Jagiellonia. Janek uczy się od Franka

Paweł Orpik
08.08.2011 , aktualizacja: 08.08.2011 19:23
A A A Drukuj
W meczu z Lechią najważniejszy był cudny gol Tomasza Frankowskiego, dający zwycięstwo 2:1. Do gry Jagiellonii jest już sporo zastrzeżeń, ale zamiast narzekać, pocieszmy się występem Jana Pawłowskiego
2. kolejka. Jagiellonia - Lechia 2:1
Fot. Agnieszka Sadowska / Agenc
2. kolejka. Jagiellonia - Lechia 2:1
ZOBACZ TAKŻE
Żółto-czerwoni mają duże kłopoty we własnym polu karnym przy stałych fragmentach gry. Trener Czesław Michniewicz narzeka na zbyt wielu niskich zawodników w kadrze, jaką zastał w Białymstoku. Od narzekania piłkarze nie urosną, więc starają się poprawić ustawienie na boisku. Indywidualne pilnowanie przeciwników zastąpili strefą.

- Maser ma kupić w Białorusi hormon wzrostu i się poprawi - żartuje szkoleniowiec. A na poważnie, chce, by do Jagiellonii ściągnięto z Arki Gdynia Marcina Budzińskiego (184 cm wzrostu). Pochodzący z Giżycka defensywny pomocnik w lipcu skończył dopiero 21 lat, a w ekstraklasie zaliczył już 57 spotkań. Debiutował przed trzema laty, kiedy trenerem gdynian był Michniewicz.

- Fajny chłopak, nieźle się zapowiadał. Niestety, później zaczął sprawiać trochę problemów, wpadł w nieciekawe towarzystwo. Musi zmienić otoczenie - mówi trener.

Przez większość wiosny Budziński grał więc w Młodej Ekstraklasie. Dopiero na koniec sezonu wystąpił w pierwszym zespole Arki, który spadał już do I ligi. Rundę jesienną zawodnik znowu zaczął poza składem. Dopiero w drugiej części trzeciego spotkania, czyli w ten weekend, pojawił się na boisku, ale gdynianom za wiele nie pomógł. Przegrali w Nowym Sączu i mają tylko dwa punkty. Dlatego szukają wzmocnień i m.in. chcieliby wypożyczyć z Jagiellonii Maycona, który ma iluzoryczne szanse na występy w ekstraklasie. Jeśli brazylijski napastnik się zgodzi na kolejną zmianę otoczenia, łatwiejszą drogę w odwrotnym kierunku może mieć Budziński. Białostoccy działacze nie chcą już bowiem powiększać i tak dużej, jak na same rozgrywki ligowe, kadry. Ruchy piłkarzy do klubu uzależniają od tych z niego. A póki co nowego pracodawcy nie może znaleźć nawet wracający do wyższej dyspozycji po kontuzji Mladen Kaszczelan.

Nie mniejsze trudności jak w przypadku stałych fragmentów gry białostoczanie mają w organizacji ataków. Rzadko dochodzą bowiem do sytuacji strzeleckich. W sobotę nie zmarnowali właściwie żadnej dogodnej, nie licząc dobrych dośrodkowań Dawida Plizgi z rzutów wolnych. Trzy punkty zapewnił im Frankowski, we wspaniałym stylu posyłając piłkę do siatki z trudnej pozycji.

Aż trzy razy na bramkę Lechii próbował za to strzelać Jan Pawłowski, który w listopadzie dopiero skończy 19 lat. Michniewicz zgodnie z zapowiedziami nie bał się na niego postawić przed drugą częścią meczu, przy wyniku 1:1. Jedna próba pochodzącego z Sokółki napastnika została zablokowana w zalążku, w przypadku dwóch kolejnych zabrakło trochę precyzji. Pawłowski wraz ze starszym o dwa lata Łukaszem Tymińskim ożywili poczynania ofensywne zespołu. Chociaż ten drugi miał za dużo strat, jak na grę w środkowej strefie boiska. Raz też nie zauważył dobrze wychodzącego na pozycję Frankowskiego.

- Cieszy postawa młodego Janka Pawłowskiego, który jest przyszłością klubu - chwalił Michniewicz już na pomeczowej konferencji prasowej. - Wszedł do gry w trudnym meczu. Zrobił kilka akcji, jak ten wózek z zapasów klasycznych, z którego wyszedł i uderzył minimalnie niecelnie. To cieszy podwójnie.

Nowego partnera z ataku dowartościował też Tomasz Frankowski.

- Nie ma co ukrywać, że od początku okresu przygotowawczego wyglądał dobrze. Zdobył tytuł mistrza Polski juniorów, jak ja i moi koledzy 18 lat temu. Na treningach się wyróżnia. Nie mamy też obecnie za dużo napastników, więc to naturalne, że trener daje mu szanse. Trema go nie zjadła. Przy odrobinie szczęścia mógł dwa razy pokusić się o dokładniejszy strzał i to on dałby nam zwycięstwo. Myślę, że jest to mój naturalny następca w Jagiellonii - stwierdził jeden z najlepszych strzelców w historii ekstraklasy.

Wychowawca Frankowskiego i jego kolegów z zespołu juniorskiego (Marka Citki, Mariusza Piekarskiego, Jacka Chańki, Bartosza Jurkowskiego, Daniela Bogusza) Ryszard Karalus też nie omieszkał pogratulować Pawłowskiemu po występie. Ale prosił wszystkich wokół, aby nie zagłaskali utalentowanego zawodnika. Jego ostatni trenerzy twierdzą jednak, że "sodówa" juniorowi nie grozi.

- Zawsze mogło być lepiej, ale też nie było chyba najgorzej - bez najmniejszego wzruszenia oceniał swoją grę Pawłowski. - Średni występ, bardzo średni. Nie myślałem o randze spotkania, tylko o tym, aby zagrać najlepiej, jak potrafię. Trochę tremy w pierwszych zagraniach było, ale z każdą minutą bardziej się rozluźniałem. Chociaż przy strzałach tego luzu zabrakło. Pierwsze koty za płoty. Myślę, że z kolejnymi występami będzie lepiej. Może w którymś meczu coś wreszcie wpadnie.

To nie był debiut Pawłowskiego w ekstraklasie. Ten zaliczył jeszcze przed 17. urodzinami w Chorzowie. Później, jak wielu innych młodych zawodników, dostał od Michała Probierza ostrą szkołę życia piłkarskiego. Przynajmniej do końca poprzedniego sezonu nie mógł liczyć na grę, a i wtedy niedawny trener Jagiellonii trzymał go tylko w rezerwie.

- Od dwóch lat prawie cały czas jestem przy pierwszym zespole i wreszcie mam poważniejszą szansę. Cieszę się i muszę to wykorzystywać - podkreśla zawodnik, którego zapytaliśmy jeszcze o przepiękne uderzenie Frankowskiego. - Wirtuozeria - odpowiedział. - Ale ja wręcz na każdym treningu jestem pełen podziwu. Bardzo cieszę się, że mogę go podglądać, bo to bardzo dobry nauczyciel.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy