Lekcje tolerancji za unijne pieniądze
06.07.2010
, aktualizacja: 07.07.2010 14:38
Sympatyczna pacynka Inny uczyć będzie białostockie przedszkolaki i uczniów młodszych klas podstawówek szacunku dla odmienności kulturowej - dla uchodźców, innych narodowości, ras, światopoglądów. Pilotażowe lekcje rozpoczną się jesienią
ZOBACZ TAKŻE
- Białostockie lekcje tolerancji docenione (30-11-11, 11:22)
- Unia Europejska - dotacje. Pieniądze na inwestycje (22-07-10, 14:51)
Ruszają z rocznym poślizgiem, bo - tak to zwykle bywa - z wolą współpracy i chęcią zmian na lepsze wcale nie muszą iść w parze możliwości finansowe. Na szczęście kasą sypnęła Unia Europejska. Doceniła projekt autorstwa Katarzyny Potoniec z Fundacji Edukacji i Twórczości pt. "Białystok dla uchodźców", sytuując go na pierwszym miejscu listy rankingowej i przyznając dofinansowanie na trzy lata.
Potrzeba jest, ale pieniędzy brak
W sierpniu ubiegłego roku wiceprezydent miasta Tadeusz Arłukowicz na łamach "Gazety" deklarował wprowadzenie od nowego roku szkolnego lekcji tolerancji: "Jest wielka potrzeba, aby takie elementy znalazły się w programie nauki już najmłodszych dzieci" - mówił.
Potrzeba rzeczywiście była i jest, bo przez miasto przetoczyła się fala rasistowskich i ksenofobicznych incydentów - za które długo musieliśmy się wstydzić - jak chociażby pobicia studentów o ciemnym kolorze skóry. Po publikacjach prasowych coś drgnęło: policja uruchomiła specjalny numer telefonu interwencyjnego dla cudzoziemców, a organizacje pozarządowe i różne nieformalne grupy skupiły się na naprawdę ciekawych inicjatywach, służących integracji (by wymienić choćby wspólny projekt artystyczny z młodymi akrobatami z Ugandy, festiwal Bez Granic w Różanymstoku czy bal charytatywny anglojęzycznych studentów medycyny).
Powstał też pomysł lekcji tolerancji, ba! - nawet został „przetrenowany” w praktyce. Za pisanie programu zabrały się Katarzyna Potoniec i Anna Młynarczuk, które w ubiegłym roku „Gazeta” nagrodziła Świadectwami Otwartego Umysłu podczas III edycji plebiscytu Przystanek Młodzi ].
Ania bazowała na własnych doświadczeniach - koordynowała projekt zajęć z edukacji międzykulturowej "Ku wzbogacającej różnorodności" dla dzieci polskich i czeczeńskich z białostockich podstawówek. Uczył on maluchy, że różnorodność nie musi być źródłem konfliktów, ale wielu dobrych doświadczeń. Dziewczyny postanowiły rozszerzyć go tak, by uwrażliwiał na wszelką odmienność kulturową. Musiały jednak stanąć do otwartego konkursu organizowanego przez urząd miejski.
- Ogłosiliśmy dwa konkursy na realizację zadań publicznych w zakresie programów wychowawczych i edukacyjnych dla uczniów i słuchaczy na 2010 r. Pierwsza edycja została rozstrzygnięta już pod koniec 2009 r., druga - w lutym tego roku. Niestety lekcje tolerancji nie zostały zgłoszone do żadnej z nich, choć to cenna inicjatywa, na którą jak najbardziej jesteśmy otwarci - informuje Urszula Sienkiewicz, rzeczniczka prezydenta Białegostoku. I podejrzewa: - Przeszkodą mógł być wymagany 20-procentowy wkład własny oraz zapis, że można złożyć tylko jedną ofertę.
Rzeczywiście, przepisy okazały się barierą nie do przeskoczenia.
- Zabraniają jednej organizacji składania dwóch wniosków, a nie mogliśmy zrezygnować z wolontariatu, który już od dłuższego czasu prowadzimy przy wsparciu magistratu i który jest bardzo potrzebny. Trudno też wyobrazić sobie aplikowanie o pieniądze na własny projekt z ramienia innej organizacji - Katarzyna Potoniec wskazuje na problemy finansowe, z którymi borykają się wszystkie organizacje pozarządowe.
Dzieci poznają Innego
Nie pozostało więc nic innego, jak sprężyć się i poszukać innych źródeł - unijnych. Kasia napisała więc projekt "Białystok dla uchodźców" - pierwszy, jaki wyszedł spod jej pióra i pierwszy takiej skali w historii Fundacji Edukacji i Twórczości. Rozstrzygnięcie konkursu Europejskiego Funduszu na rzecz Uchodźców przeciągnęło się, ale w końcu okazało się, że jest sukces - pierwsze miejsce na liście rankingowej (spośród 20 innych projektów). A co za tym idzie - grant w wysokości ponad 874 tys. zł (do tego 10-procentowe wsparcie z budżetu państwa oraz 15-procentowy wkład własny, uzyskany m.in. dzięki realizacji stałych działań z białostockim magistratem). Starczy nie tylko na lekcje tolerancji, ale to jedno z ciekawszych działań.
- "Przygody Innego" to pilotażowy program uwrażliwiający na odmienność kulturową. Opracowane są już w części scenariusze zajęć dla najmłodszych, bazujące na bajkach terapeutycznych - opowiada Katarzyna Potoniec, która uczestniczyła w szkoleniu z pisania scenariuszy takich bajek. - Cykl ma opowiadać o przygodach Innego, który boryka się z różnymi sytuacjami. Inny będzie fikcyjną postacią, ale jak najbardziej namacalną - sympatyczną pacynką.
Pacynka zagości od października w dwóch białostockich przedszkolach i dwóch szkołach, i zaprzyjaźni się z maluchami na około semestr (w cyklu po 15 warsztatów). To będzie czas na dopracowanie scenariuszy i wydanie publikacji (500 sztuk). Potem będzie można przeszkolić około 60 nauczycieli (maksymalnie po dwie osoby z jednej placówki). Warunkiem uczestnictwa w szkoleniu będzie deklaracja nauczyciela, że wprowadzi cały program w swoim miejscu pracy. W ten sposób Innego pozna większość białostockich dzieci.
Przedszkola i dopłaty do mieszkań
Będą też pieniądze na cały szereg innych działań, skierowanych zarówno do integrujących się uchodźców, jak i do społeczności ich goszczącej - Podlasian. Takich, które Fundacja już prowadzi, a będzie mogła kontynuować. Czyli na:
- poradnictwo prawne i społeczne;
- szkolenia dla osób współpracujących z uchodźcami;
- prowadzenie zespołu dziecięcego Lowzar, z ogromnym wdziękiem propagującego kulturę Czeczenii.
Na uwagę zasługuje też nowy pomysł: poprowadzenia - i to już od sierpnia - przedszkoli w trzech podlaskich ośrodkach dla uchodźców. Oraz finansowane przez Unię dopłaty do mieszkań, wynajmowanych przez uchodźców na wolnym rynku (w kwocie odstępnego, mniej więcej 500 zł). Skorzysta z tego co najmniej osiem rodzin czeczeńskich - tych, którym faktycznie na integracji zależy i które wiążą swoją przyszłość z Białymstokiem oraz takich, które są w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej (np. matki samotnie wychowujące dzieci).
Dla Gazety
Jerzy Kiszkiel, podlaski kurator oświaty:
- Takie zajęcia są potrzebne. Nie z tego względu, byśmy mieli jakieś szczególne problemy z nietolerancją, ale dlatego, że poznawanie odmienności kulturowej i jej zrozumienie potrzebne jest każdemu człowiekowi. Celowe jest uczenie tego zrozumienia od najmłodszych lat, kiedy dziecko kształtuje swój system wartości, nawyki życia społecznego. Postawy otwartości, szacunek dla innego człowieka będą przydatne w wieku dorosłym. Dlatego kuratorium zobowiązuje się pomóc. Przygotujemy rekomendację publikacji oraz pomożemy w jej dystrybucji.
Potrzeba jest, ale pieniędzy brak
W sierpniu ubiegłego roku wiceprezydent miasta Tadeusz Arłukowicz na łamach "Gazety" deklarował wprowadzenie od nowego roku szkolnego lekcji tolerancji: "Jest wielka potrzeba, aby takie elementy znalazły się w programie nauki już najmłodszych dzieci" - mówił.
Potrzeba rzeczywiście była i jest, bo przez miasto przetoczyła się fala rasistowskich i ksenofobicznych incydentów - za które długo musieliśmy się wstydzić - jak chociażby pobicia studentów o ciemnym kolorze skóry. Po publikacjach prasowych coś drgnęło: policja uruchomiła specjalny numer telefonu interwencyjnego dla cudzoziemców, a organizacje pozarządowe i różne nieformalne grupy skupiły się na naprawdę ciekawych inicjatywach, służących integracji (by wymienić choćby wspólny projekt artystyczny z młodymi akrobatami z Ugandy, festiwal Bez Granic w Różanymstoku czy bal charytatywny anglojęzycznych studentów medycyny).
Powstał też pomysł lekcji tolerancji, ba! - nawet został „przetrenowany” w praktyce. Za pisanie programu zabrały się Katarzyna Potoniec i Anna Młynarczuk, które w ubiegłym roku „Gazeta” nagrodziła Świadectwami Otwartego Umysłu podczas III edycji plebiscytu Przystanek Młodzi ].
Ania bazowała na własnych doświadczeniach - koordynowała projekt zajęć z edukacji międzykulturowej "Ku wzbogacającej różnorodności" dla dzieci polskich i czeczeńskich z białostockich podstawówek. Uczył on maluchy, że różnorodność nie musi być źródłem konfliktów, ale wielu dobrych doświadczeń. Dziewczyny postanowiły rozszerzyć go tak, by uwrażliwiał na wszelką odmienność kulturową. Musiały jednak stanąć do otwartego konkursu organizowanego przez urząd miejski.
- Ogłosiliśmy dwa konkursy na realizację zadań publicznych w zakresie programów wychowawczych i edukacyjnych dla uczniów i słuchaczy na 2010 r. Pierwsza edycja została rozstrzygnięta już pod koniec 2009 r., druga - w lutym tego roku. Niestety lekcje tolerancji nie zostały zgłoszone do żadnej z nich, choć to cenna inicjatywa, na którą jak najbardziej jesteśmy otwarci - informuje Urszula Sienkiewicz, rzeczniczka prezydenta Białegostoku. I podejrzewa: - Przeszkodą mógł być wymagany 20-procentowy wkład własny oraz zapis, że można złożyć tylko jedną ofertę.
Rzeczywiście, przepisy okazały się barierą nie do przeskoczenia.
- Zabraniają jednej organizacji składania dwóch wniosków, a nie mogliśmy zrezygnować z wolontariatu, który już od dłuższego czasu prowadzimy przy wsparciu magistratu i który jest bardzo potrzebny. Trudno też wyobrazić sobie aplikowanie o pieniądze na własny projekt z ramienia innej organizacji - Katarzyna Potoniec wskazuje na problemy finansowe, z którymi borykają się wszystkie organizacje pozarządowe.
Dzieci poznają Innego
Nie pozostało więc nic innego, jak sprężyć się i poszukać innych źródeł - unijnych. Kasia napisała więc projekt "Białystok dla uchodźców" - pierwszy, jaki wyszedł spod jej pióra i pierwszy takiej skali w historii Fundacji Edukacji i Twórczości. Rozstrzygnięcie konkursu Europejskiego Funduszu na rzecz Uchodźców przeciągnęło się, ale w końcu okazało się, że jest sukces - pierwsze miejsce na liście rankingowej (spośród 20 innych projektów). A co za tym idzie - grant w wysokości ponad 874 tys. zł (do tego 10-procentowe wsparcie z budżetu państwa oraz 15-procentowy wkład własny, uzyskany m.in. dzięki realizacji stałych działań z białostockim magistratem). Starczy nie tylko na lekcje tolerancji, ale to jedno z ciekawszych działań.
- "Przygody Innego" to pilotażowy program uwrażliwiający na odmienność kulturową. Opracowane są już w części scenariusze zajęć dla najmłodszych, bazujące na bajkach terapeutycznych - opowiada Katarzyna Potoniec, która uczestniczyła w szkoleniu z pisania scenariuszy takich bajek. - Cykl ma opowiadać o przygodach Innego, który boryka się z różnymi sytuacjami. Inny będzie fikcyjną postacią, ale jak najbardziej namacalną - sympatyczną pacynką.
Pacynka zagości od października w dwóch białostockich przedszkolach i dwóch szkołach, i zaprzyjaźni się z maluchami na około semestr (w cyklu po 15 warsztatów). To będzie czas na dopracowanie scenariuszy i wydanie publikacji (500 sztuk). Potem będzie można przeszkolić około 60 nauczycieli (maksymalnie po dwie osoby z jednej placówki). Warunkiem uczestnictwa w szkoleniu będzie deklaracja nauczyciela, że wprowadzi cały program w swoim miejscu pracy. W ten sposób Innego pozna większość białostockich dzieci.
Przedszkola i dopłaty do mieszkań
Będą też pieniądze na cały szereg innych działań, skierowanych zarówno do integrujących się uchodźców, jak i do społeczności ich goszczącej - Podlasian. Takich, które Fundacja już prowadzi, a będzie mogła kontynuować. Czyli na:
- poradnictwo prawne i społeczne;
- szkolenia dla osób współpracujących z uchodźcami;
- prowadzenie zespołu dziecięcego Lowzar, z ogromnym wdziękiem propagującego kulturę Czeczenii.
Na uwagę zasługuje też nowy pomysł: poprowadzenia - i to już od sierpnia - przedszkoli w trzech podlaskich ośrodkach dla uchodźców. Oraz finansowane przez Unię dopłaty do mieszkań, wynajmowanych przez uchodźców na wolnym rynku (w kwocie odstępnego, mniej więcej 500 zł). Skorzysta z tego co najmniej osiem rodzin czeczeńskich - tych, którym faktycznie na integracji zależy i które wiążą swoją przyszłość z Białymstokiem oraz takich, które są w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej (np. matki samotnie wychowujące dzieci).
Dla Gazety
Jerzy Kiszkiel, podlaski kurator oświaty:
- Takie zajęcia są potrzebne. Nie z tego względu, byśmy mieli jakieś szczególne problemy z nietolerancją, ale dlatego, że poznawanie odmienności kulturowej i jej zrozumienie potrzebne jest każdemu człowiekowi. Celowe jest uczenie tego zrozumienia od najmłodszych lat, kiedy dziecko kształtuje swój system wartości, nawyki życia społecznego. Postawy otwartości, szacunek dla innego człowieka będą przydatne w wieku dorosłym. Dlatego kuratorium zobowiązuje się pomóc. Przygotujemy rekomendację publikacji oraz pomożemy w jej dystrybucji.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Re: Lekcje tolerancji za unijne pieniądze
barakudaa
07.07.10, 09:07
I znowu będą przedszkolaki lepsze i "lepsiejsze" :-(((»




