Lotniskowa teoria dziejów. O sporach wokół lotniska

Jakub Medek
05.06.2011 , aktualizacja: 08.06.2011 17:43
A A A Drukuj
Staliśmy się ofiarą niejasnych interesów różnych lobbystów i organizacji blokujących rozwój regionu - sugerują autorzy raportu oddziaływania na środowisko dla regionalnego lotniska. Ten dokument to bubel - ripostują zgodnie ekolodzy, urzędnicy od przyrody i władze województwa.
Wieś Topolany pod Michałowem. Tu też miało być lotnisko
Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Wieś Topolany pod Michałowem. Tu też miało być lotnisko
Wyznaczono kozła ofiarnego i tyle - tak spory wokół regionalnego lotniska podsumowuje Grzegorz Chocian, szef zarządu białostockiego Ekotonu. W ubiegłym roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, na podstawie sporządzonego przez Ekoton i Arup opracowania, wydała decyzję środowiskową dla lotniska, które miała powstać w gminie Tykocin, w okolicach wsi Saniki.

Decyzję w styczniu tego roku uchyliła Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Kilka tygodni temu inwestor, czyli urząd marszałkowski przyznał, że w tej sytuacji nie ma możliwości wybudowania lotniska do roku 2015. To oznacza, że zarezerwowane na ten cel unijne pieniądze - około 300 milionów złotych - należy szybko wydać na inny cel. W przeciwnym wypadku trzeba będzie je oddać Wspólnocie. Inwestor domaga się teraz od konsorcjum, by raport poprawiło analizując przy okazji obok już raz przebadanych lokalizacji w Sanikach i Topolanach kolejną - w okolicach Kowalowców pod Zabłudowem. Wszystko oczywiście w ramach blisko dwóch milionów złotych, które konsorcjum otrzymało za wadliwy zdaniem GDOŚ raport. Dzisiaj mija termin, w którym firmy mają zadeklarować czy przystają na takie rozwiązanie. Jeśli nie, urząd zamierza domagać się zwrotu pieniędzy, jeśli trzeba będzie - nawet w sądzie.

- Ani nie chcemy, ani nie możemy przystać na takie rozwiązanie. To niezgodne z prawem i niepotrzebne - uważa prezes Chocian.

Jego zdaniem władze regionu w ogóle nie powinny czekać na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, w którym znajduje się uchylona przez GDOŚ decyzja środowiskowa.

- RDOŚ ma pełne prawo przeanalizować ponownie dokumenty dla Sanik i Topolan i na ich podstawie decydować co dalej. Z naszego raportu wynika, że pod względem przyrodniczym lokalizacja w Topolanach była tylko minimalnie gorsza od tej w Sanikach, zdecydowanie lepiej natomiast wypada pod względem społecznym, właściwie nie ma tam protestów. A przecież to nie żabki i kwiatki zablokowały lokalizację pod Tykocinem, ale ludzie. Jeśli RDOŚ tego zażąda, uzupełnimy niezbędną dokumentację - przekonuje do Topolan Chocian.

O Kowalowcach, czyli dodatkowej lokalizacji zaproponowanej kilka tygodni temu przez władze województwa, nawet nie chce rozmawiać.

- To zupełnie nowe miejsce, którego nie można dołożyć do już badanych. To można by zrobić wyłącznie zaczynając całą procedurę do zera. A jak od zera, to i koszty raportu trzeba od nowa liczyć - mówi prezes. - Zresztą nigdzie nie jest powiedziane, że to miejsce ekolodzy zaakceptują. W tych okolicach kończy się zasięg niewielkiego, niezwykle barwnego ptaka - kraski. Zaraz więc może się okazać, że lotnisko zaszkodzi krasce, albo innemu miodokwiatowi krzyżowemu [storczyk, którego ostatniemu stanowisku w Polsce mogła zaszkodzić obwodnica Augustowa w wariancie przez bagna Rospudy - red.].

O ekologach, chociaż jego firma zajmuje się przyrodą, prezes Chocian ma zdanie jak najgorsze. - Podważając nasz raport posługiwali się nieprawdziwymi danymi - podkreśla. Na pytanie o konkrety, czyli kto, gdzie i kiedy kłamał, odpowiedzi pan prezes jednak odmawia.

- Notatkę w tej sprawie przekazałem inwestorowi. Muszę mieć coś na swoją obronę - ucina. Nie tylko ekolodzy, w ocenie prezesa Chociana, są przeciwko Ekotonowi. Fatalną opinię ma on również o Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

- Nie wskazano na braki w dostarczonym przez nam materiale, nie zarzucono nam złamania prawa. Orzeczono natomiast, że raport nie dostarcza wiedzy wystarczającej dla wydania decyzji środowiskowej. Zarzucając nam błędy, oparto się na opinii jednego biegłego i podzielono zastrzeżenia organizacji ekologicznych - wylicza skrzętnie prezes Chocian, którego zdaniem wymagania GDOŚ wobec Ekotonu są nie podparte przepisami i znacznie wyższe, niż przy innego tego rodzaju inwestycjach.

Nie przyjęto też od nas, z niewiadomych powodów, dokumentu analizującego wpływ lotniska na Naturę 2000. Więcej - są powody do obrony tej dokumentacji przed sądem - np. tytuł analizy biegłego, na podstawie której uchylono decyzję środowiskową brzmi inaczej w oryginale decyzji uchylającej, niż w jej uzasadnieniu - kontynuuje prezes Chocian. Na pytanie czy o manipulacjach poinformował prokuraturę odpowiada, że zawsze to jeszcze może zrobić. Z określenia manipulacja szybko się zresztą wycofuje.

Stwierdzeń Ekotonu GDOŚ komentować nie zamierza.

- To niepoważne. Mogę powiedzieć tylko tyle - jeśli chodzi o bezpieczeństwo i życie ludzi zawsze będziemy mieć najwyższe wymagania. Nikt nie chce siedzieć w samolocie, który zderzy się z ptakiem. Raport tych kwestii nie wyjaśniał w wystarczającym stopniu - ucina Monika Jakubiak, rzecznik generalnej dyrekcji.

- O jakich spiskach by pan Chocian nie opowiadał, prawda jest taka że jego raport składa się głównie z wad - ocenia dr Przemysław Chylarecki, ornitolog Polskiej Akademii Nauk i Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. - Owszem, zawiera ocenę oddziaływania na obszary Natura 2000, tyle że ona niczego nie ocenia. Zresztą - pytania jakie Ekoton zadawał RDOŚ podczas sporządzania tego raportu świadczą o totalnym niezrozumieniu istoty problemu. Pytano np. o to, jak wysoko nad ziemię ów obszar sięga. A przecież ustanawia się go dla ochrony siedlisk i gatunków a nie samego terenu. Albo wśród zwierząt łownych wymieniano chronionego od ponad 20 lat rysia. Co najważniejsze - ten raport nie zajmuje się kwestiami potencjalnych kolizji z ptakami. A to w przy lokalizacji znajdującej się między rozlewiskami Narwi a Biebrzy pytanie fundamentalne.

Ekolog przytacza też anegdotę - podczas precyzowania zakresu raportu Ekoton powoływał się na opracowanie Komisji Europejskiej autorstwa niejakiego O'Briena z wytycznymi dla sporządzania raportu.

- Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Komisja wydała tylko dwa takie przewodniki, jeden na polski tłumaczyłem ja, drugi mój kolega. Po jakimś czasie doszliśmy do tego, że Michael O'Brien jest autorem fotografii na okładce jednego z nich - dodaje Chylarecki.

Stanowiskiem Ekotonu zaskoczony jest natomiast urząd marszałkowski.

- Jak do tej pory nie znaleźli czasu, by z nami porozmawiać. Mają natomiast czas, by opowiadać takie bzdury w mediach - nie kryje irytacji Wiesław Kamieński, szef departamentu rozwoju regionalnego urzędu marszałkowskiego.

Na pytanie o materiały nt. fałszerstw ekologów mówi krótko - kabaret. Podobnie odnosi się do kwestii zmiany tytułów recenzji. - Czego to niby ma dowodzić? To ten sam dokument, tak samo krytyczny wobec tego, co Ekoton i Arup przygotowały. Prawda jest taka, że nie mamy szans na budowę lotniska w tej perspektywie budżetowej dlatego, że konsorcjum schrzaniło dokumentację. Albo zrobią nową, albo niech oddają pieniądze. A co do niechęci wobec badania Kowalowców - jakiś czas temu w protokole przyjmowali takie rozwiązanie. Nie rozumiem więc, co się w tej kwestii zmieniło - podsumowuje Kamieński.

Wiele więc wskazuje na to, że kwestia tego kto zrobi raport, bez którego nie ma mowy o budowie lotniska, rozstrzygnie się przed sądem. Tyle że najpierw należałoby sobie uczciwie, bez ulegania zbiorowej histerii, odpowiedzieć na pytanie, czy województwo podlaskie potrzebuje portu lotniczego tej wielkości, oraz czy będzie miało go za co utrzymać. Ale tego ani rządzący regionem ani opozycja nie zrobią. Znacznie łatwiej jest schlebiać wyznawcom podlaskiej megalomanii, tym którzy wciąż wierzą w żabki i kwiatki spychające nasz region do skansenu, i tym dla których lotnisko to coś na kształt magicznej różdżki albo "stoliczku nakryj się".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów