Fabryka Commichau. Detal zabytkowy w styropianie odtworzony?
19.05.2010
, aktualizacja: 20.05.2010 10:10
To już przesądzone. Fabryka Commichau na Antoniuku zostanie ostyropianowana. Wbrew zapowiedziom, konserwator zabytków nie uczynił nic, by temu zapobiec
ZOBACZ TAKŻE
- Białostocki sąd okręgowy skazany na styropian (17-06-10, 19:32)
- Historia pakowana w styropian (28-05-10, 19:39)
- Białostocka Szkoła Konserwatorska. Świętojańska pod styropianem (26-08-11, 20:17)
- Commichau czekał, ale bramy się nie doczekał (27-04-11, 20:20)
- Wpadki konserwatora. Podsumowanie roku 2010 (30-12-10, 19:05)
- Zabytek po remoncie prawie taki sam (14-07-10, 19:29)
- Alarm dla Warszawy: stop styropianowemu szaleństwu! (04-06-10, 10:00)
- Bramy od Commichau (19-05-10, 19:45)
- Burzenie Mazowieckiej. 100 lat? To nie zabytek (05-08-09, 19:54)
SERWISY
Fabryka Commichau znajduje się na Antoniuku, zaraz za rzeką Białą. Budynek, o którym mowa, pochodzi z lat 90. XIX w. To jeden z obiektów Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Technicznych. Po wojnie - otynkowany, dostosowany do potrzeb edukacyjnych.
Właśnie tu zaczynała się białostocka przygoda jednego z najważniejszych fabrykantów. Jak można wyczytać na stronie internetowej Muzeum Mody i Tekstyliów ITE, tu "August Commichau z młodszym bratem Albertem w 1849 roku założył fabrykę włókienniczą na Antoniuku, niewielkiej wówczas osadzie pod Białymstokiem. Wkrótce przybyli [do Białegostoku z Niemiec] pozostali bracia Herman, Rudolf Moriz i Robert. Fabryka przyjęła wtedy nazwę >>August & Herman Commichau<<. W 1852 roku dołączył do braci Carl Gustaw, który był kupcem i kapelusznikiem, jednakże z uwagi na brak popytu na te wyroby gospodarował w folwarku na Marczuku. Jednocześnie prowadził piekarnię, która słynęła z wypieku pumpernikla." Była więc rodzina Commichau - obok Beckera czy Nowika - czołówką miejskich fabrykantów, dzięki którym Białystok z miasta przypałacowego stał się włókienniczą potęgą - Manchesterem Północy.
Jednak miasto nie potrafi zadbać o antoniukowskie ślady po Commichau. Już pod koniec marca pisaliśmy o planach magistratu związanych z modernizacją budynku pofabrycznego. Wówczas to urzędnicy zapowiedzieli, że chcą - podobnie jak i inne, powojenne obiekty budowane już pod potrzeby szkolne - obłożyć styropianem. Gdy wtedy zapytaliśmy podlaskiego konserwatora zabytków Andrzeja Nowakowskiego, czy w jakiś sposób będzie reagować, odpowiedział: - Muszę zapoznać się z sytuacją, popytać, o co chodzi.
Liczyliśmy, że choć w ostatniej chwili Nowakowski zareaguje. Nie uczynił tego. Fabryka z Antoniuka jest wprawdzie od 1979 r. w ewidencji zabytków, ale nie uratowało to jej przed ostyropianowaniem. Nowakowski twierdzi, że nie mógł zablokować nałożenia tego materiału na ściany.
- Powiedziałem tylko, żeby nie psuć gzymsów i dekoracji na tynku, by nie była to jednolita, gładka fasada. Detale mają być więc na styropianie odtworzone - tłumaczył wczoraj "Gazecie".
Pytany, czy nie mógł zlecić badań czy wręcz uchronić budynku przed zniszczeniem rozpoczęciem procedury wpisowej do rejestru zabytków, odpowiada, że tak naprawdę konserwatorzy z całej Polski czekają teraz na wytyczne nowego Generalnego Konserwatora Zabytków (dotychczasowy Tomasz Merta zginął w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem). Tylko, że kiedy ten się pojawi, nie wiadomo.
Janusz Ostrowski, szef zarządu dróg i inwestycji miejskich, ma nawet już wykonawcę, który zniszczy fabrykę Commichau.
- Wszystko zostało uzgodnione z konserwatorem - ucina.
Obrońcy historii nie chcą już nawet komentować zniszczenia kolejnego miejskiego zabytku.
- No bo co tu jeszcze komentować? - pyta przekornie Jarosław Chodynicki, szef białostockiego oddziały Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. - Czasami mam wrażenie, że naszych władz zabytki nie interesują już wcale. I magistrat, i konserwator robią, co chcą, nie słuchając nikogo z zewnątrz. Robiliśmy przecież wspólnie z „Gazetą” hałas, wykazywaliśmy niekompetencję, interweniowaliśmy u wojewody i w ministerstwie [m.in. przy okazji planów zbudowania przy Warszawskiej pięciokondygnacyjnego kloca, który pomieści muzeum archidiecezjalne - red.]. Nikt nie reagował. Dziś dokonuje się kolejny gwałt na zabytku, na przemysłowej historii Białegostoku. Mam wrażenie, że władze chcą zabytki drewniane zastąpić budynkami murowanymi, a zabytki murowane ostyropianować. Tylko co wtedy nam zostanie? Miasto bez autentycznych śladów przeszłości? A na to jako miłośnik zabytków nie mogę się zgodzić. Dlatego dalej będziemy wytykać błędne naszym zdaniem decyzje władz i konserwatora. Tak jest w przypadku fabryki Commichau, gdzie jedna decyzja urzędnika niszczy kawałek naszej historii, naszej tożsamości, którą miasto podobno próbuje odnaleźć - smuci się Chodynicki.
Właśnie tu zaczynała się białostocka przygoda jednego z najważniejszych fabrykantów. Jak można wyczytać na stronie internetowej Muzeum Mody i Tekstyliów ITE, tu "August Commichau z młodszym bratem Albertem w 1849 roku założył fabrykę włókienniczą na Antoniuku, niewielkiej wówczas osadzie pod Białymstokiem. Wkrótce przybyli [do Białegostoku z Niemiec] pozostali bracia Herman, Rudolf Moriz i Robert. Fabryka przyjęła wtedy nazwę >>August & Herman Commichau<<. W 1852 roku dołączył do braci Carl Gustaw, który był kupcem i kapelusznikiem, jednakże z uwagi na brak popytu na te wyroby gospodarował w folwarku na Marczuku. Jednocześnie prowadził piekarnię, która słynęła z wypieku pumpernikla." Była więc rodzina Commichau - obok Beckera czy Nowika - czołówką miejskich fabrykantów, dzięki którym Białystok z miasta przypałacowego stał się włókienniczą potęgą - Manchesterem Północy.
Jednak miasto nie potrafi zadbać o antoniukowskie ślady po Commichau. Już pod koniec marca pisaliśmy o planach magistratu związanych z modernizacją budynku pofabrycznego. Wówczas to urzędnicy zapowiedzieli, że chcą - podobnie jak i inne, powojenne obiekty budowane już pod potrzeby szkolne - obłożyć styropianem. Gdy wtedy zapytaliśmy podlaskiego konserwatora zabytków Andrzeja Nowakowskiego, czy w jakiś sposób będzie reagować, odpowiedział: - Muszę zapoznać się z sytuacją, popytać, o co chodzi.
Liczyliśmy, że choć w ostatniej chwili Nowakowski zareaguje. Nie uczynił tego. Fabryka z Antoniuka jest wprawdzie od 1979 r. w ewidencji zabytków, ale nie uratowało to jej przed ostyropianowaniem. Nowakowski twierdzi, że nie mógł zablokować nałożenia tego materiału na ściany.
- Powiedziałem tylko, żeby nie psuć gzymsów i dekoracji na tynku, by nie była to jednolita, gładka fasada. Detale mają być więc na styropianie odtworzone - tłumaczył wczoraj "Gazecie".
Pytany, czy nie mógł zlecić badań czy wręcz uchronić budynku przed zniszczeniem rozpoczęciem procedury wpisowej do rejestru zabytków, odpowiada, że tak naprawdę konserwatorzy z całej Polski czekają teraz na wytyczne nowego Generalnego Konserwatora Zabytków (dotychczasowy Tomasz Merta zginął w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem). Tylko, że kiedy ten się pojawi, nie wiadomo.
Janusz Ostrowski, szef zarządu dróg i inwestycji miejskich, ma nawet już wykonawcę, który zniszczy fabrykę Commichau.
- Wszystko zostało uzgodnione z konserwatorem - ucina.
Obrońcy historii nie chcą już nawet komentować zniszczenia kolejnego miejskiego zabytku.
- No bo co tu jeszcze komentować? - pyta przekornie Jarosław Chodynicki, szef białostockiego oddziały Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. - Czasami mam wrażenie, że naszych władz zabytki nie interesują już wcale. I magistrat, i konserwator robią, co chcą, nie słuchając nikogo z zewnątrz. Robiliśmy przecież wspólnie z „Gazetą” hałas, wykazywaliśmy niekompetencję, interweniowaliśmy u wojewody i w ministerstwie [m.in. przy okazji planów zbudowania przy Warszawskiej pięciokondygnacyjnego kloca, który pomieści muzeum archidiecezjalne - red.]. Nikt nie reagował. Dziś dokonuje się kolejny gwałt na zabytku, na przemysłowej historii Białegostoku. Mam wrażenie, że władze chcą zabytki drewniane zastąpić budynkami murowanymi, a zabytki murowane ostyropianować. Tylko co wtedy nam zostanie? Miasto bez autentycznych śladów przeszłości? A na to jako miłośnik zabytków nie mogę się zgodzić. Dlatego dalej będziemy wytykać błędne naszym zdaniem decyzje władz i konserwatora. Tak jest w przypadku fabryki Commichau, gdzie jedna decyzja urzędnika niszczy kawałek naszej historii, naszej tożsamości, którą miasto podobno próbuje odnaleźć - smuci się Chodynicki.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Fabryka styropianu
exaktiv
20.05.10, 10:03
"jedna decyzja urzędnika niszczy kawałek naszej historii"? Może Pana i mojej, ale zapewniam, że nie urzędnika! Mam wrażenie, że historia Białegostoku nie jest historią żadnego z obecnych »
-
Fabryka Commichau. Detal zabytkowy w styropiani...
ogabignac
20.05.10, 10:36
Panie prezydencie Truskolaski - wywal pan takich debilów jak Janusz O. bopsują pana dobry prestiż.»




