Walawender: Te starcia mają dodatkowy smaczek
19.05.2011
, aktualizacja: 19.05.2011 18:31
Białostockie siatkarki w sobotę i w niedzielę o godz. 16 zmierzą się we własnej sali z wicemistrzem I ligi. To ostatni etap baraży o miejsce w ekstraklasie, który trwa do trzech zwycięstw. - Faworytkami są rywalki, ale my mamy swoje atuty - mówi przyjmująca ekipy z Murowanej Gośliny, Katarzyna Walawender.
Rozmowa z Katarzyną Walawender*
Tomasz Piekarski: Siatkarki białostockiego AZS-u są zdecydowanymi faworytkami rozpoczynającej się w sobotę rywalizacji?
Katarzyna Walawender: Na pewno, ale zawsze tak jest, że to zespół z wyższej ligi jest faworytem. Może to będzie nasz plus, jeśli rywalki podejdą do meczów z nami zbyt pewne siebie.
Jesteście w stanie sprawić niespodziankę?
- Trudno powiedzieć, jakie są nasze szanse w tej rywalizacji, ponieważ tak naprawdę nie grałyśmy jeszcze z zespołem z Białegostoku. Tylko przed sezonem zmierzyłyśmy się w sparingu na turnieju w Legionowie [białostoczanki wygrały 3:0 - red.], ale to nie może być żaden wyznacznik, na co obecnie stać zespoły. Wiemy, jakie są mocne punkty drużyny z Białegostoku, bo już od dłuższego czasu wnikliwie analizujemy jej grę. Tak naprawdę dopiero sobotnie spotkanie da informacje dla obu ekip. Po nim okaże się, jaka jest różnica poziomów między zespołami i czy w ogóle jest.
Co może być waszym atutem w rywalizacji z zespołem z Białegostoku?
- Nie jesteśmy złym zespołem, jak na I ligę byłyśmy mocną ekipą. Grałyśmy też parę sparingów z Centrostalem Bydgoszcz i co prawda w niektórych setach przewaga rywalek była znaczna, ale w niektórych walka była bardzo wyrównana. Udało nam się nawet wygrać jedno spotkanie 3:2. Na pewno zespół z Białegostoku ma nad nami przewagę wzrostu, ale jesteśmy w stanie zagrać troszkę szybszą siatkówkę, i to może być nasz atut.
Nie brakuje wam trochę doświadczenia? Ty masz za sobą grę w ekstraklasie, no i jest jeszcze Beata Strządała.
- Jest też Dominika Nowakowska, która grała w Centrostalu, czy Alicja Malinowska mająca za sobą występy w zespołach z Gdańska czy Bydgoszczy. Więc myślę, że pod tym względem nie wyglądamy wcale źle. Ale też te dziewczyny, które są znane tylko z I-ligowych boisk, nie są słabe i będą chciały udowodnić, że powinny grać wyżej.
Ale przyznasz, że różnica między I ligą a ekstraklasą jest spora?
- Oczywiście. Co więcej, dostałyśmy nawet informację, że tylko raz w historii zdarzyło się, aby zespół I pierwszej ligi ograł drużynę z ekstraklasy i wywalczył awans.
Pierwszą szansę na awans zaprzepaściłyście, bo przegrałyście rywalizację z zespołem z Piły. Ostatni mecz o stawkę rozegrałyście niemal miesiąc temu. Jak to wszystko może na was wpłynąć?
- Nie ukrywam, że jesteśmy już dość zmęczone sezonem, bo rozpoczęłyśmy rozgrywki wcześniej niż ekstraklasa. Jest zmęczenie fizyczne, ale też psychiczne, bo ta przegrana rywalizacja z zespołem z Piły siedzi nam w głowach. Ale teraz skupiamy się tylko na tym, że mamy drugą szansę na awans. Zarząd klubu wierzy, że jest to możliwe i bardzo nam na tym awansie zależy. Postaramy się sprawić niespodziankę. Trener przez to, że miałyśmy trzy tygodnie bez meczów, potraktował to jak okres przygotowawczy numer dwa, czyli było trochę ciężkich treningów. W tym tygodniu dostałyśmy jednak więcej luzu i myślę, że ta świeżość przyjdzie na weekend.
Dla ciebie to szczególna sprawa, że o awans rywalizujecie z zespołem z Białegostoku, w którym swego czasu debiutowałaś w ekstraklasie?
- Na pewno będą to dla mnie szczególne spotkania. Białystok wspominam z dwóch stron. Z jednej - jak najbardziej pozytywnie. Mogłam pracować z bardzo dobrym trenerem, jakim jest Dariusz Luks. Z wieloma dziewczętami, z którymi grałam wówczas, utrzymuję kontakt do dziś. Oczywiście, też z tego powodu, że debiutowałam w ekstraklasie. Z drugiej strony jest negatywna kwestia; klub przecież nie wypłacił mi pieniędzy. Na pewno więc te mecze z zespołem z Białegostoku będą miały dla mnie dodatkowy smaczek. Ale będzie też okazja spotkać się z ludźmi, których poznałam grając w AZS-ie. Chociaż z siatkarek, z którymi grałam, została już tylko Magdalena Saad.
*28-letnia przyjmująca, która w latach 2008-2009 grała w zespole z Białegostoku, a obecnie występuje w drużynie z Murowanej Gośliny
Tomasz Piekarski: Siatkarki białostockiego AZS-u są zdecydowanymi faworytkami rozpoczynającej się w sobotę rywalizacji?
Katarzyna Walawender: Na pewno, ale zawsze tak jest, że to zespół z wyższej ligi jest faworytem. Może to będzie nasz plus, jeśli rywalki podejdą do meczów z nami zbyt pewne siebie.
Jesteście w stanie sprawić niespodziankę?
- Trudno powiedzieć, jakie są nasze szanse w tej rywalizacji, ponieważ tak naprawdę nie grałyśmy jeszcze z zespołem z Białegostoku. Tylko przed sezonem zmierzyłyśmy się w sparingu na turnieju w Legionowie [białostoczanki wygrały 3:0 - red.], ale to nie może być żaden wyznacznik, na co obecnie stać zespoły. Wiemy, jakie są mocne punkty drużyny z Białegostoku, bo już od dłuższego czasu wnikliwie analizujemy jej grę. Tak naprawdę dopiero sobotnie spotkanie da informacje dla obu ekip. Po nim okaże się, jaka jest różnica poziomów między zespołami i czy w ogóle jest.
Co może być waszym atutem w rywalizacji z zespołem z Białegostoku?
- Nie jesteśmy złym zespołem, jak na I ligę byłyśmy mocną ekipą. Grałyśmy też parę sparingów z Centrostalem Bydgoszcz i co prawda w niektórych setach przewaga rywalek była znaczna, ale w niektórych walka była bardzo wyrównana. Udało nam się nawet wygrać jedno spotkanie 3:2. Na pewno zespół z Białegostoku ma nad nami przewagę wzrostu, ale jesteśmy w stanie zagrać troszkę szybszą siatkówkę, i to może być nasz atut.
Nie brakuje wam trochę doświadczenia? Ty masz za sobą grę w ekstraklasie, no i jest jeszcze Beata Strządała.
- Jest też Dominika Nowakowska, która grała w Centrostalu, czy Alicja Malinowska mająca za sobą występy w zespołach z Gdańska czy Bydgoszczy. Więc myślę, że pod tym względem nie wyglądamy wcale źle. Ale też te dziewczyny, które są znane tylko z I-ligowych boisk, nie są słabe i będą chciały udowodnić, że powinny grać wyżej.
Ale przyznasz, że różnica między I ligą a ekstraklasą jest spora?
- Oczywiście. Co więcej, dostałyśmy nawet informację, że tylko raz w historii zdarzyło się, aby zespół I pierwszej ligi ograł drużynę z ekstraklasy i wywalczył awans.
Pierwszą szansę na awans zaprzepaściłyście, bo przegrałyście rywalizację z zespołem z Piły. Ostatni mecz o stawkę rozegrałyście niemal miesiąc temu. Jak to wszystko może na was wpłynąć?
- Nie ukrywam, że jesteśmy już dość zmęczone sezonem, bo rozpoczęłyśmy rozgrywki wcześniej niż ekstraklasa. Jest zmęczenie fizyczne, ale też psychiczne, bo ta przegrana rywalizacja z zespołem z Piły siedzi nam w głowach. Ale teraz skupiamy się tylko na tym, że mamy drugą szansę na awans. Zarząd klubu wierzy, że jest to możliwe i bardzo nam na tym awansie zależy. Postaramy się sprawić niespodziankę. Trener przez to, że miałyśmy trzy tygodnie bez meczów, potraktował to jak okres przygotowawczy numer dwa, czyli było trochę ciężkich treningów. W tym tygodniu dostałyśmy jednak więcej luzu i myślę, że ta świeżość przyjdzie na weekend.
Dla ciebie to szczególna sprawa, że o awans rywalizujecie z zespołem z Białegostoku, w którym swego czasu debiutowałaś w ekstraklasie?
- Na pewno będą to dla mnie szczególne spotkania. Białystok wspominam z dwóch stron. Z jednej - jak najbardziej pozytywnie. Mogłam pracować z bardzo dobrym trenerem, jakim jest Dariusz Luks. Z wieloma dziewczętami, z którymi grałam wówczas, utrzymuję kontakt do dziś. Oczywiście, też z tego powodu, że debiutowałam w ekstraklasie. Z drugiej strony jest negatywna kwestia; klub przecież nie wypłacił mi pieniędzy. Na pewno więc te mecze z zespołem z Białegostoku będą miały dla mnie dodatkowy smaczek. Ale będzie też okazja spotkać się z ludźmi, których poznałam grając w AZS-ie. Chociaż z siatkarek, z którymi grałam, została już tylko Magdalena Saad.
*28-letnia przyjmująca, która w latach 2008-2009 grała w zespole z Białegostoku, a obecnie występuje w drużynie z Murowanej Gośliny
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy




