Grzegorz Sandomierski w Belgii

Paweł Orpik
11.08.2011 , aktualizacja: 11.08.2011 19:04
A A A Drukuj
Jagiellonia zaakceptowała kwotę zaoferowaną za swojego bramkarza przez Racing Genk. Grzegorz Sandomierski wyjechał do Belgii, by związać się kontraktem z klubem walczącym o udział w Lidze Mistrzów
Grzegorz Sandomierski
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta
Grzegorz Sandomierski
- Jeśli Jagiellonia zaakceptuje ofertę Belgów, Grzegorz jest zdecydowany na to, by podpisać umowę z tym klubem - mówił w czwartek menedżer zawodnika Radosław Osuch.

- Przyjęliśmy ofertę Genku. Wszystko zależy od Grześka, który pojechał już do Belgii, gdzie ma przejść badania medyczne - stwierdziła z kolei Agnieszka Syczewska z zarządu białostockiego klubu.

Z zawodnikiem nie udało się porozmawiać. Coraz gorzej znosił to zamieszanie. Początkowo uśmiechał się tylko na informacje o zainteresowaniu ze strony Juventusu Turyn, Chelsea Londyn...

- Na pewno zagram w Chelsea. Na playstation - żartował.

W końcu Sandomierski pojechał na rekonesans do Evertonu, ale Anglicy nawet nie podjęli rozmów z Jagiellonią na temat wykupienia bramkarza. Ostatnio dużo o pozyskaniu białostoczanina mówiło się w Celticu Glasgow, ale Szkoci też lekceważąco podeszli do sprawy. Inaczej nie można traktować pierwszej oferty w wysokości trochę ponad 0,4 mln euro, ani tej następnej znacząco większej tylko w przypadku, gdyby Sandomierski dobrze bronił już po transferze.

Zawodnik znalazł się w potrzasku, bo starał się nie napalać na transfer, ale miał świadomość, że zależy na nim i włodarzom Jagiellonii, i jego menedżerowi. Białostoczanie początkowo marzyli o 3 mln euro, ale w związku z niezbyt atrakcyjnymi ofertami byli w stanie zejść z oczekiwań nawet o połowę.

Najbardziej na wykupieniu Sandomierskiego zależało mistrzowi Belgii, który latem sprzedał aż dwóch bramkarzy. Racing początkowo proponował za golkipera Jagiellonii ok. 1 mln euro. W końcu musiał podwoić ofertę i spokojnie czekał na białostoczanina.

- Kwota transferu jest tajemnicą. Mogę tylko powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni - stwierdziła Syczewska.

Dotychczas białostocki klub najwięcej zarobił na sprzedaży zimą Kamila Grosickiego do tureckiego Sivassporu za 0,9 mln euro. Z drugiej strony tylko prezes Jagiellonii Cezary Kulesza dokładnie wie, ile musiał włożyć pieniędzy w wyprowadzenie ofensywnego piłkarza na prostą z kłopotów pozaboiskowych. W Sandomierskiego działacze w ogóle nie musieli inwestować. To wychowanek Miejskiego Ośrodka Szkolenia Piłkarskiego. I jak każdy wychowanek w Białymstoku miał pod górkę. Nikt w Jagiellonii nie zwracał uwagi na rocznik 1989, podopiecznych Mirosława Dymka, chociaż sięgali po laury w mistrzostwach Polski. Dopiero gdy Lech Poznań poważnie zainteresował się bramkarzem, zaproponowano mu kontrakt.

Chociaż Sandomierski 5 września skończy dopiero 22 lata, rozegrał już w ekstraklasie 55 spotkań. Debiutował w marcu 2008 r. Ostatnio był regularnie powoływany do reprezentacji, chociaż musiał się liczyć z rolą rezerwowego Wojciecha Szczęsnego - numeru jeden w Arsenalu Londyn. Wiele osób odradzało Sandomierskiemu wyjazd z Polski na rok przed Euro. Gdyby trafił na ławkę rezerwowych, mógłby nie otrzymać więcej powołania od Franciszka Smudy. W Genk ma jednak dużą szansę być pierwszym bramkarzem. A mistrz Belgii jest bliski awansu do Ligi Mistrzów - czeka go potyczka z Maccabi Hajfa. W lidze w tym sezonie wygrał i zremisował.

- Liczyłem się z tym transferem, jak tu przychodziłem do pracy - skomentował trener Jagiellonii Czesław Michniewicz. - Grzesiek nie idzie na pewno do podrzędnego klubu. Pozostało nam życzyć mu powodzenia i podziękować za to, co zrobił dla Białegostoku. Przecież to druga, chociaż znacznie młodsza od Tomka Franowskiego, ikona tej drużyny, chłopak stąd.

O zastępstwo dla Sandomierskiego nie powinniśmy się obawiać - zadbali o to trener bramkarzy Ryszard Jankowski wraz z działaczami. Już pod koniec poprzedniej rundy okazję na debiut w elicie dostał o dwa lata młodszy Jakub Słowik.

- Na pewno posiada duże umiejętności, ale jest jeszcze młody, niedoświadczony i liczę się z tym, że czasem może być różnie - ocenił Michniewicz. - Ale Grzesiek też potrzebował czasu, by znaleźć się tu, gdzie dziś jest. Kuba ma szansę na szybki rozwój, a Krzysztof Baran i Tomasz Ptak muszą na niego naciskać, rywalizować o swoje.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos