Łapy do adopcji. Czytelnicy Gazety pomagają
14.02.2010
, aktualizacja: 15.02.2010 10:18
Ponad stu Czytelników "Gazety" z kraju i zza granicy chce pomóc mieszkańcom Łap, którzy nie mają z czego żyć. Jedni chcą organizować dzieciom wczasy, inni co miesiąc wysyłać paczki z żywnością i lekami
ZOBACZ TAKŻE
- Święta w Łapach nie będą aż tak smutne (29-03-10, 19:31)
- Na ratunek Łapom ruszyli czytelnicy "Gazety Wyborczej" (09-02-10, 21:19)
- Całe Łapy siedzą głodne (08-02-10, 14:00)
- Znowu niepokój w Łapach: bezpłatne urlopy w mleczarni (04-02-10, 19:17)
- ZNTK nadal do kupienia (19-01-10, 19:46)
- Z Dorotą z Poznania gadałyśmy jak dobre znajome. Co słychać, jak się czuję - opowiada pani Katarzyna.
Próbowała nie narzekać, ale od słowa do słowa i opowiedziała nieznajomej przez telefon historię swego życia. Jak zwolniono ją z pracy w cukrowni, a rok później - męża z Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Jak brakuje pieniędzy i perspektyw na lepsze jutro. Jak to przeżywają dzieci i co czuje matka, gdy nie ma co włożyć do garnka, a jeść się chce...
Pani Dorota zaoferowała pomoc.
- Rozpłakałam się. Powiedziałam, że pieniędzy nie przyjmę, bo się wstydzę - nie kryje pani Katarzyna.
Nieznajoma z Poznania zaproponowała więc paczki. Jeszcze w tym miesiącu rodzina pani Katarzyny ma dostać amerykańskie zimowe ubrania po córkach pani Doroty, trochę książek. Kobieta zapłaci także za czynsz. Od marca pani Dorota obiecała raz w miesiącu wysyłać do Łap paczkę z żywnością i środkami czystości, takimi jak mydło, szampon czy proszek do prania na kwotę 300-400 zł.
To nie przypadek, że mieszkanka Poznania zadzwoniła akurat do domu pani Katarzyny. Pracownicy łapskiej opieki społecznej wskazali jej rodzinę, jedną z najbardziej potrzebujących natychmiastowego wsparcia. Przez tydzień skontaktowali ze sobą już ponad sto rodzin w trudnej sytuacji materialnej z osobami, które chcą pomóc. Liczba rośnie. Katarzyna Żukowska-Koc z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łapach o takiej akcji dobrej woli wcześniej nawet nie słyszała.
- Telefony nam się urywają. Wszyscy chcą pomoc, proponują pieniądze, żywność, buty. Przed chwilą rozmawiałam z mężczyzną z Krakowa, który nie dość, że chce "zaadoptować" jedną z łapskich rodzin i przesyłać jej regularnie paczki z żywnością, to jeszcze wykupywać lekarstwa. Mało tego, jest w stanie dla dziesięciorga dzieci zafundować wakacje, gdzie tylko będą chciały: nad morzem, jeziorem czy w górach. Może również jednej z rodzin pomóc rozpocząć nowe życie w Krakowie. Znajdzie rodzicom pracę i mieszkanie. Pomoże się im zaaklimatyzować i obiecuje wspierać finansowo do czasu aż rodzina mocno stanie na nogi - opowiada Żukowska - Koc.
Telefony w łapskiej opiece społecznej rozdzwoniły się po naszym tekście sprzed tygodnia "Całe Łapy siedzą głodne", który ukazał się na gospodarczych stronach "Gazety". Opisaliśmy trudną sytuację mieszkańców 25-tysięcznej miejscowości, w której w ciągu ledwie roku upadły dwa duże zakłady. Po zlikwidowaniu cukrowni i ZNTK ponad tysiąc osób zostało bez pracy i pieniędzy. Jedna z kobiet opowiedziała jak ukradła ze sklepu krem Bambino dla córki, której z powodu siarczystych mrozów wysuszyła się skóra na buzi. Inna bohaterka opowiadała o synu, który fatalnie znosi brak pracy rodziców, codziennie na długiej przerwie w szkole przybiega do domu, by zapytać, czy udało się im ją znaleźć. Wraca do szkoły często zapłakany.
Pracownicy opieki społecznej, którzy odwiedzają domy biednych rodzin, twierdzą że w najgorszej sytuacji są byli pracownicy ZNTK. Zarabiali bardzo mało i przez lata właściwie wegetowali. Teraz są w dużo gorszej sytuacji od tych, którzy przez lata żyli z zasiłków.
Czytelników "Gazety" poruszył los mieszkańców Łap.
- Chcę się podzielić, bo mam czym. Ludzie z Łap są tragicznie biedni, ja w porównaniu z nimi tragicznie bogata. Mąż prowadzi ogromną i znaną firmę budowlaną - opowiada pani Elżbieta z Wielkopolski. Woli pozostać anonimowa. - Po tekście w "Gazecie" całą noc nie mogłam spać. Obok takiej biedy nie mogę przejść obojętnie. Choćby z takiego powodu, że sama mam dzieci, a w życiu może być różnie...
Pani Elżbieta zaoferowała pomoc w postaci paczek z żywnością i odzieżą wysyłanych co miesiąc do jednej z rodzin. Jak trzeba będzie, może płacić także rachunki za czynsz i media. Już zastanawia się również, gdzie dzieci swojej "drugiej rodziny" wysłać na wakacje.
- Dodatkowo jeszcze około pięciu mężczyzn mąż zatrudni w firmie. Będą pracować na bardzo dobrych warunkach, dostaną służbowe mieszkanie - proponuje pani Elżbieta.
Roman Czepe, burmistrz Łap, nie ma wątpliwości, że po tekście w "Gazecie" dużo się zmieniło. Niedawno wrócił ze spotkania u ministra Michała Boni.
- Dopiero wielu zrozumiało, że za upadkiem zakładów kryją się często tragedie ludzi. Tytuł artykułu wskazuje, że wszyscy mieszkańcy siedzą głodni. Może wszyscy to przesada, ale ponad połowa na pewno - powiedział Czepe.
Burmistrz dwoi się, by sprowadzić do miejscowości jakiegoś inwestora, który zapewni pracę mieszkańcom. Pomysłów ma wiele. Począwszy od stworzenia w gminie centrum turystycznego po podstrefę ekonomiczną na terenach po byłej cukrowni.
Próbowała nie narzekać, ale od słowa do słowa i opowiedziała nieznajomej przez telefon historię swego życia. Jak zwolniono ją z pracy w cukrowni, a rok później - męża z Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Jak brakuje pieniędzy i perspektyw na lepsze jutro. Jak to przeżywają dzieci i co czuje matka, gdy nie ma co włożyć do garnka, a jeść się chce...
Pani Dorota zaoferowała pomoc.
- Rozpłakałam się. Powiedziałam, że pieniędzy nie przyjmę, bo się wstydzę - nie kryje pani Katarzyna.
Nieznajoma z Poznania zaproponowała więc paczki. Jeszcze w tym miesiącu rodzina pani Katarzyny ma dostać amerykańskie zimowe ubrania po córkach pani Doroty, trochę książek. Kobieta zapłaci także za czynsz. Od marca pani Dorota obiecała raz w miesiącu wysyłać do Łap paczkę z żywnością i środkami czystości, takimi jak mydło, szampon czy proszek do prania na kwotę 300-400 zł.
To nie przypadek, że mieszkanka Poznania zadzwoniła akurat do domu pani Katarzyny. Pracownicy łapskiej opieki społecznej wskazali jej rodzinę, jedną z najbardziej potrzebujących natychmiastowego wsparcia. Przez tydzień skontaktowali ze sobą już ponad sto rodzin w trudnej sytuacji materialnej z osobami, które chcą pomóc. Liczba rośnie. Katarzyna Żukowska-Koc z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łapach o takiej akcji dobrej woli wcześniej nawet nie słyszała.
- Telefony nam się urywają. Wszyscy chcą pomoc, proponują pieniądze, żywność, buty. Przed chwilą rozmawiałam z mężczyzną z Krakowa, który nie dość, że chce "zaadoptować" jedną z łapskich rodzin i przesyłać jej regularnie paczki z żywnością, to jeszcze wykupywać lekarstwa. Mało tego, jest w stanie dla dziesięciorga dzieci zafundować wakacje, gdzie tylko będą chciały: nad morzem, jeziorem czy w górach. Może również jednej z rodzin pomóc rozpocząć nowe życie w Krakowie. Znajdzie rodzicom pracę i mieszkanie. Pomoże się im zaaklimatyzować i obiecuje wspierać finansowo do czasu aż rodzina mocno stanie na nogi - opowiada Żukowska - Koc.
Telefony w łapskiej opiece społecznej rozdzwoniły się po naszym tekście sprzed tygodnia "Całe Łapy siedzą głodne", który ukazał się na gospodarczych stronach "Gazety". Opisaliśmy trudną sytuację mieszkańców 25-tysięcznej miejscowości, w której w ciągu ledwie roku upadły dwa duże zakłady. Po zlikwidowaniu cukrowni i ZNTK ponad tysiąc osób zostało bez pracy i pieniędzy. Jedna z kobiet opowiedziała jak ukradła ze sklepu krem Bambino dla córki, której z powodu siarczystych mrozów wysuszyła się skóra na buzi. Inna bohaterka opowiadała o synu, który fatalnie znosi brak pracy rodziców, codziennie na długiej przerwie w szkole przybiega do domu, by zapytać, czy udało się im ją znaleźć. Wraca do szkoły często zapłakany.
Pracownicy opieki społecznej, którzy odwiedzają domy biednych rodzin, twierdzą że w najgorszej sytuacji są byli pracownicy ZNTK. Zarabiali bardzo mało i przez lata właściwie wegetowali. Teraz są w dużo gorszej sytuacji od tych, którzy przez lata żyli z zasiłków.
Czytelników "Gazety" poruszył los mieszkańców Łap.
- Chcę się podzielić, bo mam czym. Ludzie z Łap są tragicznie biedni, ja w porównaniu z nimi tragicznie bogata. Mąż prowadzi ogromną i znaną firmę budowlaną - opowiada pani Elżbieta z Wielkopolski. Woli pozostać anonimowa. - Po tekście w "Gazecie" całą noc nie mogłam spać. Obok takiej biedy nie mogę przejść obojętnie. Choćby z takiego powodu, że sama mam dzieci, a w życiu może być różnie...
Pani Elżbieta zaoferowała pomoc w postaci paczek z żywnością i odzieżą wysyłanych co miesiąc do jednej z rodzin. Jak trzeba będzie, może płacić także rachunki za czynsz i media. Już zastanawia się również, gdzie dzieci swojej "drugiej rodziny" wysłać na wakacje.
- Dodatkowo jeszcze około pięciu mężczyzn mąż zatrudni w firmie. Będą pracować na bardzo dobrych warunkach, dostaną służbowe mieszkanie - proponuje pani Elżbieta.
Roman Czepe, burmistrz Łap, nie ma wątpliwości, że po tekście w "Gazecie" dużo się zmieniło. Niedawno wrócił ze spotkania u ministra Michała Boni.
- Dopiero wielu zrozumiało, że za upadkiem zakładów kryją się często tragedie ludzi. Tytuł artykułu wskazuje, że wszyscy mieszkańcy siedzą głodni. Może wszyscy to przesada, ale ponad połowa na pewno - powiedział Czepe.
Burmistrz dwoi się, by sprowadzić do miejscowości jakiegoś inwestora, który zapewni pracę mieszkańcom. Pomysłów ma wiele. Począwszy od stworzenia w gminie centrum turystycznego po podstrefę ekonomiczną na terenach po byłej cukrowni.
- 39 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Łapy do adopcji
miszczu.pl
15.02.10, 08:19
a Yaro specjalista od haków nie pomoże burmistr4zowi? przecież to kolega partyjny»
-
Co za bzdury
drabinahaha1
15.02.10, 09:43
Gazety piszą że w Polsce jest najlepiej w Europie.»
-
Ja nic nie rozumiem.Przecież Polska to 6 potęga
mark6
15.02.10, 09:52
Średnia zarobków stale rośnie,PKB w górę.Jesteśmy najlepsi w UE,banajlepsi na świecie a tu taka bieda?»
Najczęściej czytane24 htydzień




