Jaga z Superpucharem
01.08.2010
, aktualizacja: 01.08.2010 21:08
Kolejne trofeum do klubowej kolekcji wywalczyli wczoraj piłkarze Jagiellonii. W Płocku pokonali 1:0 mistrza Polski Lecha Poznań i sięgnęli po Superpuchar. Gola na wagę zwycięstwa kilka minut przed końcem spotkania zdobył Tomasz Frankowski

Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Mecz Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:0. Jaga ma Superpuchar

Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Mecz Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:0. Jaga ma Superpuchar

Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Mecz Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:0. Jaga ma Superpuchar

Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Mecz Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:0. Jaga ma Superpuchar

Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Mecz Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:0. Jaga ma Superpuchar

Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Joel Tshibamba i Jarosław Lato

Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Mecz Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:0. Jaga ma Superpuchar
ZOBACZ TAKŻE
- Liga Europejska. Kamil Grosicki: Wierzymy w awans (03-08-10, 20:01)
- Ekstraklasa. Obrona Jagiellonii w rozsypce (02-08-10, 17:56)
- Transfery. Serbski bramkarz w Polonii Warszawa? (02-08-10, 11:34)
- Jagiellonia Białystok. Porażka w debiucie (29-07-10, 23:41)
SERWISY
W maju białostoczanie osiągnęli największy sukces w 90-letniej historii klubu. Wówczas to pokonali w Bydgoszczy I-ligową Pogoń Szczecin i sięgnęli po Puchar Polski. To trofeum pozwoliło im teraz nie tylko grać w eliminacjach Ligi Europejskiej, ale też wystąpić w meczu o Superpuchar. Wczoraj w Płocku zmierzyli się z mistrzem kraju, a zarazem obrońcą tego trofeum, Lechem.
Rezerwowe składy
Chociaż szkoleniowcy obu drużyn przed spotkaniem zapewniali, że mecz traktują prestiżowo i chcą sięgnąć po Superpuchar, to nie wystawili do gry najsilniejszych składów, jakimi dysponują. Trener Michał Probierz desygnował do gry w podstawowej jedenastce aż czterech zawodników, którzy czwartkowy pojedynek z Arisem Saloniki (porażka 1:2) w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej zaczynali na ławce rezerwowych. Co ciekawe, w ogóle do Płocka, gdzie odbywała się wczorajsza konfrontacja, nie pojechał Igor Lewczuk. Prawy obrońca w meczu z Grekami był współwinny straty obu bramek. W meczowej kadrze zabrakło również Rafała Gikiewicza, który został ostatnio karnie zesłany do zespołu Młodej Ekstraklasy. Na ławce rezerwowych zasiadł natomiast m.in. Tomasz Frankowski.
Jeszcze więcej zmian było jednak w wyjściowym składzie Lecha w porównaniu z wtorkowym meczem w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów (porażka 0:1 w Pradze ze Spartą). Trener Jacek Zieliński do gry wystawił aż ośmiu innych graczy. W podstawowym składzie zabrakło m.in. Manuela Arboledy, Semira Stilicia, czy Artura Wichniarka.
- Niektórzy z zawodników narzekają na drobne urazy i nie było sensu ryzykować ich zdrowia - tłumaczył opiekun Lecha.
Akcji jak na lekarstwo
Przetasowania kadrowe obu drużynom nie wyszły jednak na dobre. Spotkanie od początku przebiegało w dość wolnym tempie i w zasadzie brakowało jakiejkolwiek sytuacji do zdobycia gola. Trudno bowiem nazwać okazjami bramkowymi strzały Siergieja Kriwca (Lech) czy też Marcina Burkhardta (Jagiellonia). W zasadzie dopiero w 40. min serca kibiców mogły zabić trochę szybciej. Wówczas to Joel Tshibamba (podczas przerwy w rozgrywkach przeszedł z Arki Gdynia do Lecha, a miał też ofertę z Jagiellonii) będąc w dość trudnej sytuacji uderzył na bramkę białostoczan. Futbolówka przeszła między nogami Grzegorza Sandomierskiego, ale golkiper w ostatnim momencie ruszył nogą i zdołał wybić piłkę zmierzającą do bramki. Chwilę później ponownie młody bramkarz białostoczan zachował się bardzo dobrze. Najpierw skutecznie interweniował przy akcji Jakuba Wilka z Mateuszem Możdżeniem, a następnie obronił uderzenie Luisa Henriqueza.
Od początku drugiej części spotkania trener Probierz zdecydował się na wprowadzenie do gry dwóch nowych zawodników. Wejście Mladena Kaszczelana oraz Jarosława Laty nie wpłynęło jednak na poprawę gry białostoczan i wydawało się, że do wyłonienia zwycięzcy będą potrzebne rzuty karne (w meczu o Superpuchar nie rozgrywa się dogrywki).
Frankowski = gol
15 minut przed końcem regulaminowego czasu gry na boisko wszedł Tomasz Frankowski. Gdy tylko doświadczony napastnik pojawił się na murawie, sympatycy białostockiego klubu zaśpiewali "Tomasz Frankowski najlepszy napastnik Polski". Były reprezentant kraju po kilku minutach udowodnił, że wystarczy mu jedna dogodna sytuacja do zdobycia gola, a on potrafi zamienić ją na bramkę. Na siedem minut przed końcem spotkania wykorzystał precyzyjne podanie Laty i strzałem głową pokonał Jasmina Buricia. W tej samej chwili kibice zaintonowali "Franek, Franek łowca bramek", a piłkarz zginął w objęciach kolegów.
- Cieszę się, że to akurat Tomek strzelił tego zwycięskiego gola, bo mu się to należało, to przyjemność mieć w drużynie takiego zawodnika - mówił po meczu trener Michał Probierz. Jednak zanim szkoleniowiec mógł odetchnąć z ulgą, jeszcze przynajmniej dwukrotnie mocniej zabiło mu serce. W końcówce spotkania Sandomierskiego próbowali jeszcze bowiem pokonać Bartosz Bosacki oraz Tshibamba. Na szczęście robili to nieskutecznie.
- Superpuchar jedzie do Białegostoku, a co do gola to otrzymałem doskonałe podanie od Jarka Laty i nie wypadło go nie wykorzystać - stwierdził skromnie Frankowski, który po raz drugi w swej karierze zdobył Superpuchar. Przed ośmioma laty to trofeum wywalczył w barwach Wisły Kraków.
Niestety, radość po wczorajszym triumfie została zmącona przez kontuzje. Najbardziej poobijany po meczu był Thiago Cionek, który nawet nie miał siły wraz z kolegami świętować sukcesu i został zniesiony do szatni.
- Cionek, Hermes, Krzysiek Hus wszyscy oni odnieśli urazy i to mnie najbardziej martwi. Nie wiem, czy będą mogli zagrać w czwartek - wyjaśnia trener Probierz.
W czwartek białostoczan czeka rewanżowe starcie w Salonikach z Arisem w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej.
Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:0 (0:0)
Strzelec bramki : Tomasz Frankowski (83.).
Jagiellonia : Sandomierski Ż - Norambuena, Skerla, Cionek, Hus - Grosicki, Hermes (46. Kaszczelan Ż ), Grzyb, Kupisz Ż (75. Frankowski) - Burkhardt - Trytko (46. Lato).
Lech : Burić - Kikut Ż, Bosacki, Djurdjević (17. Kamiński), Henriquez - Zapotoka (46. Mikołajczak), Możdżeń Ż, Wilk Ż - Peszko (70. Stilić), Tshibamba, Kriwiec.
Sędziował : Marai Al-Awaji z Arabii Saudyjskiej.
Widzów : ok. 8500.
Rezerwowe składy
Chociaż szkoleniowcy obu drużyn przed spotkaniem zapewniali, że mecz traktują prestiżowo i chcą sięgnąć po Superpuchar, to nie wystawili do gry najsilniejszych składów, jakimi dysponują. Trener Michał Probierz desygnował do gry w podstawowej jedenastce aż czterech zawodników, którzy czwartkowy pojedynek z Arisem Saloniki (porażka 1:2) w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej zaczynali na ławce rezerwowych. Co ciekawe, w ogóle do Płocka, gdzie odbywała się wczorajsza konfrontacja, nie pojechał Igor Lewczuk. Prawy obrońca w meczu z Grekami był współwinny straty obu bramek. W meczowej kadrze zabrakło również Rafała Gikiewicza, który został ostatnio karnie zesłany do zespołu Młodej Ekstraklasy. Na ławce rezerwowych zasiadł natomiast m.in. Tomasz Frankowski.
Jeszcze więcej zmian było jednak w wyjściowym składzie Lecha w porównaniu z wtorkowym meczem w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów (porażka 0:1 w Pradze ze Spartą). Trener Jacek Zieliński do gry wystawił aż ośmiu innych graczy. W podstawowym składzie zabrakło m.in. Manuela Arboledy, Semira Stilicia, czy Artura Wichniarka.
- Niektórzy z zawodników narzekają na drobne urazy i nie było sensu ryzykować ich zdrowia - tłumaczył opiekun Lecha.
Akcji jak na lekarstwo
Przetasowania kadrowe obu drużynom nie wyszły jednak na dobre. Spotkanie od początku przebiegało w dość wolnym tempie i w zasadzie brakowało jakiejkolwiek sytuacji do zdobycia gola. Trudno bowiem nazwać okazjami bramkowymi strzały Siergieja Kriwca (Lech) czy też Marcina Burkhardta (Jagiellonia). W zasadzie dopiero w 40. min serca kibiców mogły zabić trochę szybciej. Wówczas to Joel Tshibamba (podczas przerwy w rozgrywkach przeszedł z Arki Gdynia do Lecha, a miał też ofertę z Jagiellonii) będąc w dość trudnej sytuacji uderzył na bramkę białostoczan. Futbolówka przeszła między nogami Grzegorza Sandomierskiego, ale golkiper w ostatnim momencie ruszył nogą i zdołał wybić piłkę zmierzającą do bramki. Chwilę później ponownie młody bramkarz białostoczan zachował się bardzo dobrze. Najpierw skutecznie interweniował przy akcji Jakuba Wilka z Mateuszem Możdżeniem, a następnie obronił uderzenie Luisa Henriqueza.
Od początku drugiej części spotkania trener Probierz zdecydował się na wprowadzenie do gry dwóch nowych zawodników. Wejście Mladena Kaszczelana oraz Jarosława Laty nie wpłynęło jednak na poprawę gry białostoczan i wydawało się, że do wyłonienia zwycięzcy będą potrzebne rzuty karne (w meczu o Superpuchar nie rozgrywa się dogrywki).
Frankowski = gol
15 minut przed końcem regulaminowego czasu gry na boisko wszedł Tomasz Frankowski. Gdy tylko doświadczony napastnik pojawił się na murawie, sympatycy białostockiego klubu zaśpiewali "Tomasz Frankowski najlepszy napastnik Polski". Były reprezentant kraju po kilku minutach udowodnił, że wystarczy mu jedna dogodna sytuacja do zdobycia gola, a on potrafi zamienić ją na bramkę. Na siedem minut przed końcem spotkania wykorzystał precyzyjne podanie Laty i strzałem głową pokonał Jasmina Buricia. W tej samej chwili kibice zaintonowali "Franek, Franek łowca bramek", a piłkarz zginął w objęciach kolegów.
- Cieszę się, że to akurat Tomek strzelił tego zwycięskiego gola, bo mu się to należało, to przyjemność mieć w drużynie takiego zawodnika - mówił po meczu trener Michał Probierz. Jednak zanim szkoleniowiec mógł odetchnąć z ulgą, jeszcze przynajmniej dwukrotnie mocniej zabiło mu serce. W końcówce spotkania Sandomierskiego próbowali jeszcze bowiem pokonać Bartosz Bosacki oraz Tshibamba. Na szczęście robili to nieskutecznie.
- Superpuchar jedzie do Białegostoku, a co do gola to otrzymałem doskonałe podanie od Jarka Laty i nie wypadło go nie wykorzystać - stwierdził skromnie Frankowski, który po raz drugi w swej karierze zdobył Superpuchar. Przed ośmioma laty to trofeum wywalczył w barwach Wisły Kraków.
Niestety, radość po wczorajszym triumfie została zmącona przez kontuzje. Najbardziej poobijany po meczu był Thiago Cionek, który nawet nie miał siły wraz z kolegami świętować sukcesu i został zniesiony do szatni.
- Cionek, Hermes, Krzysiek Hus wszyscy oni odnieśli urazy i to mnie najbardziej martwi. Nie wiem, czy będą mogli zagrać w czwartek - wyjaśnia trener Probierz.
W czwartek białostoczan czeka rewanżowe starcie w Salonikach z Arisem w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej.
Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:0 (0:0)
Strzelec bramki : Tomasz Frankowski (83.).
Jagiellonia : Sandomierski Ż - Norambuena, Skerla, Cionek, Hus - Grosicki, Hermes (46. Kaszczelan Ż ), Grzyb, Kupisz Ż (75. Frankowski) - Burkhardt - Trytko (46. Lato).
Lech : Burić - Kikut Ż, Bosacki, Djurdjević (17. Kamiński), Henriquez - Zapotoka (46. Mikołajczak), Możdżeń Ż, Wilk Ż - Peszko (70. Stilić), Tshibamba, Kriwiec.
Sędziował : Marai Al-Awaji z Arabii Saudyjskiej.
Widzów : ok. 8500.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów




