Przyczyna wypadku śmigłowca - za kilka miesięcy

pcg, pap
2010-01-25 , aktualizacja: 25.01.2010 13:38
A A A Drukuj
Kilka miesięcy mogą jeszcze potrwać prace komisji badającej przyczyny wypadku śmigłowca Kania, Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, w którym w październiku 2009 roku zginęła trzyosobowa załoga. Na ustalenia czeka białostocka prokuratura.
Rozbity śmigłowiec Straży Granicznej
Fot. Straż Graniczna
Rozbity śmigłowiec Straży Granicznej
Śmigłowiec Kania, wykonujący lot patrolowy wzdłuż wschodniej granicy z Białegostoku do Mielnika, rozbił się 31 października ok. godz. 18. Po nocnych poszukiwaniach, jego szczątki znaleziono po stronie białoruskiej, ok. 200 metrów od granicy, na wysokości miejscowości Klukowicze.

Zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Andrzej Bura powiedział, że w ramach śledztwa zabezpieczona została dostępna dokumentacja maszyny i jej lotu. - Oczekujemy na rezultat prac komisji - podkreślił prokurator. Dodał, że w ramach pomocy prawnej śledczy otrzymali już część materiałów zebranych w śledztwie na Białorusi. Wciąż oczekują m.in. na wyniki sekcji zwłok.

Prokurator Bura nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy na Białorusi nadal prowadzone jest śledztwo w sprawie wypadku polskiego śmigłowca. - Ale najprawdopodobniej oni również prowadzą jakieś postępowanie, bo do nas

wniosek o pomoc prawną stamtąd trafił - dodał.

Według informacji uzyskanych w poniedziałek przez PAP ze źródeł w komisji badającej przyczyny wypadku, wyniki mogą być znane za kilka miesięcy. Przedstawiciele komisji, która składa się z ekspertów różnych dziedzin, nie chcą mówić o szczegółach.

Jednym z poważniejszych problemów jest fakt, że w tym modelu śmigłowca nie ma rejestratora lotu, więc członkowie komisji muszą innymi metodami dojść do ustaleń, które pozwolą poznać przyczyny wypadku.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów