- Czwórka za rasizm. Przygotowano akt oskarżenia (29-07-09, 20:29)
Czwarty z oskarżonych, Konrad Z., miał być według świadka punktem zapalnym. 28 kwietnia Kazimierz A. wyszedł na papierosa na balkon i dostrzegł, jak czarnoskóry Francuz, który przyjechał w odwiedziny do swojej narzeczonej mieszkającej w tym samym bloku, "szarpie za klapy" na oko 15-letniego chłopaka. Krzyknął, a oni się rozeszli. Konrad Z. rzeczywiście jest tak drobny, że wygląda na dziecko. Zdaniem prokuratury nie przeszkadzało mu to, by w grupie kolegów z osiedla zaatakować Francuza na przystanku autobusowym dwa dni później. Najpierw wyzywali go, wyli i pokazywali gesty masturbacji, potem okładali pięściami.
Na tym się nie skończyło. Parę dni później Legre Karamoko tak silnie pchnięty barkiem na ulicy, że upadł. Jako napastników rozpoznał trzech braci A. i Konrada Z. Ten ostatni częściowo przyznaje się do winy i tłumaczy brakiem znajomości języków obcych.
Bracia A. idą w zaparte. Ich ojciec zaklinał się wczoraj, że najstarszy - Daniel - 30 kwietnia po południu pisał kolokwium na uczelni (student przyznaje się tylko do potrącania barkiem Francuza), jeden z bliźniaków - Dawid - akurat powinien być w autobusie wiozącym go ze szkoły, a drugi - Artur - na zakupach w dwóch osiedlowych sklepach. Ojciec dostał nawet od właściciela sklepu spożywczego kopię nagrania z monitoringu. Tę wersję potwierdziła też wczoraj w sądzie koleżanka chłopaka. 17-letnia Aleksandra zeznawała, że spotkała Artura około godz. 16 pod sklepem, kiedy wyszła na spacer z psem. Rozmawiała z nim do godz. 16.05. Na pytanie sędzi Anny Hordyńskiej, skąd tak dokładnie pamięta przebieg wypadków, dziewczyna odpowiedziała, że spotkanie zanotowała w swoim pamiętniku.
Proces o rasistowską napaść został odroczony do 11 lutego, może tym razem uda się przesłuchać samego poszkodowanego. Na wczoraj miał wezwanie do białostockiego sądu, ale się w nim nie pojawił.
Na tym się nie skończyło. Parę dni później Legre Karamoko tak silnie pchnięty barkiem na ulicy, że upadł. Jako napastników rozpoznał trzech braci A. i Konrada Z. Ten ostatni częściowo przyznaje się do winy i tłumaczy brakiem znajomości języków obcych.
Bracia A. idą w zaparte. Ich ojciec zaklinał się wczoraj, że najstarszy - Daniel - 30 kwietnia po południu pisał kolokwium na uczelni (student przyznaje się tylko do potrącania barkiem Francuza), jeden z bliźniaków - Dawid - akurat powinien być w autobusie wiozącym go ze szkoły, a drugi - Artur - na zakupach w dwóch osiedlowych sklepach. Ojciec dostał nawet od właściciela sklepu spożywczego kopię nagrania z monitoringu. Tę wersję potwierdziła też wczoraj w sądzie koleżanka chłopaka. 17-letnia Aleksandra zeznawała, że spotkała Artura około godz. 16 pod sklepem, kiedy wyszła na spacer z psem. Rozmawiała z nim do godz. 16.05. Na pytanie sędzi Anny Hordyńskiej, skąd tak dokładnie pamięta przebieg wypadków, dziewczyna odpowiedziała, że spotkanie zanotowała w swoim pamiętniku.
Proces o rasistowską napaść został odroczony do 11 lutego, może tym razem uda się przesłuchać samego poszkodowanego. Na wczoraj miał wezwanie do białostockiego sądu, ale się w nim nie pojawił.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy




