Solidarność: Jesteśmy odpowiedzialni za Łapy

Joanna Klimowicz
2009-07-08 , aktualizacja: 08.07.2009 20:01
A A A Drukuj
Analizujemy liberalizację zasad, chcemy przedstawić jeszcze korzystniejsze warunki wykupu mieszkań. Trzeba mieć serce z kamienia, żeby nie rozumieć ludzi, którzy od kwietnia nie mają wynagrodzeń - powiedział "Gazecie" szef podlaskiej "Solidarności" Józef Mozolewski w przeddzień spotkania z mieszkańcami Łap
Józef Mozolewski - szef podlaskiej 'Solidarności'
Fot. Marcin Onufryjuk / AG
Józef Mozolewski - szef podlaskiej 'Solidarności'
ZOBACZ TAKŻE
Spotkanie nowego właściciela spółki Domy, do której należy ponad 400 mieszkań upadającego ZNTK, z ich mieszkańcami, planowane jest na dziś. Nastroje gorące. Bo choć wiadomość, że "Solidarność" przejmuje 100 proc. udziałów w spółce, uspokoiła ludzi, to jednak mają oni szereg pytań i wątpliwości.

Rozmowa o łapskich mieszkaniach

Co pan powie mieszkańcom bloków kolejowych w Łapach?

Józef Mozolewski*: Spotkanie chciałbym potraktować jako kameralne, nie w formie reklamy, manifestacji czy wiecu. Chcę porozmawiać z ludźmi na temat dalszego funkcjonowania spółki i ich zachowania w kontekście wykupu mieszkań.

Będzie pan miał dla nich konkretne propozycje?

Najistotniejszy konkret to taki, że nic nie ulega zmianie. Nie ma nawet żadnych myśli o jakiejkolwiek podwyżce czynszu. Próbuje się sugerować, że chcemy przymuszać mieszkańców do wykupywania mieszkań. Nie mam zamiaru kogokolwiek zmuszać. Każdy z nas, a szczególnie te osoby, powinny same o to zadbać, żeby mieć bezpieczeństwo w postaci dachu nad głową. Rozumiem bardzo dobrze, że tracą pracę, ale wcześniej czy później - jestem głęboko przekonany - odzyskają ją, nie w tym zakładzie, to w innym. Natomiast nie daj Panie Boże, żeby utraciły dach nad głową - cóż może być tragiczniejszego dla rodziny niż brak bezpieczeństwa w postaci przysłowiowych czterech ścian.

Ile osób będzie stać na wykup?

Nie wiem, nie było naszym celem jak najszybsze przeprowadzenie kalkulacji. Co by było, gdybyśmy nie zabezpieczyli mieszkańców, kto by z nimi dzisiaj rozmawiał i w jaki sposób? Jestem przekonany, że byłaby to podobna sytuacja jak w Starosielcach. Tam nie pytano ludzi, tylko gdzieś pod stołem przeprowadzono transakcję i dziś płacą czynsz, na który ich nie stać.

Na jakich zasadach miałby odbyć się wykup? Na tych ustalonych już przez spółkę Domy, czyli za 30 proc. wartości rynkowej, jeśli płacą od ręki, i 40 - jeśli na raty?

Analizujemy teraz liberalizację zasad, chcemy przedstawić jeszcze korzystniejsze warunki. Trzeba mieć serce z kamienia, żeby nie rozumieć ludzi, którzy od kwietnia nie mają wynagrodzeń. Regulamin będzie ten sam, bonifikata - może 60 proc.

Co będzie z kotłownią? Czy gmina ją przejmie? Będzie ogrzewanie zimą?

Nie chce mi się wierzyć, by w XXI wieku doszło do sytuacji, że ogrzewania nie będzie. Myślę, że pan burmistrz nie dopuści do tego, by ciepłownia nie pracowała. A jeżeli będę widział bezradność ze strony gminy, będziemy dalej interweniować. Jesteśmy teraz odpowiedzialni za los mieszkańców.

Nie są oni jednak zadowoleni z wycen, jakie otrzymali od byłego zarządu spółki.

Słyszę też od osób publicznych sugestię, że można by było obniżyć wartość metra kwadratowego. Jednak spółka funkcjonuje w oparciu o prawo. Jeżeli jest wycena rzeczoznawców, kształtująca się w granicach 1800-1900 zł za m kw. za lokal w Łapach, to w oparciu o tę wycenę muszą być stosowane rabaty. Ostateczna kwota oscyluje w granicach 600 zł za m kw., czyli 30 proc. wartości wolnorynkowej. I jeszcze to jest rozkładane na raty. Potrzebne są niewielkie pieniądze i można stać się właścicielem.

Wniosków o wykup spłynęło jedynie około 100, na 400 mieszkań.

W momencie niepewnym dla mieszkańców było 80 wniosków. Kiedy poznali nowego właściciela, ilość wniosków wzrasta. Zdaję sobie sprawę, że części nie będzie stać na wykupienie mieszkań, stąd ta nowa propozycja liberalizacji warunków. Skoro powiedzieliśmy A, powiemy też B. Będziemy prowadzili tę spółkę.

Jak długo?

Z jednej strony byłoby dobrze, żeby ta akcja została przeprowadzona w jak najkrótszym czasie, żeby jak najszybciej ludzie mieli bezpieczeństwo. Z drugiej - tragedii nie będzie, jeśli to się rozłoży trochę w czasie.

Jak długim?

Tak długo, jak będzie potrzeba. Jesteśmy nietypowym podmiotem gospodarczym, który odważył się na taki ruch, ale niech on będzie przykładem dla innych. Jestem dumny z podjętej decyzji. Tak, to jest prawdziwa solidarność, nie tylko w kontekście nazwy.

A ile kosztowała związek? Mówi się o 6 mln zł.

To tajemnica handlowa. Mogę tylko powiedzieć, że nie są to małe pieniądze.

Ponoć wpłaciliście już 2 mln zł na pokrycie zobowiązań ZNTK. Poszły one na trzymiesięczne pobory dla pracowników.

W zakładzie, który bankrutuje, nie jest łatwo. Decyzja wymagała pewnych umiejętności. Trzykrotnie żeśmy ratowali tę spółkę, wyrywając z objęć komornika. Gdyby nie nasza działalność, zostałaby już zlicytowana. I fakt, gdyby nie my, wszyscy pracownicy ZNTK w Łapach - bez względu na przynależność do związków zawodowych - nie mieliby wynagrodzeń od stycznia 2009 r. A tak - mieli do końca marca. Nie rozmawiajmy o pieniądzach, one nie są najistotniejsze.

Trudno nie poruszać tematu pieniędzy, bo "Solidarność" Janosikiem nie jest...

Dlatego wierzę głęboko w solidarną współpracę z mieszkańcami. Żyjemy ze składek. Nie tylko pracownicy ZNTK mają trudną sytuację, ale wiele innych zakładów pracy też. Mieszkańcy Łap muszą wiedzieć, że to nie jest tak, że przyszedł dobry wujek z "Solidarności" i od tej pory można nie płacić czynszu.

Te miliony, za które "Solidarność" nabyła udziały spółki, to przecież nie ze składek.

Dzisiaj nie mamy żadnych problemów nie tylko z wynagrodzeniem dla pracowników, ale i z możliwością inwestowania. Byliśmy właścicielem "Gazety Współczesnej", sprzedaliśmy ją norweskiemu koncernowi, ale gdyby nie była prowadzona właściwa polityka finansowa, to z każdej kupki, jak się bierze, to ona maleje. A u nas odwrotnie.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że "Solidarność" była wydawcą, ale "Solidarność" jako kamienicznik to sytuacja całkiem nowa. Jak się pan z tym czuje?

Ostatnio jak spotkałem się z grupą biznesmenów, to powiedzieli mi: Witamy w naszym gronie. To było humorystyczne. Pracodawcą jestem od początku, stąd nietrudno będzie zarządzać pracownikami w Łapach. Nie traktuję przejęcia w kategoriach stricte biznesowych. Gdyby nie interesowało mnie, czy masz co do garnka włożyć, a tylko to, że muszę zarobić, to już bym nie był związkowcem. Na każdym polu działania - jeżeli tylko rozumie się drugiego człowieka - nie jest ciężko pogodzić chęć pomocy i prowadzenie interesów.

*Józef Mozolewski, przewodniczący regionu podlaskiego NSZZ "Solidarność"

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów