ZNTK nadal do kupienia
2010-01-19
, aktualizacja: 19.01.2010 19:46
Główny zakład z budynkami i terenem - 45 mln zł, ośrodek wypoczynkowy niedaleko Kołobrzegu - 3,8 mln zł, saksofon tenorowy - kto da więcej. Syndyk łapskich zakładów wystawił je na sprzedaż. Chętnych brak
ZOBACZ TAKŻE
- Robotnicy ZNTK grożą: Złożymy wniosek o upadłość (27-05-10, 20:52)
- Przetarg na nieruchomości ZNTK Łapy SA - bez rozstrzygnięcia (03-03-10, 16:37)
- Łapy do adopcji. Czytelnicy Gazety pomagają (14-02-10, 18:45)
- Na ratunek Łapom ruszyli czytelnicy "Gazety Wyborczej" (09-02-10, 21:19)
SERWISY
- Osób pytających o poszczególne składniki majątku było trochę, ale żadne wadium konieczne do przystąpienia do licytacji nie wpłynęło ani na konto firmy, ani do jej kasy - mówi Alina Sobolewska, syndyk masy upadłościowej Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach. - Jestem rozczarowana, bo sądziłam, że uda się sprzedać ośrodek wypoczynkowy w Sianożętach, który jest tuż nad morzem. Biegły, który w nim był, mówił, iż jest śliczny.
Syndyk wystawił wczoraj na sprzedaż cały majątek zakładu. Od budynków, nieruchomości, maszyn, po sprzęt komputerowy, krzesła, instrumenty orkiestry dętej, a nawet odrestaurowaną zieloną lokomotywę, która stoi obok głównej drogi w zakładzie. Zresztą to właśnie o nią można się spodziewać największego boju, bo już teraz ostrzy sobie na nią zęby burmistrz Łap, ale też kilka innych osób.
Gorzej z głównymi składnikami majątku, czyli działkami i stojącym na nich zakładzie. Na razie syndyk nie chce dzielić przedsiębiorstwa na części lub wyprzedawać pojedynczych maszyn.
- Nie chcę robić spustoszenia - tłumaczy.
Jednak jeżeli dojdzie do sytuacji, że nie będzie już środków na dalszą działalność likwidacyjną, to nie wyklucza, że będzie musiała sprzedawać to, na co będą chętni (miesięcznie podatek od nieruchomości dla gminy wynosi 130 tys. zł, w biurze zakładu pracuje jeszcze ok. 30 osób, które obsługują administracyjnie zwolnione 750 osób, a jest jeszcze ochrona i osoby zajmujące się konserwacją). Bo, jak przypuszcza syndyk, potencjalni inwestorzy liczą na to, że przy następnych ofertach cena znacznie spadnie.
- Takich zakładów nie sprzedaje się za pierwszym razem i nie przy takiej koniunkturze - ocenia.
Dla prezes ZNTK Agaty Ciok fakt, że wczorajsze licytacje się nie udały, to dobra wiadomość. W rozmowie z PAP stwierdziła, że liczy na to, iż w najbliższych dniach uda się podjąć takie decyzje, które pozwolą na wznowienie produkcji. Dziś ma się odbyć zebranie rady wierzycieli (w planach posiedzenia jest informacja o licytacji, być może o wyznaczeniu kolejnej, ale też ma być przedstawiony plan naprawczy zakładu), a na czwartek zaplanowano walne zgromadzenie akcjonariuszy. Najpóźniej w piątek ma trafić do sądu wniosek o zmianę upadłości likwidacyjnej (czyli takiej, kiedy głównym zadaniem syndyka jest sprzedać na tyle drogo majątek firmy, by starczyło na długi) na upadłość ugodową. Dzięki temu zakład mógłby wznowić produkcję. Jak już wcześniej pisała "Gazeta", prezes Ciok poinformowała, że ZNTK podpisały z kontrahentem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich trzyletni, warunkowy kontrakt na budowę i konserwację cystern i tank-kontenerów. Porozumienie wejdzie w życie, jeżeli sąd zgodzi się na zmianę rodzaju upadłości. Żadne informacje o inwestorze nie zostały ujawnione.
Jednak zdaniem syndyk, która widziała umowę, ten kontrakt nie uratuje już zakładu: - Gdyby umowa była parafowana rok temu, to tak. Ale na dziś ten kontrakt nie pomoże zakładom, bo to wszystko już za daleko zaszło - stwierdziła w rozmowie z "Gazetą".
ZNTK decyzją białostockiego sądu zbankrutował pod koniec lipca zeszłego roku. Główną przyczyną był brak zamówień na naprawy wagonów i stale rosnące długi spółki. Z pracy zwolniono 750 osób. Kilka miesięcy wcześniej w Łapach zamknięto inny duży zakład produkcyjny - Cukrownię Łapy. Z pracy zwolniono też kilkaset osób.
Syndyk wystawił wczoraj na sprzedaż cały majątek zakładu. Od budynków, nieruchomości, maszyn, po sprzęt komputerowy, krzesła, instrumenty orkiestry dętej, a nawet odrestaurowaną zieloną lokomotywę, która stoi obok głównej drogi w zakładzie. Zresztą to właśnie o nią można się spodziewać największego boju, bo już teraz ostrzy sobie na nią zęby burmistrz Łap, ale też kilka innych osób.
Gorzej z głównymi składnikami majątku, czyli działkami i stojącym na nich zakładzie. Na razie syndyk nie chce dzielić przedsiębiorstwa na części lub wyprzedawać pojedynczych maszyn.
- Nie chcę robić spustoszenia - tłumaczy.
Jednak jeżeli dojdzie do sytuacji, że nie będzie już środków na dalszą działalność likwidacyjną, to nie wyklucza, że będzie musiała sprzedawać to, na co będą chętni (miesięcznie podatek od nieruchomości dla gminy wynosi 130 tys. zł, w biurze zakładu pracuje jeszcze ok. 30 osób, które obsługują administracyjnie zwolnione 750 osób, a jest jeszcze ochrona i osoby zajmujące się konserwacją). Bo, jak przypuszcza syndyk, potencjalni inwestorzy liczą na to, że przy następnych ofertach cena znacznie spadnie.
- Takich zakładów nie sprzedaje się za pierwszym razem i nie przy takiej koniunkturze - ocenia.
Dla prezes ZNTK Agaty Ciok fakt, że wczorajsze licytacje się nie udały, to dobra wiadomość. W rozmowie z PAP stwierdziła, że liczy na to, iż w najbliższych dniach uda się podjąć takie decyzje, które pozwolą na wznowienie produkcji. Dziś ma się odbyć zebranie rady wierzycieli (w planach posiedzenia jest informacja o licytacji, być może o wyznaczeniu kolejnej, ale też ma być przedstawiony plan naprawczy zakładu), a na czwartek zaplanowano walne zgromadzenie akcjonariuszy. Najpóźniej w piątek ma trafić do sądu wniosek o zmianę upadłości likwidacyjnej (czyli takiej, kiedy głównym zadaniem syndyka jest sprzedać na tyle drogo majątek firmy, by starczyło na długi) na upadłość ugodową. Dzięki temu zakład mógłby wznowić produkcję. Jak już wcześniej pisała "Gazeta", prezes Ciok poinformowała, że ZNTK podpisały z kontrahentem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich trzyletni, warunkowy kontrakt na budowę i konserwację cystern i tank-kontenerów. Porozumienie wejdzie w życie, jeżeli sąd zgodzi się na zmianę rodzaju upadłości. Żadne informacje o inwestorze nie zostały ujawnione.
Jednak zdaniem syndyk, która widziała umowę, ten kontrakt nie uratuje już zakładu: - Gdyby umowa była parafowana rok temu, to tak. Ale na dziś ten kontrakt nie pomoże zakładom, bo to wszystko już za daleko zaszło - stwierdziła w rozmowie z "Gazetą".
ZNTK decyzją białostockiego sądu zbankrutował pod koniec lipca zeszłego roku. Główną przyczyną był brak zamówień na naprawy wagonów i stale rosnące długi spółki. Z pracy zwolniono 750 osób. Kilka miesięcy wcześniej w Łapach zamknięto inny duży zakład produkcyjny - Cukrownię Łapy. Z pracy zwolniono też kilkaset osób.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos




