Szansa na ratunek dla psów z Bielska Podlaskiego
24.02.2011
, aktualizacja: 24.02.2011 19:38
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami nie odpuszcza w sprawie zamorzonych psów z Bielska Podlaskiego. Lekarz, który przybył z Białegostoku obejrzeć czworonogi, wydał skrajnie inną opinię niż miejscowi weterynarze
ZOBACZ TAKŻE
- Szkielety psów, ale "w stanie zadowalającym" (23-02-11, 19:58)
- Sprawa wychudzonych psów z Bielska Podlaskiego w sądzie (03-10-11, 20:53)
- Właściciele wycieńczonych psów przed sądem (25-07-11, 20:18)
SERWISY
Walkę białostockiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami o los dwóch skandalicznie wychudzonych dogów trzymanych na mrozie na posesji w Bielsku Podlaskim opisaliśmy w czwartkowym wydaniu "Gazety". Sprawa była tym bardziej zadziwiająca, że ktoś z mieszkańców prosił o interwencję nie do psów przy zaniedbanym domostwie, ale do takich, które cierpią przy okazałej willi. Po trzech wizytach kontrolnych na miejscu i widocznym braku poprawy, przedstawiciele towarzystwa podjęli decyzję o konieczności odebrania psów. Dodać trzeba, że za każdym razem na posesji nie było nikogo oprócz zwierząt. Raz, jednej osobie udało się wręczyć protokół spisany po wizycie z policją. Wtedy też okazało się, że zwierzęta nie mają odpowiedniego schronienia i chociażby wody w misce.
W środę zarząd białostockiego oddziału TOZ złożył na policji zawiadomienie o możliwości popełnia przestępstwa, czyli znęcania się nad psami. A o decyzję w sprawie ich odebrania właścicielom wystąpili do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii i burmistrza Bielska Podlaskiego. I tu pojawiły się kontrowersje.
Po oględzinach na miejscu, choć trzeba przyznać, że bez możliwości bliższego zbadania, bo nie było w domu właścicieli, miejscowi weterynarze uznali, że psy nie mają się tak źle, by je odbierać. Na jakiej podstawie? "Do bramki podbiegł tylko jeden pies. A skoro mógł podbiec, to uznałam, że jest w stanie zadowalającym" - tłumaczyła "Gazecie" Ilona Andrzejczuk, weterynarz z inspektoratu. Burmistrz Bielska Podlaskiego Eugeniusz Berezowiec też "na żywo" zobaczył psy. Po czym uznał, że psy są może i chude, ale i podobne do chartów, a on nie jest specjalistą. Skonsultował się z lekarzami inspektoratu i też odmówił. Jak tłumaczył dziennikarzom, kilka lat temu, kiedy odebrano właścicielowi psa, a ten wygrał sprawę w sądzie, to gmina musiała zapłacić za koszty schroniska.
Reakcja urzędników i stan zwierzaków zbulwersowały Czytelników "Gazety", chęć pomocy czy wręcz protestu wyraziło kilkadziesiąt osób. Film dokumentujący zaniedbane psy w przeciągu kilku godzin obejrzało ponad 1600 internautów. Krytycznych komentarzy nie szczędzili forowicze, a po naszej publikacji sprawą zainteresowała się też TVN-owska "Uwaga", która prowadzi akcję "Zwierzęta są jak ludzie, czują".
Wczoraj społecznicy z TOZ znów udali się do Bielska Podlaskiego. Na miejsce pojechała też lekarka weterynarii z Białegostoku. Tym razem zastali domowników. Lekarz został wpuszczony w celu zbadania zwierząt.
- Kobieta, która była w domu, twierdziła, że psom nic nie jest. Ale po badaniu okazało się, że mamy rację. Jesteśmy po konsultacjach z centralą Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i teraz na pewno wezwiemy policję, aby odebrać zwierzęta, korzystając z artykułu 7 ustawy o ochronie zwierząt. Trafią one na odratowanie do wolontariuszy, w żadnym wypadku do schroniska - mówiła nam wczoraj Monika Stelmaszczyk, wiceprezes TOZ w Białymstoku.
Weterynarz, który miał możliwość obejrzenia psów, nie ma wątpliwości, że są do tego podstawy.
- Po badaniu stwierdzam, że kondycja psów jest bardzo zła, odsłonięte są kręgi kręgosłupa, guzy biodrowe, na skórze są rany nad kręgami, nie ma dostatecznej tkanki tłuszczowej, by zwierzęta mogły pozostawać w takiej temperaturze na zewnątrz. Stwierdziłam też, że nie mają bud ani świeżej wody. Skoro ten stan nie poprawił się co najmniej od grudnia, to psy należy odebrać - mówi doktor Marianna Radulska.
TOZ zamierza złożyć skargę na organy, które zignorowały problem.
W środę zarząd białostockiego oddziału TOZ złożył na policji zawiadomienie o możliwości popełnia przestępstwa, czyli znęcania się nad psami. A o decyzję w sprawie ich odebrania właścicielom wystąpili do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii i burmistrza Bielska Podlaskiego. I tu pojawiły się kontrowersje.
Po oględzinach na miejscu, choć trzeba przyznać, że bez możliwości bliższego zbadania, bo nie było w domu właścicieli, miejscowi weterynarze uznali, że psy nie mają się tak źle, by je odbierać. Na jakiej podstawie? "Do bramki podbiegł tylko jeden pies. A skoro mógł podbiec, to uznałam, że jest w stanie zadowalającym" - tłumaczyła "Gazecie" Ilona Andrzejczuk, weterynarz z inspektoratu. Burmistrz Bielska Podlaskiego Eugeniusz Berezowiec też "na żywo" zobaczył psy. Po czym uznał, że psy są może i chude, ale i podobne do chartów, a on nie jest specjalistą. Skonsultował się z lekarzami inspektoratu i też odmówił. Jak tłumaczył dziennikarzom, kilka lat temu, kiedy odebrano właścicielowi psa, a ten wygrał sprawę w sądzie, to gmina musiała zapłacić za koszty schroniska.
Reakcja urzędników i stan zwierzaków zbulwersowały Czytelników "Gazety", chęć pomocy czy wręcz protestu wyraziło kilkadziesiąt osób. Film dokumentujący zaniedbane psy w przeciągu kilku godzin obejrzało ponad 1600 internautów. Krytycznych komentarzy nie szczędzili forowicze, a po naszej publikacji sprawą zainteresowała się też TVN-owska "Uwaga", która prowadzi akcję "Zwierzęta są jak ludzie, czują".
Wczoraj społecznicy z TOZ znów udali się do Bielska Podlaskiego. Na miejsce pojechała też lekarka weterynarii z Białegostoku. Tym razem zastali domowników. Lekarz został wpuszczony w celu zbadania zwierząt.
- Kobieta, która była w domu, twierdziła, że psom nic nie jest. Ale po badaniu okazało się, że mamy rację. Jesteśmy po konsultacjach z centralą Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i teraz na pewno wezwiemy policję, aby odebrać zwierzęta, korzystając z artykułu 7 ustawy o ochronie zwierząt. Trafią one na odratowanie do wolontariuszy, w żadnym wypadku do schroniska - mówiła nam wczoraj Monika Stelmaszczyk, wiceprezes TOZ w Białymstoku.
Weterynarz, który miał możliwość obejrzenia psów, nie ma wątpliwości, że są do tego podstawy.
- Po badaniu stwierdzam, że kondycja psów jest bardzo zła, odsłonięte są kręgi kręgosłupa, guzy biodrowe, na skórze są rany nad kręgami, nie ma dostatecznej tkanki tłuszczowej, by zwierzęta mogły pozostawać w takiej temperaturze na zewnątrz. Stwierdziłam też, że nie mają bud ani świeżej wody. Skoro ten stan nie poprawił się co najmniej od grudnia, to psy należy odebrać - mówi doktor Marianna Radulska.
TOZ zamierza złożyć skargę na organy, które zignorowały problem.
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Szansa na ratunek dla psów z Bielska Podlaskiego
marryinc
24.02.11, 21:26
W moim mieście to normalka - okazałe domy, a psy na podwórku 24 godz. na dobę bez bud i wody w misce... Jak komuś zwracam uwagę to jeszcze ludzie się pukają, że jakimiś psami się przejmuje! »
-
Szansa na ratunek dla psów z Bielska Podlaskiego
bombaj_lola
25.02.11, 12:38
Dodam jeszcze, że to skandal, że w takim skrajnym przecież przypadku, trzeba było stoczyć aż "ostrą batalię", uderzać do wielu drzwi, mimo że jeden rzut okiem powinien wystarczyć!!! Co za »




więcej zdjęć