Prawie własny dom. Ale bez szans na zamieszkanie

Monika Kosz-Koszewska
11.03.2010 , aktualizacja: 12.03.2010 10:00
A A A Drukuj
Córka i jej leciwa matka, choć mają prawa do 5/6 domu na wsi w Czeremsze, nie mogą w nim mieszkać. Gmina bez pytania o ich zgodę już po raz kolejny zameldowała w nim żonę nieżyjącego już brata, z którą są skłócone. Eksmisji niechcianej lokatorki raczej nie ma co się spodziewać.
Logo: Interwencje
Fot. studio Gazety
Logo: Interwencje
SERWISY
Właścicielką większości majątku, czyli wiejskiego domku na niewielkiej działce we wsi w gminie Czeremcha, jest w tej chwili Nadzieja Kazimierczuk, której żyjąca matka przepisała w ubiegłym roku swoją część nieruchomości. Ma więc w tej chwili prawa do 5/6 nieruchomości. Właścicielem tej jednej części był natomiast jej brat, który umarł w sierpniu ubiegłego roku. To on już dwa lata temu zameldował tam na pobyt czasowy swoją żonę, z pochodzenia Białorusinkę. Na stałe jest ona zameldowana w swoim kraju. Rodzina była skłócona, mężczyzna nie pytał o zdanie matki i siostry.

- Mama nie mieszka w tym domu od wielu lat, musiała z niego uciekać, bo brat ją bił. Teraz chętnie wróciłaby na swoje, ale nie może. Jest schorowana, a mieszka u znajomych kątem, bo ta Białorusinka zajmuje nasz dom, choć nie nabyła spadku po bracie i nie ma nawet polskiego obywatelstwa. A gmina znów zameldowała ją bez naszej zgody. Piszę odwołania do sołtysa i wojewody, ale nikt nie respektuje naszych praw do tego domu - denerwuje się pani Nadzieja. Dodaje, że kobiety są na tyle skłócone, że nie ma mowy o wspólnym zamieszkaniu na niewielkiej przestrzeni. Zarzuca też, że bratowa często wyjeżdża na Białoruś i przez wiele tygodni nie ma nikogo na gospodarstwie.

Czytelniczka, która zwróciła się do nas z prośbą o interwencję, tłumaczy, że już od wielu miesięcy na drodze administracyjnej starają się wymeldować bratową. Od decyzji gminy odwoływała się nawet do wojewody podlaskiego. Ten w styczniu sprawę skierował do ponownego rozpatrzenia przez pierwszą instancję, czyli Urząd Gminy w Czeremsze. Wójt gminy twierdzi, że sprawa jest skomplikowana, ale nie może wymeldować osoby, która została już zameldowana i przebywa we wskazanym miejscu.

- Ta sprawa faktycznie ciągnie się już długo, ale jak ona żywa, to któż ją wyeksmituje? - kwituje Michał Wróblewski, wójt gminy Czeremcha i odsyła do urzędniczki zajmującej się sprawą.

- Postępowanie o uchylenie zameldowania na wniosek pani Kazimierczuk nie może się skończyć wymeldowaniem zamieszkującej tam pani. Została ona zameldowania przez nieżyjącego już brata, a prawo mówi, że pozostali właściciele lokalu nie muszą się godzić na taki meldunek, wystarczy, że zrobi to jedna osoba. Nie została też przeprowadzona procedura spadkowa, ale decyzją wojewody sprawy te rodzina powinna uregulować do 2012 r. Najczęściej po mężu w pierwszej kolejności dziedziczy żona, więc i tak trudno przypuszczać, by dało się ją wymeldować - mówi Anna Kołtok, zastępca kierownika urzędu stanu cywilnego. - Rodzina stara się też udowodnić, że ta pani jeździ na Białoruś, więc nie zamieszkuje domu. Ale jeździliśmy na miejsce i sprawdzaliśmy, poza tym każdy ma prawo podróżować i nie mamy prawa jej wyeksmitować. Mimo tak wielkiego konfliktu rodzina powinna się w tej sprawie porozumieć, bo prawo nie rozwiąże tego problemu.

- Wyrok Trybunału Konstytucyjnego mówi, że na zameldowanie wystarczy zgoda jednego ze współwłaścicieli mieszkania - potwierdza Leszek Lewoc, zastępca dyrektora departamentu obsługi mieszkańców w białostockim magistracie.

Mam problem? Zadzwoń do nas (0800 80 80 30) lub opisz swoją historię



Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Prawie własny dom. Ale bez szans na zamieszkanie or-en 11.03.10, 20:27

    Nie wiem dlaczego ta poszkodowana całą uwagę skupia na meldunku tej Białorusinki. Przecież meldunek nie daje prawa do posiadania, tym bardziej do prawa własności. Jeżeli sądzi, że po »