MOPR chce ubezwłasnowolnić staruszkę wbrew woli rodziny

Ewa Sokólska
2009-11-16 , aktualizacja: 17.11.2009 10:18
A A A Drukuj
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Starsza, schorowana kobieta wymaga opieki. Pomóc jej może i chce daleki kuzyn. Na to nie pozwalają mu pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Białymstoku, którzy uparli się, by staruszkę ubezwłasnowolnić i oddać do domu spokojnej starości. A mężczyznę straszą prokuratorem.
Mirosława Gorlewska to 84-letnia emerytowana nauczycielka. Od ponad trzydziestu lat mieszka przy ul. Mieszka I w Białymstoku. Jej najbliższa rodzina, czyli o pięć lat starsza siostra, mieszka w Szczecinie. Przez kilkanaście lat nikt nie odwiedzał pani Mirosławy. Pięć lat temu o jej istnieniu przypomniał sobie daleki kuzyn, obecnie emeryt - Kazimierz Kuczek. Mężczyzna zajął się schorowaną ciotka. Bezinteresownie pomagał w pracach domowych, pilnował, by kobieta regularnie przyjmowała leki, prał, gotował i opłacał czynsz za mieszkanie lokatorskie. Jak przyznaje - robił to z przyjemnością. Problemem były śmieci, które kobieta przez wiele lat przynosiła ze śmietników do domu.

- Gdy pierwszy raz przekroczyłem próg jej mieszkania, zrobiłem wielkie oczy. Cały dom wypełniony był po brzegi cuchnącymi odpadami. Żeby w ogóle przejść dalej, trzeba było się po nich wspinać - opowiada mężczyzna. - Jednak za każdym razem, gdy chciałem czegoś pozbyć się Mirosława podnosiła alarm. Krzyczała. Nie pozwalała mi na porządki, twierdząc, że wszystko jest jej potrzebne. Robiłem więc to sukcesywnie, gdy nie patrzyła, po cichu.

Gdy kilka tygodni temu kobieta zasłabła i trafiła do szpitala, pan Kazimierz wykorzystał czas jej nieobecności i natychmiast wziął się do pracy, by opróżnić dom ze śmieci. Wyrzucił 130 szęśćdziesięciolitrowych worków wypełnionych odpadami oraz - z pomocą sąsiadów - trzy lodówki (dwie jeszcze są w domu), trzy telewizory (cztery jeszcze zostały) i kilka pralek.

- Nigdy do nas nie wpłynęło żadne zawiadomienie ani notatka, że mieszkanie jest zaśmiecane - mówi Barbara Kożuszek, kierownik działu członkowsko-mieszkaniowego w Spółdzielni Mieszkaniowej "Zachęta" w Białymstoku. - To jest mieszkanie lokatorskie. Nie ma żadnego zadłużenia. Nic więcej na temat tego mieszkania i lokatorki nie wiem.

- Pani Mirosława mimo swojego wieku doskonale kojarzy fakty, jest pogodna i przez ostatnie lata doskonale dopilnowana. Głównie za sprawą pana Kazimierza. To bardzo kulturalny i oddany człowiek. Bezinteresowny, jakich mało na świecie - nie ma wątpliwości doktor Maria Borchard, z przychodni rejonowej na os. Piasta. - A co do samej pacjentki... No cóż, zbieractwo u starszych osób jest dość powszechne. Kilka dni temu, gdy zbadałam panią Mirosławę nawet wysokiego ciśnienia nie miała. Zaleciłam jej chodzenie po mieszkaniu i kroplówki. Podłączają je pielęgniarki z przychodni, a kuzyn kobiety, gdy trzeba, odłącza je.

Pani Mirosława w rozmowie z "Gazetą" przyznała, że ma problemy z poruszaniem się, ale czuje się już dość dobrze.

Ale innego zdania, niż starsza pani i lekarka, która od wielu lat zajmuje się kobietą - są urzędniczki z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Białymstoku. Kilka dni temu po raz pierwszy - i to na prośbę Kuczka - przyszły odwiedzić schorowaną kobietę.

- U ciotki jestem dwa razy dziennie. Podaję jej leki, myję, karmię, piorę. Sądziłem, że opieka społeczna odciąży mnie chociaż raz w tygodniu. Tymczasem przyszły panie urzędniczki i jeszcze na klatce schodowej, nie widząc Mirosławy zaczęły krzyczeć, że źle się nią opiekuję, że jest w domu brudno. A gdzie one były jak rzeczywiście było mnóstwo śmieci? Jedyne pytanie jakie zadały urzędniczki schorowanej ciotce to czy ma konto i ile na koncie - żali się mężczyzna.

Pan Kazimierz natychmiast wyprosił z domu urzędniczki. Po kilku minutach otrzymał z MOPR-u telefon, że jeśli nie pozwoli ubezwłasnowolnić ciotki to zajmie się nim prokurator.

Horror zgodnie z prawem. Uważaj na sąsiada



Krystyna Górska, zastępca dyrektora MOPR w Białymstoku nie chciała wczoraj udzielić nam informacji na temat działań jakie zamierza podjąć w tej sprawie ośrodek.

- Zapewniam, że kierujemy się dobrem tej 84-letniej kobiety. We wtorek zostaną podjęte pewne czynności, ale dziś nie mogę o nich mówić - powiedziała nam wczoraj Górska.

- Czy MOPR chce panią Mirosławę ubezwłasnowolnić i ulokować w domu spokojnej starości? - pytamy.

- Sytuacja jest skomplikowana. Dziś nie jestem upoważniona do odpowiadana na to pytanie, jutro już odpowiem - usłyszeliśmy.

Zarówno pan Kazimierz, jak i doktor Maria Borchard przyznają, że jeśli rzeczywiście dojdzie do ubezwłasnowolnienia emerytowanej nauczycielki, to będzie to dla niej bardzo krzywdząca decyzja.

Podziel się

  • 72 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów