Miasto po raz pierwszy policzyło kasztanowce
29.07.2011
, aktualizacja: 29.07.2011 20:27
Zliczono te, które rosną w białostockich parkach i skwerach - jest ich 316. Była też okazja, by ocenić ich kondycję. Zaskoczeniem nie jest, że gros z nich choruje - to wina szkodnika.
ZOBACZ TAKŻE
- Rzeźba św. Jana Nepomucena wraca do Białegostoku (01-08-11, 12:47)
- Murawy z Haciek bezpieczne tylko na papierze. [WIDEO] (01-08-11, 21:09)
- Liczenie strat po wichurze. Pierwsze wnioski o zapomogi (26-07-11, 20:00)
- Segregacja śmieci? Koniecznie, tylko z głową (25-07-11, 16:50)
SERWISY
Inwentaryzację tych drzew przeprowadził departament ochrony środowiska w Białymstoku w ramach "Programu ochrony kasztanowców", który od tego roku realizowany jest w mieście. Główne jego założenie to ocena kondycji drzew oraz ochrona ich przed szkodnikiem szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem. A ten doprowadza do widocznego już brązowienia i usychania liści oraz stopniowego obumierania drzew.
Takiej inwentaryzacji - zliczania i oglądania drzew - wcześniej w mieście nie było. Do statystyk wprowadzono kasztanowce, które rosną na terenie parków i skwerów. W sumie doliczono się tam 316 sztuk. Jak podaje Andrzej Karolski, dyrektor miejskiego departamentu ochrony środowiska, najwięcej rośnie ich w parku Antoniuk - 108 kasztanowców, na Plantach - 42 (do tego doliczyć można jeszcze trzy drzewa rosnące na bulwarach im. Kościałkowskiego) i parku Starym - 39 sztuk.
Kasztanowce podczas spaceru można też spotkać w parku Lubomirskich w Dojlidach (13 drzew), parku Centralnym (27), parku im. Dziekońskiej (13).
Jeżeli chodzi o miejskie skwery, to najwięcej kasztanowców rośnie na skwerze Armii Krajowej (20) i przy ulicy Żabiej (18). Co do kondycji drzew, to niektóre mają się nieźle. Ale wiele z nich niestety choruje - z powodu trudnego do zwalczenia szkodnika, wspomnianego szrotówka kasztanowcowiaczka. W ramach "Programu ochrony kasztanowców" po raz pierwszy na części drzew zamontowano pułapki feromonowe. W sumie jest ich 105, m.in. na drzewach rosnących na Plantach, w parku Starym czy skwerze Armii Krajowej.
- Ta metoda ma dwa podstawowe cele: obniżanie liczebności szkodnika poprzez wyłapywanie samców motyli. Oraz monitorowanie populacji szkodnika, co pozwala też na wskazanie, gdzie populacja jest najliczniejsza - wyjaśnia dyrektor Karolski.
W poprzednich latach nie było takich pułapek, zamiast nich pnie drzew oklejano specjalną taśmą, do której (niczym muchy do lepu) przyklejały się szkodniki.
Pułapki feromonowe zostały powieszone w maju przed wylotem pierwszego pokolenia motyli. W czerwcu zostały przemieszczone w obrębie korony drzew wraz z uzupełnieniem feromonu. Zliczanie drzew było okazją do ocenienia, jak te pułapki działają. Z obserwacji pracowników departamentu wynika, że metoda ta jest bardzo skuteczna.
To nie zmienia faktu, że równolegle dokonuje się innego skutecznego, a jakże prostego "zabiegu" - czyli wygrabiania i niszczenia liści kasztanowców. Bo to w nich żerują larwy i zimują poczwarki szkodnika.
- Jest to metoda prosta, tania i jeśli stosowana systematycznie - skuteczna - dodaje Karolski.
Elementem walki ze szkodnikiem są też rozwieszone w parkach budki lęgowe dla sikor - naturalnego wroga szrotówka. W sumie parkach i skwerach wisi ich 155 sztuk.
Bałkański szkodnik
Szrotówek kasztanowcowiaczek (po łacinie zwany Cameraria ohridella) to stworzenie wyjątkowo tajemnicze. Niewielkiego biało-brązowego motyla, którego larwy żywią się liśćmi kasztanowców, odkryto w 1985 r. nad Jeziorem Ohrydzkim, na granicy Albanii i Macedonii. Od tamtej pory owadowi udało się opanować większą część Europy i południową Anglię. W Polsce po raz pierwszy szrotówka zaobserwowano w 1998 r. na południu kraju, gdzie przywędrował prawdopodobnie z Czech. Wszystko wskazuje na to, że na większe odległości motyl migruje dzięki człowiekowi, przemieszczając się z transportem samochodowym. Świadczy o tym chociażby to, że na nowym obszarze występowania najpierw atakuje drzewa rosnące przy ruchliwych, tranzytowych drogach. Chociaż owada odkryto raptem 25 lat temu, sposób, w jaki związany jest on z kasztanowcami, może zdaniem naukowców wskazywać na to, że tak jak i same kasztanowce, szrotówek jest reliktem z epoki geologicznej trzeciorzędu. Dlaczego jednak pojawił się dopiero teraz i czym spowodowana jest jego gwałtowna ekspansja - na te pytania badacze odpowiedzi jeszcze nie znaleźli.
Szrotówek nie doprowadza bezpośrednio do usychania drzewa. Właściwie do dnia dzisiejszego udokumentowano dosłownie kilka przypadków, w których śmierć kasztanowca można bezpośrednio przypisać larwom motyla. Jednak sposób, w jaki żerują one na liściach kasztanowców, bardzo je osłabia i czyni podatnymi na inne zagrożenia. Co roku szrotówek wyprowadza trzy do czterech pokoleń. Pierwsze wykluwa się w kwietniu, z larw, które przezimowały w pozostawionych na ziemi opadniętych liściach. Dlatego tak ważne jest, by jesienią liście kasztanowców grabić i palić. Każde kolejne pokolenie składa jaja w zdrowych liściach. Tzw. miny - brązowe plamy, w których wykluwa się i żeruje larwa, stopniowo obejmują coraz większą część liścia doprowadzając do jego usychania. Osłabione w ten sposób drzewo często jesienią ponownie kwitnie, co osłabia je jeszcze bardziej.
Takiej inwentaryzacji - zliczania i oglądania drzew - wcześniej w mieście nie było. Do statystyk wprowadzono kasztanowce, które rosną na terenie parków i skwerów. W sumie doliczono się tam 316 sztuk. Jak podaje Andrzej Karolski, dyrektor miejskiego departamentu ochrony środowiska, najwięcej rośnie ich w parku Antoniuk - 108 kasztanowców, na Plantach - 42 (do tego doliczyć można jeszcze trzy drzewa rosnące na bulwarach im. Kościałkowskiego) i parku Starym - 39 sztuk.
Kasztanowce podczas spaceru można też spotkać w parku Lubomirskich w Dojlidach (13 drzew), parku Centralnym (27), parku im. Dziekońskiej (13).
Jeżeli chodzi o miejskie skwery, to najwięcej kasztanowców rośnie na skwerze Armii Krajowej (20) i przy ulicy Żabiej (18). Co do kondycji drzew, to niektóre mają się nieźle. Ale wiele z nich niestety choruje - z powodu trudnego do zwalczenia szkodnika, wspomnianego szrotówka kasztanowcowiaczka. W ramach "Programu ochrony kasztanowców" po raz pierwszy na części drzew zamontowano pułapki feromonowe. W sumie jest ich 105, m.in. na drzewach rosnących na Plantach, w parku Starym czy skwerze Armii Krajowej.
- Ta metoda ma dwa podstawowe cele: obniżanie liczebności szkodnika poprzez wyłapywanie samców motyli. Oraz monitorowanie populacji szkodnika, co pozwala też na wskazanie, gdzie populacja jest najliczniejsza - wyjaśnia dyrektor Karolski.
W poprzednich latach nie było takich pułapek, zamiast nich pnie drzew oklejano specjalną taśmą, do której (niczym muchy do lepu) przyklejały się szkodniki.
Pułapki feromonowe zostały powieszone w maju przed wylotem pierwszego pokolenia motyli. W czerwcu zostały przemieszczone w obrębie korony drzew wraz z uzupełnieniem feromonu. Zliczanie drzew było okazją do ocenienia, jak te pułapki działają. Z obserwacji pracowników departamentu wynika, że metoda ta jest bardzo skuteczna.
To nie zmienia faktu, że równolegle dokonuje się innego skutecznego, a jakże prostego "zabiegu" - czyli wygrabiania i niszczenia liści kasztanowców. Bo to w nich żerują larwy i zimują poczwarki szkodnika.
- Jest to metoda prosta, tania i jeśli stosowana systematycznie - skuteczna - dodaje Karolski.
Elementem walki ze szkodnikiem są też rozwieszone w parkach budki lęgowe dla sikor - naturalnego wroga szrotówka. W sumie parkach i skwerach wisi ich 155 sztuk.
Bałkański szkodnik
Szrotówek kasztanowcowiaczek (po łacinie zwany Cameraria ohridella) to stworzenie wyjątkowo tajemnicze. Niewielkiego biało-brązowego motyla, którego larwy żywią się liśćmi kasztanowców, odkryto w 1985 r. nad Jeziorem Ohrydzkim, na granicy Albanii i Macedonii. Od tamtej pory owadowi udało się opanować większą część Europy i południową Anglię. W Polsce po raz pierwszy szrotówka zaobserwowano w 1998 r. na południu kraju, gdzie przywędrował prawdopodobnie z Czech. Wszystko wskazuje na to, że na większe odległości motyl migruje dzięki człowiekowi, przemieszczając się z transportem samochodowym. Świadczy o tym chociażby to, że na nowym obszarze występowania najpierw atakuje drzewa rosnące przy ruchliwych, tranzytowych drogach. Chociaż owada odkryto raptem 25 lat temu, sposób, w jaki związany jest on z kasztanowcami, może zdaniem naukowców wskazywać na to, że tak jak i same kasztanowce, szrotówek jest reliktem z epoki geologicznej trzeciorzędu. Dlaczego jednak pojawił się dopiero teraz i czym spowodowana jest jego gwałtowna ekspansja - na te pytania badacze odpowiedzi jeszcze nie znaleźli.
Szrotówek nie doprowadza bezpośrednio do usychania drzewa. Właściwie do dnia dzisiejszego udokumentowano dosłownie kilka przypadków, w których śmierć kasztanowca można bezpośrednio przypisać larwom motyla. Jednak sposób, w jaki żerują one na liściach kasztanowców, bardzo je osłabia i czyni podatnymi na inne zagrożenia. Co roku szrotówek wyprowadza trzy do czterech pokoleń. Pierwsze wykluwa się w kwietniu, z larw, które przezimowały w pozostawionych na ziemi opadniętych liściach. Dlatego tak ważne jest, by jesienią liście kasztanowców grabić i palić. Każde kolejne pokolenie składa jaja w zdrowych liściach. Tzw. miny - brązowe plamy, w których wykluwa się i żeruje larwa, stopniowo obejmują coraz większą część liścia doprowadzając do jego usychania. Osłabione w ten sposób drzewo często jesienią ponownie kwitnie, co osłabia je jeszcze bardziej.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy




więcej zdjęć