Przez ostatnie lata mieszkańcy wschodniej Polski masowo jeździli po zakupy na Litwę. Opłacało się, bo żywność była tańsza średnio o kilkadziesiąt procent, a i wracając można było zatankować bak do pełna również tańszą niż u nas ropą czy benzyną. Od stycznia 2009 r. handel międzynarodowy odbywa się w drugą stronę.
- W związku z tym, że Litwini robią zakupy w Polsce, budżet Litwy co miesiąc traci 100 mln litów (około 130 mln zł) - poinformował Kestutis Glaveckas, przewodniczący sejmowego komitetu budżetu i finansów Litwy. - Jest to naturalne. Ludzie kupują tam, gdzie jest taniej.
Różnicę cen spowodowała nie tylko słaba złotówka, ale też wzrost podatków na Litwie.
Od stycznia 5-procentowy dotychczas podatek VAT na mięso, ryby, owoce, warzywa i inne artykuły wzrósł do 19 proc. Podrożała również akcyza na paliwo, dlatego nie tylko osoby przejeżdżające przez Litwę tranzytem, ale też Litwini mieszkający w pobliżu granicy tankują samochody w Polsce. Przyjeżdżają do nas też po mleko, chleb i sery. Wyjeżdżają z bazarów i supermarketów samochodami wypchanymi po brzegi zakupami.
Najwięcej klientów ze Wschodu mają
Suwałki, pierwsze duże miasto przy granicy. Niektórzy dają zarobić handlowcom także z głębi województwa podlaskiego i przyjeżdżają do Augustowa lub stolicy Podlaskiego - Białegostoku.
Józef Simonewis mieszka w Kownie. W piątek zakupy robił na osiedlowym bazarze w Suwałkach. Kupował jajka.
- U nas za kilogram zapłaciłbym ponad 7 zł, u was 4 zł. Tańszą o 30-50 proc. macie także wędlinę i mięso. Warzywa też się opłaca kupować w Polsce, bo są tańsze o jakieś kilkanaście procent. Ale już pomarańcze, mandarynki czy jabłka u nas są w podobnej cenie - wylicza pan Józef, który pierwszy raz przyjechał do Polski na zakupy, ale jak zapewnia, nie ostatni.
Podobnie zresztą jak Gitas Gulokas z Kłajpedy. Mężczyzna dwa, trzy razy w miesiącu wpada do Suwałk. Spotkaliśmy go w sklepie Lidl, gdy do koszyka na zakupy wrzucał ogromne worki karmy dla psa.
- Przyjeżdżamy z żoną do Polski nie tylko po karmę. Kupujemy także mięso, olej, napoje, itd. Koszt paliwa w dwie strony to jakieś 80 zł. Za to na zakupach oszczędzamy z reguły 150-200 zł. A wracając zatankujemy paliwo, które u was także jest tańsze - mówi pan Gitas.
Zalety polskich sklepów odkryły także Wioletta (na zdjęciu) i Edyta z Kowna. Wprawdzie w Suwałkach mięsa nie kupują, bo jak twierdzą, na Litwie jest smaczniejsze, za to lubią polskie soki typu Kubuś i przyprawy do potraw. Tańsze niż na Litwie są też artykuły gospodarstwa domowego - płyn do naczyń czy kostki do zmywarki.
- Mam ogromną rodzinę, więc i jedzenia dużo kupuję. Trudno mi powiedzieć, ile oszczędzam na przyjeździe do Polski. Przy okazji zawsze kupię coś, czego u nas nie ma. Uwielbiam polski nabiał, np. sery żółte, serki homogenizowane i mleko. U was jest to dużo tańsze - zachwala pani Wioletta.
Sprzedawcy tylko zacierają ręce. Widząc Litwina (najczęściej z Wilna i Kowna) wiedzą, że zarobią.
- Jeśli mam w kolejce Polaków i Litwinów, to w pierwszej kolejności obsługuję sąsiadów ze Wschodu. Odkąd zaczęli do nas przyjeżdżać, moje zarobki wzrosły o co najmniej 150 proc. - mówi Antonina Jasińska, która prowadzi sklep mięsny na największym bazarze w Suwałkach. - Nasi kupują sześć plasterków tego, a pięć tego. Litwini od razu biorą kilogram lub dwa. Goloneczki, schab bez kości, z kością i kurczaki - to schodzi najszybciej. Ale jeden warunek. Litwini są wybredni, mięso musi być świeże.
Kierownicy supermarketów nie chcą zdradzić, ile zarabiają na gościach z Litwy. Zasłaniają się tajemnicą handlową. Twierdzą również, że nie są w stanie wyszczególnić, jaki procent ich dochodów pochodzi z portfeli naszych sąsiadów.
Takich problemów nie mają za to ekspedientki. Pracownica suwalskiego Kauflandu przyznaje, że sklep ma zyski co najmniej dwa razy większe niż w 2008 r.
- Co druga osoba w sklepie mówi po litewsku. Średnio zostawiają u nas jakieś 200-250 zł. Choć są i tacy klienci, którzy zrobią zakupy spożywcze na kwotę jeszcze wyższą. Polacy na jednorazowe zakupy wydają kilkadziesiąt złotych - mówi kobieta.
Fiskus naszego sąsiada natychmiast odczuł straty.
Do budżetu Litwy w tym roku (styczeń, luty) zebrano około 390 mln litów mniej, niż planowano.
Dla Gazety
Zbigniew Sulewski z Centrum im. Adama Smitha:
- Jestem przekonany, że już po pierwszych kilku tygodniach właściciele sklepów, które odwiedzają Litwini, odczuli poprawę swojej sytuacji materialnej. Problem w tym, że zarówno Suwałki jak i
Augustów, nie są przygotowane do najazdu aż tylu gości z Litwy. Za chwilę okaże się, że przed sklepami i bazarami brakuje miejsc parkingowych, a w sklepach personel się nie wyrabia. Podlascy przedsiębiorcy będą zastanawiać się nad rozwojem firmy lub sklepu. Czy powinni inwestować? Odpowiedź jest bardzo trudna. Należy pamiętać, że taki stan nie będzie trwał wiecznie.
Krzysztof Żukowski, kanclerz Białostockiej Loży BCC:
- Ta sytuacja cieszy mnie z dwóch powodów. Po pierwsze, że ci często drobni przedsiębiorcy z Suwałk i Augustowa - podczas gdy reszta kraju obawia się kryzysu - mają możliwość zarobienia. A po drugie, na handlu z Litwinami korzystają także zakłady produkcyjne, i to głównie z woj. podlaskiego. Bo Litwini kupują towary produkowane w naszych spółdzielniach mleczarskich, zakładach mięsnych i od podlaskich rolników, np. warzywa i jaja. Także na interesie z sąsiadami ze Wschodu korzystają nie tylko sprzedawcy, ale i wiele innych gałęzi gospodarki.