34-letni napastnik od piątku przebywa w rodzinnym Białymstoku. Działaczom Jagi udało się go przekonać do tego, by został tu dłużej niż tylko na święta.
- We wtorek Tomek podpisze dwuletni kontrakt z naszym klubem. Mam nadzieję, że będzie poważnym wzmocnieniem zespołu, a ponadto przy nim młodzi piłkarze będą mogli się sporo nauczyć - mówi Cezary Kulesza, jeden z właścicieli klubu, odpowiedzialny za sprawy sportowe.
Frankowski zaczynał karierę piłkarską w Białymstoku z takimi graczami, jak Marek Citko, Mariusz Piekarski, Daniel Bogusz czy Jacek Chańko. Spośród nich zrobił największą karierę. W żółto-czerwonych barwach, jeszcze w 1992 r. jako nastoletni zawodnik, zdążył zadebiutować wśród najlepszych zespołów w Polsce i strzelił pierwszego gola w ekstraklasie. Jagiellonia popadała wtedy w poważne kłopoty organizacyjne, spadała z ligi, a Frankowski stał się piłkarzem francuskiego RC Strasbourg.
Złote czasy w Wiśle
Przed dziesięcioma laty wrócił do Polski i wtedy też rozpoczął się najlepszy okres w jego karierze. W barwach Wisły czterokrotnie zdobył mistrzostwo kraju. Był najlepszym napastnikiem drużyny. W sumie w polskiej ekstraklasie strzelił aż 116 goli. Kluczowe bramki zdobywał też w reprezentacji. To w głównej mierze dzięki jego trafieniom (siedem goli w eliminacjach) Polacy zakwalifikowali się na mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 r. Napastnik przeżywał wówczas chwile chwały, a kibice niemal na wszystkich stadionach skandowali: "Franek, Franek, łowca bramek!" bądź "Tomasz Frankowski! Najlepszy napastnik Polski".
Na sam turniej do Niemiec napastnik jednak już nie pojechał. Zaczęły się jego kłopoty. Przeszedł do hiszpańskiego Elche, gdzie szło mu jak po grudzie. Potem kariery nie zrobił także w II-ligowym klubie w Anglii (Wolverhampton) i znów w Hiszpanii (Tenerife). Ostatnio - w Stanach Zjednoczonych w Chicago Fire - też był ledwie rezerwowym.
- W Stanach w meczach, w których grałem, pokazywałem się naprawdę z dobrej strony. Trener jednak preferował schemat gry z wysuniętym jednym wysokim i silnym napastnikiem - tłumaczył nam kilka dni temu Tomasz Frankowski - Teraz chcę wrócić do Polski. Dzieci są już w tym wieku, że muszą iść do szkoły, a ja nie narzekam na zdrowie i chcę jeszcze pograć w piłkę.
Ryzyko ma się opłacić
O jego powrocie do Białegostoku mówiło się już przed rokiem. Dogadać się udało dopiero teraz. Czy jednak sprowadzenie 34-letniego piłkarza, który ostatnio za wiele nie występował, nie jest zbyt dużym ryzykiem?
- Ściągnięcie Frankowskiego jest na pewno gwarancją na to, że zdobędzie w sezonie kilka bramek - przekonywał po jesiennych meczach trener Jagiellonii Michał Probierz.
- Ja nie mam żadnych obaw, bo wiem, że wciąż mogę grać na wysokim poziomie. Myślę, że w zespole grającym ofensywną piłkę będę miał możliwość strzelenia kilku bramek, bo jeszcze chcę to właśnie robić - wyjaśnia Frankowski.
Dobrej myśli jest też trener Ryszard Karalus, u którego napastnik zaczynał karierę: - Tomek już wcześniej zapowiadał, że jeżeli wróci do polskiej ligi, to tylko do Wisły bądź Jagiellonii, i teraz spełnia swe obietnice. Zawsze był bardzo dobrze ułożonym człowiekiem, a ja powtarzałem, że przez piłkę można się dobrze ustawić w życiu i to mu się udało. Moim zdaniem będzie wzmocnieniem naszego zespołu i na pewno jest w stanie strzelić pięć, sześć goli w rundzie. Ale oczywiście sam nie wygra meczu i ważny jest cały zespół.
Ofensywa Jagiellonii
Frankowski jest już czwartym piłkarzem, który podczas przerwy w rozgrywkach dołącza do kadry Jagiellonii. Włodarze klubu starają się przede wszystkim wzmocnić siłę ataku swego zespołu. Wcześniej pozyskali już Michała Twardowskiego z Freskovity Wysokie Mazowieckie, Alena Skoro z HNK Rijeka i Kamila Grosickiego z Legii Warszawa, a to jeszcze nie koniec wzmocnień.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok