Murawy z Haciek bezpieczne tylko na papierze. [WIDEO]
01.08.2011
, aktualizacja: 18.08.2011 20:10
Miłośnicy przyrody alarmują, że teoretycznie najlepiej chroniony obszar Natura 2000 w Podlaskim - murawy kserotermiczne w Haćkach koło Bielska - jest dewastowany konsekwentnie, od lat i przy całkowitej bierności różnych urzędów
ZOBACZ TAKŻE
- Most wisi nad Narwią (WIDEO) (20-09-11, 22:00)
- Akcja informacyjna o obszarach Natura 2000. Podlaskie (04-08-11, 14:31)
- Miasto po raz pierwszy policzyło kasztanowce (29-07-11, 20:27)
- Mały ryś zostanie reproduktorem. Mama nie znalazła się (18-07-11, 19:23)
- Ostatni gwizdek dla krajobrazu (18-07-11, 11:06)
SERWISY
Dziki, ukwiecony kawałek łąki kończy się nagle jak nożem uciął. Tam, gdzie przejechała ciężka kosiarka, po barwnych ostach nie ma ani śladu. Z rzadkiej trawy i liści mlecza co chwila prześwituje goła ziemia. Kilkadziesiąt metrów dalej, tam, gdzie podłużny kemowy pagórek przecina polna droga, jest już tylko goła ziemia. A właściwie drobniuteńki, jasnożółty piasek. Wygląda to tak, jakby ktoś, równając drogę, rozkopał niskie skarpy kemu.
To północna część liczącego nieco ponad 150 hektarów obszaru Natura 2000 "Murawy w Haćkach". Utworzono go w celu ochrony występujących tutaj, głównie na "wygolonym" po obrzeżach kemie, ciepłolubnych muraw. Na południu Europy takie rosnące na wapiennym podłożu dzikie i pełne kwiatów łąki to nic nadzwyczajnego, w tej części kontynentu to jednak unikat.
Kilka miesięcy temu Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku chwaliła się Haćkami w całej Polsce. To właśnie dla tego obszaru Natura 2000, za niecałe 30 tysięcy złotych, stworzono pierwszy w kraju plan zadań ochronnych - dokładny spis tego, co w danym miejscu robić można, a co jest zabronione. W dokumencie zapisano między innymi, że murawy można kosić najwyżej raz w roku, nie krócej niż na dziesięć centymetrów i takimi środkami technicznymi, które nie uszkodzą darni. Tegoroczny pokos zaś przeprowadzono na początku czerwca, ślady w postaci łysych placków widać jeszcze dzisiaj.
- Jeszcze w czerwcu sprawę zgłosiłem zarówno RDOŚ, jak i gminie. I co? I nic - irytuje się Jan Mordań z działającego w Haćkach Towarzystwa Haj.
To między innymi z inicjatywy towarzystwa utworzono tu Naturę 2000. Historia walki o murawy jest jednak znacznie dłuższa i sięga lat kilkudziesięciu. Zaangażowane w nią były liczne naukowe autorytety, m.in. nieżyjący już biolog profesor Janusz Faliński. O ochronę kompleksu w Haćkach zabiegali też archeolodzy - tutejsze kemy noszą ślady osadnictwa z głębokiej przeszłości. Pozostały zresztą one w lokalnych nazwach - największy z kemów, przypominający odwróconą donicę, miejscowi do dziś zwą Zamkiem.
Zgłoszenie Jana Mordania białostocki RDOŚ przyjął i sprawę, jak sam utrzymuje, na miejscu zbadał.
- Nie zaobserwowano negatywnych skutków koszenia w postaci zniszczonej runi roślinnej i pokrywy glebowej (za wyjątkiem niewielkiego powierzchniowo płatu łąki położonej w obniżeniu terenowym, gdzie widoczne były koleiny w podmokłym gruncie). Jednak zgodnie z zapisami planu zadań ochronnych, na tej części działki nie występują siedliska przyrodnicze będące przedmiotem ochrony - twierdzi dyrekcja. W wyjaśnieniu przesłanym do "Gazety" urzędnicy też od razu dodają, że chociaż Plan Zadań Ochronnych przyjęto jeszcze w maju, to w dzienniku urzędowym województwa ogłoszono go dopiero na początku czerwca. W życie wszedł dopiero dwa tygodnie później, więc w chwili, gdy murawy "golono", jego zapisy jeszcze nie obowiązywały.
Również Raisa Rajecka, wójt gminy Bielsk, która jest właścicielem części chronionych terenów, problemu nie widzi.
- Zalecenia RDOŚ w czerwcu przekazaliśmy dzierżawcy terenu - mówi wójt, dodając, że do tej pory nikt większych problemów wokół tematu ochrony muraw w Haćkach nie zgłaszał.
Obszerny stos urzędowej korespondencji z gminą, wojewodą, posłami i urzędami zajmującymi się ochroną środowiska, który zgromadził Jana Mordań, pokazuje, że problem jednak jest. I to nie od wczoraj.
- Do roku 1999 cały ten kem był kwiecistą łąką. Owszem - wcześniej też były kłopoty, np. lokalne nadleśnictwo część tych terenów chciało zalesić, ale ogólnie wszystko jakoś trwało. Potem teren wziął prywatny dzierżawca. Od tamtej pory jest tylko gorzej i gorzej. W 2008 roku doszło do tego, że część tych łąk zaorano. Interweniował Urząd Ochrony Zabytków, skończyło się to sprawą w sądzie, sprawcę ukarano symboliczną grzywną. W tym samym roku przez sam środek obszaru pociągnięto nową linię elektryczną - wylicza Jan Mordań, który stracił nadzieję, że odpowiednie organy uratują unikatowy przyrodniczo obszar.
- To przykład na to, że w naszym kraju rządzą krasnoludki. Jak widać, urzędnicy nie mogą zrobić nic - podsumowuje, zapowiadając, że jeśli będzie trzeba, o murawy z Haciek walczyć będzie nawet w Brukseli.
To północna część liczącego nieco ponad 150 hektarów obszaru Natura 2000 "Murawy w Haćkach". Utworzono go w celu ochrony występujących tutaj, głównie na "wygolonym" po obrzeżach kemie, ciepłolubnych muraw. Na południu Europy takie rosnące na wapiennym podłożu dzikie i pełne kwiatów łąki to nic nadzwyczajnego, w tej części kontynentu to jednak unikat.
Kilka miesięcy temu Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku chwaliła się Haćkami w całej Polsce. To właśnie dla tego obszaru Natura 2000, za niecałe 30 tysięcy złotych, stworzono pierwszy w kraju plan zadań ochronnych - dokładny spis tego, co w danym miejscu robić można, a co jest zabronione. W dokumencie zapisano między innymi, że murawy można kosić najwyżej raz w roku, nie krócej niż na dziesięć centymetrów i takimi środkami technicznymi, które nie uszkodzą darni. Tegoroczny pokos zaś przeprowadzono na początku czerwca, ślady w postaci łysych placków widać jeszcze dzisiaj.
- Jeszcze w czerwcu sprawę zgłosiłem zarówno RDOŚ, jak i gminie. I co? I nic - irytuje się Jan Mordań z działającego w Haćkach Towarzystwa Haj.
To między innymi z inicjatywy towarzystwa utworzono tu Naturę 2000. Historia walki o murawy jest jednak znacznie dłuższa i sięga lat kilkudziesięciu. Zaangażowane w nią były liczne naukowe autorytety, m.in. nieżyjący już biolog profesor Janusz Faliński. O ochronę kompleksu w Haćkach zabiegali też archeolodzy - tutejsze kemy noszą ślady osadnictwa z głębokiej przeszłości. Pozostały zresztą one w lokalnych nazwach - największy z kemów, przypominający odwróconą donicę, miejscowi do dziś zwą Zamkiem.
Zgłoszenie Jana Mordania białostocki RDOŚ przyjął i sprawę, jak sam utrzymuje, na miejscu zbadał.
- Nie zaobserwowano negatywnych skutków koszenia w postaci zniszczonej runi roślinnej i pokrywy glebowej (za wyjątkiem niewielkiego powierzchniowo płatu łąki położonej w obniżeniu terenowym, gdzie widoczne były koleiny w podmokłym gruncie). Jednak zgodnie z zapisami planu zadań ochronnych, na tej części działki nie występują siedliska przyrodnicze będące przedmiotem ochrony - twierdzi dyrekcja. W wyjaśnieniu przesłanym do "Gazety" urzędnicy też od razu dodają, że chociaż Plan Zadań Ochronnych przyjęto jeszcze w maju, to w dzienniku urzędowym województwa ogłoszono go dopiero na początku czerwca. W życie wszedł dopiero dwa tygodnie później, więc w chwili, gdy murawy "golono", jego zapisy jeszcze nie obowiązywały.
Również Raisa Rajecka, wójt gminy Bielsk, która jest właścicielem części chronionych terenów, problemu nie widzi.
- Zalecenia RDOŚ w czerwcu przekazaliśmy dzierżawcy terenu - mówi wójt, dodając, że do tej pory nikt większych problemów wokół tematu ochrony muraw w Haćkach nie zgłaszał.
Obszerny stos urzędowej korespondencji z gminą, wojewodą, posłami i urzędami zajmującymi się ochroną środowiska, który zgromadził Jana Mordań, pokazuje, że problem jednak jest. I to nie od wczoraj.
- Do roku 1999 cały ten kem był kwiecistą łąką. Owszem - wcześniej też były kłopoty, np. lokalne nadleśnictwo część tych terenów chciało zalesić, ale ogólnie wszystko jakoś trwało. Potem teren wziął prywatny dzierżawca. Od tamtej pory jest tylko gorzej i gorzej. W 2008 roku doszło do tego, że część tych łąk zaorano. Interweniował Urząd Ochrony Zabytków, skończyło się to sprawą w sądzie, sprawcę ukarano symboliczną grzywną. W tym samym roku przez sam środek obszaru pociągnięto nową linię elektryczną - wylicza Jan Mordań, który stracił nadzieję, że odpowiednie organy uratują unikatowy przyrodniczo obszar.
- To przykład na to, że w naszym kraju rządzą krasnoludki. Jak widać, urzędnicy nie mogą zrobić nic - podsumowuje, zapowiadając, że jeśli będzie trzeba, o murawy z Haciek walczyć będzie nawet w Brukseli.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
31 głosów
-
Murawy z Haciek bezpieczne tylko na papierze. P...
mateusz.malinowski
02.08.11, 08:42
A tutaj mapa (duży rozmiar schowany, ale dostępny) LINK»
-
Murawy z Haciek bezpieczne tylko na papierze. [...
andrzpaw85
03.08.11, 09:20
Oj Panie redaktorze. Film obrazuje: "Z rzadkiej trawy i liści mlecza co chwila prześwituje goła ziemia" :) Trochę nijak się ma ten film do treści artykułu i rzeczywistego obrazu muraw »




