Felieton. Zaczynamy tydzień. U stóp brzęczą kajdany

Wojciech Koronkiewicz, KOROPL@YAHOO.COM
18.04.2011 , aktualizacja: 18.04.2011 09:51
A A A Drukuj
Felieton swój piszę tuż przed odlotem do Rzymu. Media donoszą o skandalu. Rosjanie zdjęli tablicę w języku polskim, a zastąpili ją tablicą w języku polskim i rosyjskim. Po chwili kolejny skandal. Członkowie Unii Europejskiej nakazali zasłonięcie napisów na wystawie w Brukseli.
Wojtek Koronkiewicz
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Wojtek Koronkiewicz
Czuję się jak na lekcji polskiego. Polska Mesjaszem narodów! Cierpię za miliony. Wszędzie niosę swój ból i swoją krzywdę. Kto zaś w me rany palca wsadzić nie chce, kto na widok mego bólu głowę odwraca, ten wróg. Skandal, wołam. Krzywda mnie się dzieje. Rosjanie w Rosji moją tablicę polską zdejmują. Europejczyki sprzedajne w Brukseli moje polskie napisy zasłaniać każą. Skandal! Radio zaś, telewizja i prasa słowa me powtarza.

A gdyby ktoś w Polsce wieszać zaczął tablice w swoim języku narodowym? Ot tacy na ten przykład Żydzi o Holocauście. Albo Niemcy z Prus wschodnich. Już widzę, jak wieszają tablice w swoim języku i ze swoją wersją wydarzeń. I już widzę, jak się wszyscy cieszymy z takiego obrotu sprawy. My Polacy, jak pod tablicami owymi składamy kwiaty i zapalamy znicze. Pamiętam jak dziś, nie tak dawno przecież skandal był kolejny. Oto przez media przetoczyła się kwestia pomnika żołnierzy sowieckich z roku 1920. Ileż to było krzyku i protestów, że jakiś pomnik stawiany jest na cmentarzu. Że bagnety tego pomnika w Warszawę wymierzone. Pomników rosyjskich w Polsce nie chcemy. Ale pomniki polskie w Rosji stawiamy. Jak to rozumieć? Inaczej jak mesjanizmem wytłumaczyć się nie da. My naród wybrany. My naród dotknięty przez Boga. Nam wolno.

Mesjanizm narodził się w Polsce w chwili szczególnej. Oto upadło powstanie, a kraj był podzielony przez zaborców. Zbrojna walka nie przyniosła rezultatu. Jedyną nadzieją była zatem idea, że skoro Polska jest Chrystusem narodów, musi zmartwychwstać tak, jak Chrystus. Męczeństwo zostanie opromienione blaskiem wolności. Tyle powtórki z romantyzmu. Jak to się ma do rzeczywistości?

Za moment odlatuję do Rzymu. Kolega, który tam zamieszkuje, poprosił o bochen polskiego razowego chleba. We Włoszech takiego nie mają. Umówiliśmy się na dworcu kolejowym Termini. Ja przyjadę z lotniska ekspresem Leonardo, on zamówi cappucino e cornetto. Usiądziemy sobie przy stoliku pod gołym niebem i popatrując na Wieczne miasto, porozmawiamy jak na obywateli świata przystało. Choć może nie wypada? Boć my przecież wybrani. U naszych stóp powinny brzęczeć kajdany.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 47 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów