Nauka na żywym organizmie. Stadion w (ciągłej) budowie

Andrzej Kłopotowski
10.02.2012 , aktualizacja: 09.02.2012 20:30
A A A Drukuj
To wszystko przez Francuzów - tak można by podsumować dotychczasowe niepowodzenia przy budowie białostockiego stadionu. Pytanie, które dziś się pojawia jest zgoła inne. Co teraz zrobić z upichconym przez nich "klopsem"?
Stadion. Białystok
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Stadion. Białystok
Klopsem numer jeden, czyli niewykończonymi dwoma trybunami, na które już latem ubiegłego roku mieli przesiąść się szalikowcy dopingujący białostocką Jagiellonię. I klopsem numer dwa - terminami. Wszak cały stadion miał być ukończony w połowie tego roku. Tymczasem trwa nerwowe poszukiwanie firmy, która inwestycję dokończy.

Rozmowa o stadionie

Andrzej Kłopotowski: To co? Mamy problem?

Adam Popławski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji: Problem?

Ze stadionem.

- W tej chwili mamy otwarte oferty, analizujemy je. Komisja pracuje. Nie mówię o problemie, tylko o kolejnym etapie.

Stadion miał stać już w połowie tego roku. W którym momencie coś nie zatrybiło? Coś poszło nie tak?

- Trudno o tym w ogóle mówić. Niewątpliwie był to moment, w którym wypowiedzieliśmy umowę firmie, która do pory stadion budowała. Dzisiaj funkcjonuje spór sądowy w kontekście tej firmy. To był moment, w którym nie było już możliwości dalszej współpracy, smutna konstatacja. Sądziłem, że podczas spotkania z francuskimi prezesami spółki, które odbyło się 1 czerwca [2011 roku - red.], będzie jasno wyrażona wola dalszej budowy stadionu.

Byliście skłonni przedłużyć terminy oddania pierwszej części stadionu? Chcieliście dać jeszcze wykonawcy szansę?

- Chcieliśmy rozmawiać z Francuzami. Po to było spotkanie. Ale partner z polskiej części Eiffage bardzo dziwnie się zachowywał od pewnego czasu. To nie był problem tego typu: ktoś mówi, że termin będzie przesunięty o miesiąc czy o dwa, tylko w ogóle nie mieliśmy informacji, jaki termin jest realny.

To był czerwiec. Ile miesięcy wówczas stała już budowa?

- To znaczy, ona nie stała. Była realizowana w takim tempie, które dla nas było nie do przyjęcia. Najważniejszym argumentem było to, że odmówiono nam po spotkaniu czerwcowym przedstawienia harmonogramu budowy. Jeżeli mamy sytuację, że firma realizująca stadion ze znacznym opóźnieniem - my o tym rozmawiamy, szukamy właściwej drogi - odmawia nam harmonogramu dalszej realizacji, to trudno mówić, że na tym obiekcie coś może się zmienić. Trudno wierzyć, że ta firma chce nam stadion zbudować. Można myśleć, że przypuszczalnie będzie prowadzić działania, które w budowie nie pomogą, a będą zachowaniami dziwnymi.

Czy Eiffage nie wydawał się dziwny od początku, gdy zaproponował cenę dumpingową?

- Nie, nie. To nie tak. Fakty są takie. Pomiędzy pierwszą ofertą a drugą było 10 procent różnicy. Pytanie - czy to jest dumping? Dziesięć procent rabatu przecież możemy dostać w sklepie u sprzedawcy! Zamawiający nie jest w sytuacji komfortowej. Zamawiający nie zna i nie może znać pełnego kosztorysu oferenta. Oferent przedstawia ofertę. Ja jestem przekonany, że firma, która przedłożyła ofertę z jedną ceną i firma, która przedstawiła ofertę z drugą ceną, mogły od razu dojść do wniosku, czy jest to realne, czy nie.

Waszym zdaniem było to realne? Czy może zapaliło się gdzieś światełko, że coś jednak jest nie tak?

- Trudno to ocenić. Z prostego powodu. Ja nie wiem, w jakich cenach firma dysponuje np. stalą czy innymi materiałami. Jeżeli idziemy do salonu kupić drzwi do domu, to zapłacimy tyle, ile na wystawie. Jeżeli kupujemy sto par drzwi, może się okazać, że kosztują połowę taniej. Musimy pamiętać, że oferent ma oferty od podwykonawców i na tej bazie buduje swoją końcową cenę. Tak naprawdę więc to rynek kształtuje ofertę. Jeżeli pomiędzy pierwszą ofertą a drugą jest 10 proc. różnicy, to mówienie o cenie dumpingowej czy rażąco niskiej cenie nie było łatwe. Poza tym jeżeli w komisji, która zajmuje się przetargami, takie różnice nie były uważane za rażąco niskie ceny, to jakie mamy podstawy, by takie myślenie wdrożyć?

Nie było więc podstaw, by umowy z Eiffage nie podpisać?

- Nie było. Myśmy prosili o opinię prawną. Dostaliśmy taką, że w tym przypadku nie ma możliwości, by mówić o rażąco niskiej cenie. Na jakiej podstawie mieliśmy więc tę ofertę odrzucić?

Zaskoczyło was, że później wykonawca zaczął zgłaszać nieprawidłowości w projekcie? A to nie podobał się dach, a to jakieś materiały...

- Każdy wniosek traktowaliśmy bardzo poważnie. Na każdy odpowiadało biuro projektowe, analizował je menedżer projektu. Przy takiej budowie nie ma nieważnych rzeczy. Prosiliśmy także o ekspertyzy zewnętrzne - instytucji, które zostały powołane, by certyfikować produkty i konstrukcje. Takie opinie mamy. Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo, standard wykonania. Jest też przecież projektant, który bierze odpowiedzialność. Obiekt w Białymstoku ma mieć konkretny standard. My chcemy mieć dobry, bezpieczny, funkcjonalny stadion. A raptem oddamy coś innego? Nie chciałbym o tym mówić szczegółowo, bo te wszystkie argumenty podnosimy w postępowaniu sądowym. Nie chciałbym więc o tym dyskutować na łamach gazety. Będzie to rozstrzygał sąd.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy