Choć marzyłam tylko o jednej, mam kilka babć
2010-01-20
, aktualizacja: 21.01.2010 12:03
- Na Dzień Babci w szkołach są akademie, kwiaty, laurki. Moje córki zawsze były poszkodowane, bo nie miały kogo zaprosić. Wracały z tymi kolorowymi kartkami do domu i wszystkim było bardzo przykro. Od dwóch lat jest inaczej - mówi Agata Czemierys, która zaadoptowała kilka babć
ZOBACZ TAKŻE
- Portret dziadków (12-01-10, 14:35)
- Dzień Babci i Dzień Dziadka - pomysły na prezenty (14-01-09, 17:15)
- Być dziadkiem, być babcią (15-01-07, 13:08)
GALERIA ZDJĘĆ
- Dla Babci i Dziadka (20-01-10, 14:51)
SERWISY
Z okazji Dnia Babci wszystkim babuniom życzymy 200 lat uśmiechu i wracamy do historii sprzed trzech lat. To wtedy przedstawiliśmy Agatę Czemierys i jej dwie córki. Bardzo chciały mieć w rodzinie kochającą babcię. Życie tak się potoczyło, że jej nie miały, więc zamieściły w internecie ogłoszenie: "Szukamy babci do zaadoptowania i kochania. (...) Chcemy taką babcię zabierać do siebie na święta, przynosić jej zakupy.(...) Cena: bezcenna".
Nie spodziewały się, że odzew będzie ogromny.
- Dzwoniły różne osoby. Czasem zachrypnięty, damski głos pytał, jakie jest wynagrodzenie za bycie babcią. Słyszałam w słuchawce stek wulgaryzmów. Czasem dzwonił ktoś, żeby się wypłakać. Były też ciepłe, serdeczne telefony, popierające pomysł, ale osoby, które dzwoniły, nie były zainteresowane ogłoszeniem, tylko je popierały. Dzwoniły też babcie i dziadkowie, ale tylko nieliczne znajomości przetrwały do dziś - wspomina Agata Czemierys.
Zamiast babci jest ciocia z Wrocławia
Pani Grażyna z Wrocławia jako jedna z pierwszych odpowiedziała na ogłoszenie. Na babcię (jak sama twierdzi) jest za młoda, bo ma dopiero 57 lat, ale ciocią przyszywaną jak najbardziej zgodziła się zostać.
- To największa przyjaźń, jaka się zrodziła w ciągu tych trzech lat. Grażynkę traktuję jak swoją starszą siostrę, której nie miałam, a moje córki traktują ją jak ciocię. Kontaktujemy się ze sobą codziennie, dzwonimy, wysyłamy SMS-y, pisujemy na Gadu-Gadu - mówi pani Agata.
Ciocia - babcia Grażyna odwiedziła panią Agatę i jej córki. Przywiozła ze sobą swoje przyjaciółki.
- Patrzyłam na te 50-, 60-letnie panie i czułam się szczęśliwa. Zaraziły mnie tym swoim entuzjazmem i radością. Tańczyłyśmy w sadzie, one nawiązały kontakt z moimi córkami. Popłakałyśmy się nieraz ze śmiechu - mówi Agata Czemierys.
Pani Grażyna jako studentka mieszkała we Wrocławiu.
- Moi rodzice i dziadkowie byli daleko. Tęskniłam. Wówczas razem z koleżanką po całym mieście rozkleiłyśmy podobne ogłoszenia. Nikt nie odpowiedział. Dlatego natychmiast zareagowałam na apel Agaty - opowiada.
Media robiły użytek z mojej historii
O zaskakującym pomyśle pani Agaty dotyczącym adopcji babci i dziadka napisaliśmy jako pierwsi.
- Później było mnóstwo innych artykułów, programów telewizyjnych. Dlatego też odbierałam telefony, e-mile, SMS-y z całej Polski. Były kontakty z zagranicy, bo teksty o mnie były przedrukowywane w wielu krajach - wspomina pani Agata.
Zbulwersował ją tekst, który ukazał się w Wielkiej Brytanii.
- Ktoś przerobił moją historię, ktoś ją zdeformował dla potrzeb danej chwili. Tam przedstawiono problem społeczny. Młodzi ludzie uciekają z Polski zarabiać pieniądze, a tu zostają osoby starsze i samotne - mówi.
Po kolejnej wzmiance w prasie dotyczącym oczywiście babcinej adopcji do pani Agaty zgłosił się rolnik spod Łowicza.
- Tak się uczepił, że pewnego dnia mnie odwiedził w Białymstoku. Zobaczył w gazecie mnie i moje córki i tak chciał, aby się nim zaopiekować, to znaczy szukał żony. Przyjechał, ale nie przyjęłam go ciepło i tak się nasza znajomość skończyła - mówi pani Agata.
Babcia, co na komunię nie przyszła
Na apel pani Agaty odpowiedziało też kilka starszych pań z Białegostoku. Babcia Teresa zaprasza ją i jej córki na niedzielne obiady, słucha o problemach i radościach.
- Moja młodsza córka ma już komu wręczyć laurkę z okazji Dnia Babci. I o to nam chodziło - mówi pani Agata.
Nie spodziewały się, że odzew będzie ogromny.
- Dzwoniły różne osoby. Czasem zachrypnięty, damski głos pytał, jakie jest wynagrodzenie za bycie babcią. Słyszałam w słuchawce stek wulgaryzmów. Czasem dzwonił ktoś, żeby się wypłakać. Były też ciepłe, serdeczne telefony, popierające pomysł, ale osoby, które dzwoniły, nie były zainteresowane ogłoszeniem, tylko je popierały. Dzwoniły też babcie i dziadkowie, ale tylko nieliczne znajomości przetrwały do dziś - wspomina Agata Czemierys.
Zamiast babci jest ciocia z Wrocławia
Pani Grażyna z Wrocławia jako jedna z pierwszych odpowiedziała na ogłoszenie. Na babcię (jak sama twierdzi) jest za młoda, bo ma dopiero 57 lat, ale ciocią przyszywaną jak najbardziej zgodziła się zostać.
- To największa przyjaźń, jaka się zrodziła w ciągu tych trzech lat. Grażynkę traktuję jak swoją starszą siostrę, której nie miałam, a moje córki traktują ją jak ciocię. Kontaktujemy się ze sobą codziennie, dzwonimy, wysyłamy SMS-y, pisujemy na Gadu-Gadu - mówi pani Agata.
Ciocia - babcia Grażyna odwiedziła panią Agatę i jej córki. Przywiozła ze sobą swoje przyjaciółki.
- Patrzyłam na te 50-, 60-letnie panie i czułam się szczęśliwa. Zaraziły mnie tym swoim entuzjazmem i radością. Tańczyłyśmy w sadzie, one nawiązały kontakt z moimi córkami. Popłakałyśmy się nieraz ze śmiechu - mówi Agata Czemierys.
Pani Grażyna jako studentka mieszkała we Wrocławiu.
- Moi rodzice i dziadkowie byli daleko. Tęskniłam. Wówczas razem z koleżanką po całym mieście rozkleiłyśmy podobne ogłoszenia. Nikt nie odpowiedział. Dlatego natychmiast zareagowałam na apel Agaty - opowiada.
Media robiły użytek z mojej historii
O zaskakującym pomyśle pani Agaty dotyczącym adopcji babci i dziadka napisaliśmy jako pierwsi.
- Później było mnóstwo innych artykułów, programów telewizyjnych. Dlatego też odbierałam telefony, e-mile, SMS-y z całej Polski. Były kontakty z zagranicy, bo teksty o mnie były przedrukowywane w wielu krajach - wspomina pani Agata.
Zbulwersował ją tekst, który ukazał się w Wielkiej Brytanii.
- Ktoś przerobił moją historię, ktoś ją zdeformował dla potrzeb danej chwili. Tam przedstawiono problem społeczny. Młodzi ludzie uciekają z Polski zarabiać pieniądze, a tu zostają osoby starsze i samotne - mówi.
Po kolejnej wzmiance w prasie dotyczącym oczywiście babcinej adopcji do pani Agaty zgłosił się rolnik spod Łowicza.
- Tak się uczepił, że pewnego dnia mnie odwiedził w Białymstoku. Zobaczył w gazecie mnie i moje córki i tak chciał, aby się nim zaopiekować, to znaczy szukał żony. Przyjechał, ale nie przyjęłam go ciepło i tak się nasza znajomość skończyła - mówi pani Agata.
Babcia, co na komunię nie przyszła
Na apel pani Agaty odpowiedziało też kilka starszych pań z Białegostoku. Babcia Teresa zaprasza ją i jej córki na niedzielne obiady, słucha o problemach i radościach.
- Moja młodsza córka ma już komu wręczyć laurkę z okazji Dnia Babci. I o to nam chodziło - mówi pani Agata.
Wspomina też jedną babcię, z którą znajomość rozwijała się przecudnie.
- To właśnie była taka babcia o jakiej marzyłam dla swoich córek. Najbliższa, najcieplejsza. Jednak strasznie nam było przykro, kiedy nie przyszła na komunię córki, nie zadzwoniła, nic. Nasze kontakty się urwały. Dlaczego? Nie wiem.
- To właśnie była taka babcia o jakiej marzyłam dla swoich córek. Najbliższa, najcieplejsza. Jednak strasznie nam było przykro, kiedy nie przyszła na komunię córki, nie zadzwoniła, nic. Nasze kontakty się urwały. Dlaczego? Nie wiem.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
25 głosów
-
Choć marzyłam tylko o jednej, mam kilka babć
freewolf
21.01.10, 12:03
Takie wiadomości lubię. Ciepłe, optymistyczne, serdeczne.A sam pomysł - genialny.»
-
Bzdura jakaś
affera123
21.01.10, 12:14
Bohaterka sama wspomina, że wiele z tych znajomości nie przetrwało. To bez sensu. Dzieci żyją nadzieją, a potem je taka obca (bądź co bądź) osoba wystawia do wiatru. Nie lepiej rozejrzeć się»
-
Choć marzyłam tylko o jednej, mam kilka babć
granatowekorale
21.01.10, 12:38
fajnie, że był odzew:) fajna historia»




