Wiesław Czaja: Nadal wszystko zależy od nas
08.03.2011
, aktualizacja: 08.03.2011 21:16
Chociaż białostockie siatkarki niedawno uchodziły za rewelację ekstraklasy, teraz nie mogą być pewne spokojnego utrzymania w rozgrywkach
ZOBACZ TAKŻE
- Siatkarska LM. Skra walczy o pierwszy awans do Final Four (08-03-11, 23:31)
- Final Four dla Jastrzębia! (08-03-11, 22:54)
Zawodniczki AZS-u obecnie z dorobkiem 18 punktów okupują siódme miejsce w tabeli, ale mają tylko dwa "oczka" przewagi nad będącymi za nim drużynami z Łodzi oraz Mielca. Sytuacja białostoczanek byłaby dużo lepsza, gdyby nie zaliczyły porażki w ostatniej kolejce. Przegrały 0:3 z Gwardią we Wrocławiu i rywalki wyprzedziły je w tabeli.
Rozmowa z Wiesławem Czają
Tomasz Piekarski: Po porażce we Wrocławiu wasza sytuacja w lidze skomplikowała się.
Wiesław Czaja, trener AZS-u Białystok. Faktem jest, że nie zdobyliśmy nawet punktu, ale do końca rundy zasadniczej są jeszcze cztery kolejki, czyli 12 punktów do zdobycia. Nadal wszystko zależy od nas. Oczywiście byłoby lepiej, gdybyśmy już teraz mieli pewne miejsce w ósemce [daje spokojne utrzymanie w rozgrywkach - red.], ale nawet zwycięstwo we Wrocławiu tego by nam jeszcze nie dało. Teraz musimy się skupić na tym i zrobić wszystko, aby w sobotę wygrać we własnej sali ze Stalą Mielec, i to za trzy punkty. Nie mówię, że wówczas nasza sytuacja już się w tabeli wyjaśni, ale na pewno będzie korzystniejsza.
Dlaczego zespół we Wrocławiu spisał się tak słabo?
- Słabo to było przede wszystkim w pierwszym secie. Mieliśmy w nim przyjęcie na poziomie 22-23 procent, a w związku z tym i nasza skuteczność w ataku nie była oszałamiająca. Potem już nasza gra wyglądała lepiej i na pewno nie było jakiejś kompromitacji. Na pewno jednak niektóre zawodniczki nie zagrały na swoim poziomie. Mam tu na myśli dwie atakujące, czyli Daianę Muresan i Anię Klimakovą. Niestety Ania w ostatnich spotkaniach jest w słabszej dyspozycji, a wynika to przede wszystkim z tego, że ostatnio chorowała i nie mogła normalnie trenować.
Może ta jej słabsza skuteczność wynika jednak z tego, że ona dla rywalek już nie jest zagadką, jaką była na początku sezonu, jako nowa zawodniczka w lidze?
- Na pewno rywalki nastawiają się na nią szczególnie, a ona nie jest robotem, żeby skutecznie atakować bez względu, czy ma podwójny, czy potrójny blok. Ale już na treningach widać, że trochę odżyła i myślę, że już w meczu z zespołem z Mielca ponownie powinna zagrać na swoim wysokim poziomie. Teraz już nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba po prostu wziąć się do roboty i pokazać, że nie zapomnieliśmy, jak się gra w siatkówkę. Najbliższe spotkanie ma przecież dla nas kolosalne znaczenie.
Mecz ze Stalą będzie starciem o "być albo nie być" w ósemce?
- W dużym stopniu tak, ale też potem zostaną nam jeszcze trzy mecze do końca.
Tylko że w trzech ostatnich spotkaniach zagracie ze wszystkimi medalistkami z poprzedniego sezonu, a będące za wami obecnie w tabeli drużyny z Mielca i Łodzi mają przed sobą jeszcze m.in. mecz z zespołem z Rumi, który w dotychczas spotkaniach zdobył zaledwie punkt.
- Mamy tego świadomość i można powiedzieć, że teoretycznie teraz tak Stal, jak i Organika mają jeden punkt więcej od nas, bo powinny z ekipą z Rumi wygrać. Ale my przecież wcale nie jesteśmy na straconej pozycji w starciu z Muszynianką Muszyna czy Aluprofem Bielsko-Biała, co pokazaliśmy w pierwszej rundzie [białostoczanki wygrały z tymi rywalkami - red.]. Jeszcze wiele różnych wyników może paść, przecież kto się spodziewał, że w ostatniej kolejce Stal wygra z Treflem Sopot. Przypuszczam, że w tym spotkaniu Trefl albo się pogubił, albo zlekceważył rywalki. Nie sądzę bowiem, żeby zawodniczki z Sopotu zagrały w tym spotkaniu tak dobrze, jak kilka dni wcześniej w pojedynku z nami, bo wówczas Stal musiałaby grać siatkówkę z księżyca, żeby je pokonać. Zobaczymy, jak Stal zaprezentuje się w sobotę. Niestety do tego spotkania nie możemy przygotowywać się w komplecie. Klimakova ma nadal problem z kolanem [doznała drobnego urazu w meczu we Wrocławiu - red.], a rozchorowała się Gosia Właszczuk i może dopiero w środę wznowi treningi.
Rozmowa z Wiesławem Czają
Tomasz Piekarski: Po porażce we Wrocławiu wasza sytuacja w lidze skomplikowała się.
Wiesław Czaja, trener AZS-u Białystok. Faktem jest, że nie zdobyliśmy nawet punktu, ale do końca rundy zasadniczej są jeszcze cztery kolejki, czyli 12 punktów do zdobycia. Nadal wszystko zależy od nas. Oczywiście byłoby lepiej, gdybyśmy już teraz mieli pewne miejsce w ósemce [daje spokojne utrzymanie w rozgrywkach - red.], ale nawet zwycięstwo we Wrocławiu tego by nam jeszcze nie dało. Teraz musimy się skupić na tym i zrobić wszystko, aby w sobotę wygrać we własnej sali ze Stalą Mielec, i to za trzy punkty. Nie mówię, że wówczas nasza sytuacja już się w tabeli wyjaśni, ale na pewno będzie korzystniejsza.
Dlaczego zespół we Wrocławiu spisał się tak słabo?
- Słabo to było przede wszystkim w pierwszym secie. Mieliśmy w nim przyjęcie na poziomie 22-23 procent, a w związku z tym i nasza skuteczność w ataku nie była oszałamiająca. Potem już nasza gra wyglądała lepiej i na pewno nie było jakiejś kompromitacji. Na pewno jednak niektóre zawodniczki nie zagrały na swoim poziomie. Mam tu na myśli dwie atakujące, czyli Daianę Muresan i Anię Klimakovą. Niestety Ania w ostatnich spotkaniach jest w słabszej dyspozycji, a wynika to przede wszystkim z tego, że ostatnio chorowała i nie mogła normalnie trenować.
Może ta jej słabsza skuteczność wynika jednak z tego, że ona dla rywalek już nie jest zagadką, jaką była na początku sezonu, jako nowa zawodniczka w lidze?
- Na pewno rywalki nastawiają się na nią szczególnie, a ona nie jest robotem, żeby skutecznie atakować bez względu, czy ma podwójny, czy potrójny blok. Ale już na treningach widać, że trochę odżyła i myślę, że już w meczu z zespołem z Mielca ponownie powinna zagrać na swoim wysokim poziomie. Teraz już nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba po prostu wziąć się do roboty i pokazać, że nie zapomnieliśmy, jak się gra w siatkówkę. Najbliższe spotkanie ma przecież dla nas kolosalne znaczenie.
Mecz ze Stalą będzie starciem o "być albo nie być" w ósemce?
- W dużym stopniu tak, ale też potem zostaną nam jeszcze trzy mecze do końca.
Tylko że w trzech ostatnich spotkaniach zagracie ze wszystkimi medalistkami z poprzedniego sezonu, a będące za wami obecnie w tabeli drużyny z Mielca i Łodzi mają przed sobą jeszcze m.in. mecz z zespołem z Rumi, który w dotychczas spotkaniach zdobył zaledwie punkt.
- Mamy tego świadomość i można powiedzieć, że teoretycznie teraz tak Stal, jak i Organika mają jeden punkt więcej od nas, bo powinny z ekipą z Rumi wygrać. Ale my przecież wcale nie jesteśmy na straconej pozycji w starciu z Muszynianką Muszyna czy Aluprofem Bielsko-Biała, co pokazaliśmy w pierwszej rundzie [białostoczanki wygrały z tymi rywalkami - red.]. Jeszcze wiele różnych wyników może paść, przecież kto się spodziewał, że w ostatniej kolejce Stal wygra z Treflem Sopot. Przypuszczam, że w tym spotkaniu Trefl albo się pogubił, albo zlekceważył rywalki. Nie sądzę bowiem, żeby zawodniczki z Sopotu zagrały w tym spotkaniu tak dobrze, jak kilka dni wcześniej w pojedynku z nami, bo wówczas Stal musiałaby grać siatkówkę z księżyca, żeby je pokonać. Zobaczymy, jak Stal zaprezentuje się w sobotę. Niestety do tego spotkania nie możemy przygotowywać się w komplecie. Klimakova ma nadal problem z kolanem [doznała drobnego urazu w meczu we Wrocławiu - red.], a rozchorowała się Gosia Właszczuk i może dopiero w środę wznowi treningi.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy




