Ministerstwo Skarbu rozdaje prezenty
2009-09-09
, aktualizacja: 09.09.2009 21:17
Pracownicy Cefarmu Białystok zarzucają ministrowi skarbu Aleksandrowi Gradowi łamanie zasad konstytucyjnych. Twierdzą też, że prywatyzacja spółki była fikcją, a jej zasady zostały zmienione specjalne dla jednego inwestora, który w konsekwencji kupił spółkę.
ZOBACZ TAKŻE
- Resort skarbu szuka inwestorów dla firm farmaceutycznych (28-08-10, 15:49)
- Jak prywatyzowała Europa? Żelazna Lady sprzedała wszystko (24-12-09, 12:00)
- Związki załatwiają pracownikom miliardy z prywatyzacji (11-12-09, 22:18)
RAPORTY
Większość z 490-osobowej załogi największej w regionie sieci aptek nie ma wątpliwości, że podczas lipcowej prywatyzacji ich zakładu zostało złamane prawo. Wczoraj spotkali się ze związkami zawodowymi i pełnomocnikiem Piotrem Wujcem, by podjąć decyzję co do dalszych kroków. Pierwsze, i ich zdaniem najważniejsze prawo, które zostało złamane, to Ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji, zgodnie z którą podczas prywatyzacji pakiet socjalny zawiera się z przedstawicielami załogi, a zgodnie z konstytucją jest nim związek zawodowy.
- Resort skarbu na początku prywatyzacji poinformował wszystkich 11 chętnych, którzy przystąpili do przetargu - o tym, że pakiet socjalny jest jednym z elementów prywatyzacji. Tymczasem w trakcie trwania prywatyzacji reguły gry skarb państwa zmienił, tak by zadowolić ostatniego, wyłonionego w procesie inwestora - mówi Wujec.
Tymczasem MSP za plecami związków zawodowych dogadało się z Farmacolem, by zagwarantować załodze jedynie zatrudnienie na poziomie 490 etatów przez okres dwóch lat, poziomu wynagrodzeń i świadczeń socjalnych przez okres roku oraz realizacji programów szkoleniowych dla wszystkich pracowników spółki. Tłumacząc, że związki z Cefarmu same nie potrafiły porozumieć się z inwestorem.
- Tymczasem całe te negocjacje od początku były fikcją. Najpierw firma z Katowic unikała spotkań z nami, podając coraz to nowe przyczyny. Informowali nas, że albo mają problemy związane z transportem, albo z powodu... urlopów przekładali spotkania na inny dzień - opowiada Alina Worobiej, przewodnicząca Samorządowego Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników Cefarmu Białystok. - A gdy w końcu negocjatorzy przyjechali do Białegostoku, to nie mieli upoważnienia swojego szefostwa do podejmowania decyzji. Później dowiedzieliśmy się, że Farmacol już wcześniej dogadał się z resortem i nasze spotkania nie mają większego sensu.
Drugim zarzutem w stosunku do ministra Grada jest kwota sprzedaży spółki, jaką resort wynegocjował z Farmacolem.
- W 2008 r., czyli na początku procesu prywatyzacyjnego, nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nasza spółka jest warta 90 mln zł. Oficjalnie do tej pory resort nie chce nam tych informacji podać. Ale o takiej kwocie mówiło się głośno do czasu, aż został wyłoniony Farmacol. Później wartość Cefarmu Białystok nieoczekiwanie spadła i sprzedano nas za jedyne 71 mln zł. I żeby tego było mało, to resort zafundował Farmacolowi dość kosztowny prezent - dodaje Worobiej.
I to właśnie ów "gratis" - według załogi - jest kolejnym dowodem na to, że podczas prywatyzacji tej prężnie działającej spółki, która poza sprzedażą hurtową zajmuje się także handlem detalicznym poprzez sieć 48 aptek (na terenie województw podlaskiego i warmińsko-mazurskiego), popełniono błędy. A mianowicie chodzi o zysk, który spółka wypracowała w 2008 r., o którym resort jakby zapomniał i pozostawił w spółce. Co oznacza, że nowy właściciel - Farmacol z Katowic - kupując białostocką sieć aptek, dostał prezent w wysokości dywidendy 5,9 mln zł. Związkowcy podejrzewają, że pozostali chętni inwestorzy, którzy mieli chrapkę na Cefarm Białystok, po prostu nie wiedzieli, że zysk zostaje w firmie.
- Także nie dość, że spółka została sprzedana taniej, niż jest warta, to jeszcze Farmacol na dzień dobry dostał 5,9 mln zł naszego zysku - dodaje Worobiej i dziwi się, że w dobie kryzysu, gdy resort skarbu ma dużą dziurę budżetową, zamiast zabrać zysk, postąpiła bardzo rozrzutnie. - Polfa Warszawa pochwaliła mi się, że MSP zabrał im 16 mln zł zysku. Tłumacząc, że w dobie kryzysu każdy grosz się liczy...
Pełnomocnik Piotr Wujec przyznaje, że z tak źle przeprowadzoną prywatyzacja już dawno się nie spotkał.
- Niezmiernie rzadko resort pozostawia dywidendę w prywatyzowanym zakładzie. W ostatnich 10 latach nie słyszałem o takiej praktyce - twierdzi pełnomocnik pracowników Cefarmu. - Wprawdzie w przypadku prywatyzacji Cefarmu Białystok można użyć argument, że jest to pierwsza poważna prywatyzacja Aleksandra Grada, bo do tej pory sprzedał jedynie resztówki akcji. Ale to nie usprawiedliwia łamania zasad konstytucyjnych. Nie znajduję innego uzasadnienia, jak tylko taki, że jest jakiś dziwny układ wokół tego procesu. Zgodnie z Ustawą o komercjalizacji i prywatyzacji, po prywatyzacji dokumenty prywatyzacyjne są jawne. Obsługiwałem 18 podobnych spraw, to jest pierwszy przypadek, kiedy ministerstwo odmówiło pokazania dokumentów.
Załoga Cefarmu zamierza sprawą zainteresować komisję sejmową. Ale jak przyznają, wszystko leży w gestii posłów i senatorów. Przygotowali już pismo opisujące postępowania ministra skarbu w toku prywatyzacji Cefarm Białystok, które wkrótce trafi do Sejmu.
Pytania dotyczące wątpliwości załogi Cefarmu do rzecznika ministerstwa wysłaliśmy wczoraj przed południem. Początkowo zapewniono nas, że otrzymamy je jeszcze w środę. Późnym popołudniem okazało się jednak, że biuro prasowe resortu ma utrudniony kontakt z rzecznikiem prasowym, który przebywa w delegacji. Odpowiedź mamy otrzymać dopiero dziś.
Farmacol od początku prywatyzacji sprawy nie komentuje.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy




