Samotnej matce dadzą więcej niż własny kąt
16.09.2010
, aktualizacja: 17.09.2010 09:52
Młoda, samotna matka z dwójką malutkich dzieci, aby nie stracić dachu nad głową, przyjęła mieszkanie komunalne - kompletną ruinę. Wyższa Szkoła Administracji Publicznej postanowiła nie tylko zrobić remont, ale - co ważniejsze - dać przysłowiową wędkę. Studenci pedagogiki obejmą rodzinę Pauliny opieką, pomogą wyjść na prostą
ZOBACZ TAKŻE
- Darczyńcy remontują mieszkanie dla rodziny (06-10-10, 20:15)
- Nora od ZMK, czyli lokum dla matki z dziećmi (07-09-10, 20:32)
Paulina Korycka nie mogła opanować łez na wieść, że ktoś chce jej tak bardzo pomóc. Życie jej przecież nie rozpieszczało, sama po drodze też popełniała błędy. Kiedy miała 14 lat, trafiła z rodzeństwem do pogotowia opiekuńczego, potem do domu dziecka. Dziś ma 22 lata i już dwójkę dzieci, które wychowuje sama. Czteroletnią Anastazję i dwuletniego Szczepana. Z MOPR-u dostaje zasiłek alimentacyjny - razem 750 zł, 400 zł zasiłku, próbuje coś dorobić, ale skończyła zaledwie gimnazjum. Do tej pory nie miała żadnego lokum, mieszkała kątem u ludzi, ostatnio u siostry. Z tego powodu ma zresztą ograniczone prawa rodzicielskie. Siostra jednak musi oddać mieszkanie spółdzielni. Przed panią Pauliną i jej dziećmi pojawiło się widmo wylądowania na bruku albo rozwiązanie tymczasowe - schronienie w domu matki i dziecka.
Choć od ubiegłego roku czekała na przydział lokum z Zarządu Mienia Komunalnego, w tej chwili realizowane są dopiero listy z 2005 r. Jedyna możliwość pójścia na skróty to decyzja przyjęcia lokalu do remontu. Pani Paulina uprosiła urzędników, mieszkanie przyznali - 38 metrów, ulica Tuwima, czwarte piętro. Spodziewała się jednak, że wystarczy kilka wiader farby, kilka dni ciężkiej pracy i da się wprowadzić. Nie wystarczy. Jak twierdzi, wyjścia nie miała, umowę podpisała.
Generalny remont
Bez żadnej przesady, do wymiany jest dosłownie wszystko, począwszy od drzwi wejściowych zamykanych na kłódkę. Jedynie w kuchni resztki gumoleum przykrywają goły beton, który jest także w łazience i przedpokoju. W pokoju pozostała wybrakowana klepka. W łazience - zardzewiała wanna i sedes, odrapane rury, odpadający tynk. W kuchni ze ściany sterczy kran i rura, żółte plamy pozostały w miejscu po kuchence i zlewie, zewsząd wiszą warstwy tapet. W pokoju widać, że założono instalacje elektryczną, ale ściany są mocno spękane. Okna drewniane, z łuszczącą się farbą, nieszczelne. Podłączyć trzeba prąd i gaz, założyć wodomierze. Oficjalny termin remontu to 6 października, wtedy komisja z ZMK ma zrobić odbiór mieszkania i już oficjalnie przydzielić, a przy czarnym scenariuszu - odebrać.
- To jedyne wolne mieszkanie, które mieliśmy na tę chwilę w całym mieście. Odradzaliśmy, mówiliśmy, że lepiej poczekać na przydział, ale tam było tyle łez. Jeśli tylko znajdzie się ktoś, kto pomoże tej pani w remoncie, przedłużymy terminy, pójdziemy na rękę, jak się da - zapewniał nas Andrzej Ostrowski, szef ZMK.
Po tekście w "Gazecie" do redakcji dzwonili ludzie, którzy chcieli pomóc pani Paulinie i dzieciom. Ktoś zaproponował ubranka, telewizor, mikrofalówkę, dywan. Ale w żaden sposób nie zmieniało to sytuacji rodziny.
Postanowiliśmy sami poprosić o pomoc w ich imieniu.
Społeczny eksperyment studentów
Już raz w nieco podobnej sytuacji pomogła Wyższa Szkoła Administracji Publicznej. Uczelnia przywróciła uśmiech na twarzy chorej na nowotwór 13-letniej Moniki Wyszyńskiej z Łap. Dziewczynka na kilka miesięcy przed śmiercią marzyła o własnym kąciku, czystym i spokojnym, ale jej pokoik nie był remontowany od lat. Szkoła dzięki wynajętej ekipie w kilka dni zrobiła tam cuda, zaopatrzyła też rodzinę w zapas najpotrzebniejszych leków. Przed świętami zaś studenci WSAP wręczyli paczki żywnościowe Wyszyńskim oraz 39 innym rodzinom z Łap w trudnej sytuacji materialnej. Szkoła też dwa lata z rzędu wspierała akcję charytatywną „Gazety” na rzecz rozbudowy hospicjum.
Teraz pojawiły się jednak pytania. Czy dziewczyna, która nie ma kryształowej przeszłości, wykorzysta swoją szansę, poradzi sobie z utrzymaniem mieszkania, czy nie powtórzy złych wzorców swoich rodziców i nie porzuci dzieci?
Dlatego profesor Jerzy Kopania, rektor WSAP zaproponował rozwiązanie, które ma pomóc rodzinie nie tylko doraźnie. Trochę na zasadzie społecznego eksperymentu zajmie się nią wydział pedagogiki tej uczelni. Kadra naukowa ma opracować program pomocy dla tej rodziny, a studenci od października pomogą w pokonywaniu życiowych problemów. Paulina musi uzupełnić edukację, znaleźć pracę, dzieci muszą mieć zapewnione godziwe warunki i opiekę.
- Wyższa Szkoła Administracji Publicznej postanowiła udzielić pomocy osobom w trudnej sytuacji, w tym przypadku matce i dwójce dzieci. Nie jest to jednak pierwsza tego rodzaju akcja podejmowana przez nas, a za każdym razem motywacja jest ta sama. Chcemy przekazać studentom pewien wzorzec postępowania. Nasi absolwenci to głównie administratywiści, którzy z tego typu problemami będą mieli do czynienia w życiu zawodowym, chcemy ich na takie sytuacje uczulić. Jest też drugi aspekt tej sprawy, a mianowicie to nie jest tylko problem natury materialnej, a w większym stopniu natury wychowawczej. Ta młoda matka i dzieci potrzebują opieki pedagogicznej i taką też zamierzamy zapewnić przez nasz wydział pedagogiki. Podejmujemy pewne ryzyko, ale sądzimy, że w takich sytuacjach jest to naszym moralnym obowiązkiem - przyznaje prof. Kopania.
Paulino, czas na uśmiech
Dyrektorka domu dziecka, w którym przebywała Paulina, na wieść o pomocy WSAP także zadeklarowała pomoc.
- Choć ta dziewczyna nie miała łatwej przeszłości, uważam, że każdemu trzeba dać szansę. Jeśli sponsor wykazał się takim wielkim gestem, my możemy ze swojej strony zaoferować współpracę i pomoc. Jeśli tylko Paulina zgłosi się do naszego poradnictwa, postaramy się jej znaleźć szkołę. To będzie taka trójstronna umowa, a dobroczyńca będzie mógł mieć pewność, że dziewczyna coś daje od siebie. W Centrum Kształcenia Ustawicznego jest możliwość podjęcia trzyletniej nauki przez dorosłych, Paulina będzie mogła zdobyć zawód - deklarowała Krystyna Majewska, dyrektor Domu Dziecka nr 1.
Pani Paulina z nadzieją i wdzięcznością zgodziła się na wszystkie warunki.
- Nie spodziewałam się, że są ludzie, którzy będą chcieli mi tak bardzo pomóc, nie liczyłam na tak wiele. Na pewno wykorzystam tę szansę, zrobię wszystko, co będzie trzeba - mówiła.
Wczoraj na Tuwima pojawił się Sebastian Roszkowski, dyrektor administracyjny WSAP i Włodzimierz Troc, który będzie kierował remontem. Wystarczyło oko fachowca i już było wiadomo, że pracy jest więcej, niż można się było spodziewać, trzeba wymienić m.in. rury, okna. Załatwiona już jest wanna, płytki, podłogi, drzwi, ale dzięki kolejnym telefonom do zaprzyjaźnionych firm, przybywa rzeczy.
- Niech się pani w końcu uśmiechnie, zabierzemy teraz klucz, a za dwa, trzy tygodnie, jak tu pani wejdzie, to mieszkanie będzie nie do poznania - zapewniał Sebastian Roszkowski.
Choć od ubiegłego roku czekała na przydział lokum z Zarządu Mienia Komunalnego, w tej chwili realizowane są dopiero listy z 2005 r. Jedyna możliwość pójścia na skróty to decyzja przyjęcia lokalu do remontu. Pani Paulina uprosiła urzędników, mieszkanie przyznali - 38 metrów, ulica Tuwima, czwarte piętro. Spodziewała się jednak, że wystarczy kilka wiader farby, kilka dni ciężkiej pracy i da się wprowadzić. Nie wystarczy. Jak twierdzi, wyjścia nie miała, umowę podpisała.
Generalny remont
Bez żadnej przesady, do wymiany jest dosłownie wszystko, począwszy od drzwi wejściowych zamykanych na kłódkę. Jedynie w kuchni resztki gumoleum przykrywają goły beton, który jest także w łazience i przedpokoju. W pokoju pozostała wybrakowana klepka. W łazience - zardzewiała wanna i sedes, odrapane rury, odpadający tynk. W kuchni ze ściany sterczy kran i rura, żółte plamy pozostały w miejscu po kuchence i zlewie, zewsząd wiszą warstwy tapet. W pokoju widać, że założono instalacje elektryczną, ale ściany są mocno spękane. Okna drewniane, z łuszczącą się farbą, nieszczelne. Podłączyć trzeba prąd i gaz, założyć wodomierze. Oficjalny termin remontu to 6 października, wtedy komisja z ZMK ma zrobić odbiór mieszkania i już oficjalnie przydzielić, a przy czarnym scenariuszu - odebrać.
- To jedyne wolne mieszkanie, które mieliśmy na tę chwilę w całym mieście. Odradzaliśmy, mówiliśmy, że lepiej poczekać na przydział, ale tam było tyle łez. Jeśli tylko znajdzie się ktoś, kto pomoże tej pani w remoncie, przedłużymy terminy, pójdziemy na rękę, jak się da - zapewniał nas Andrzej Ostrowski, szef ZMK.
Po tekście w "Gazecie" do redakcji dzwonili ludzie, którzy chcieli pomóc pani Paulinie i dzieciom. Ktoś zaproponował ubranka, telewizor, mikrofalówkę, dywan. Ale w żaden sposób nie zmieniało to sytuacji rodziny.
Postanowiliśmy sami poprosić o pomoc w ich imieniu.
Społeczny eksperyment studentów
Już raz w nieco podobnej sytuacji pomogła Wyższa Szkoła Administracji Publicznej. Uczelnia przywróciła uśmiech na twarzy chorej na nowotwór 13-letniej Moniki Wyszyńskiej z Łap. Dziewczynka na kilka miesięcy przed śmiercią marzyła o własnym kąciku, czystym i spokojnym, ale jej pokoik nie był remontowany od lat. Szkoła dzięki wynajętej ekipie w kilka dni zrobiła tam cuda, zaopatrzyła też rodzinę w zapas najpotrzebniejszych leków. Przed świętami zaś studenci WSAP wręczyli paczki żywnościowe Wyszyńskim oraz 39 innym rodzinom z Łap w trudnej sytuacji materialnej. Szkoła też dwa lata z rzędu wspierała akcję charytatywną „Gazety” na rzecz rozbudowy hospicjum.
Teraz pojawiły się jednak pytania. Czy dziewczyna, która nie ma kryształowej przeszłości, wykorzysta swoją szansę, poradzi sobie z utrzymaniem mieszkania, czy nie powtórzy złych wzorców swoich rodziców i nie porzuci dzieci?
Dlatego profesor Jerzy Kopania, rektor WSAP zaproponował rozwiązanie, które ma pomóc rodzinie nie tylko doraźnie. Trochę na zasadzie społecznego eksperymentu zajmie się nią wydział pedagogiki tej uczelni. Kadra naukowa ma opracować program pomocy dla tej rodziny, a studenci od października pomogą w pokonywaniu życiowych problemów. Paulina musi uzupełnić edukację, znaleźć pracę, dzieci muszą mieć zapewnione godziwe warunki i opiekę.
- Wyższa Szkoła Administracji Publicznej postanowiła udzielić pomocy osobom w trudnej sytuacji, w tym przypadku matce i dwójce dzieci. Nie jest to jednak pierwsza tego rodzaju akcja podejmowana przez nas, a za każdym razem motywacja jest ta sama. Chcemy przekazać studentom pewien wzorzec postępowania. Nasi absolwenci to głównie administratywiści, którzy z tego typu problemami będą mieli do czynienia w życiu zawodowym, chcemy ich na takie sytuacje uczulić. Jest też drugi aspekt tej sprawy, a mianowicie to nie jest tylko problem natury materialnej, a w większym stopniu natury wychowawczej. Ta młoda matka i dzieci potrzebują opieki pedagogicznej i taką też zamierzamy zapewnić przez nasz wydział pedagogiki. Podejmujemy pewne ryzyko, ale sądzimy, że w takich sytuacjach jest to naszym moralnym obowiązkiem - przyznaje prof. Kopania.
Paulino, czas na uśmiech
Dyrektorka domu dziecka, w którym przebywała Paulina, na wieść o pomocy WSAP także zadeklarowała pomoc.
- Choć ta dziewczyna nie miała łatwej przeszłości, uważam, że każdemu trzeba dać szansę. Jeśli sponsor wykazał się takim wielkim gestem, my możemy ze swojej strony zaoferować współpracę i pomoc. Jeśli tylko Paulina zgłosi się do naszego poradnictwa, postaramy się jej znaleźć szkołę. To będzie taka trójstronna umowa, a dobroczyńca będzie mógł mieć pewność, że dziewczyna coś daje od siebie. W Centrum Kształcenia Ustawicznego jest możliwość podjęcia trzyletniej nauki przez dorosłych, Paulina będzie mogła zdobyć zawód - deklarowała Krystyna Majewska, dyrektor Domu Dziecka nr 1.
Pani Paulina z nadzieją i wdzięcznością zgodziła się na wszystkie warunki.
- Nie spodziewałam się, że są ludzie, którzy będą chcieli mi tak bardzo pomóc, nie liczyłam na tak wiele. Na pewno wykorzystam tę szansę, zrobię wszystko, co będzie trzeba - mówiła.
Wczoraj na Tuwima pojawił się Sebastian Roszkowski, dyrektor administracyjny WSAP i Włodzimierz Troc, który będzie kierował remontem. Wystarczyło oko fachowca i już było wiadomo, że pracy jest więcej, niż można się było spodziewać, trzeba wymienić m.in. rury, okna. Załatwiona już jest wanna, płytki, podłogi, drzwi, ale dzięki kolejnym telefonom do zaprzyjaźnionych firm, przybywa rzeczy.
- Niech się pani w końcu uśmiechnie, zabierzemy teraz klucz, a za dwa, trzy tygodnie, jak tu pani wejdzie, to mieszkanie będzie nie do poznania - zapewniał Sebastian Roszkowski.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Samotnej matce dadzą więcej niż własny kąt
lo334
17.09.10, 17:15
ale fajnie..znajdzie się miejsce dla kolejnych konkubentów i dzieci,brat jak wyjdzie z pierdla to tez będzie miał gdzie się podziać zanim go znowu nie wsadzą.»
-
Re: Samotnej matce dadzą więcej niż własny kąt
ksiezniczka_labedzi
18.09.10, 23:12
dosłownie spod palców mi to wyjąłęś(ęłaś)»




