Quo vadis Białystok?

Joanna Klimowicz
26.05.2009 , aktualizacja: 27.05.2009 13:27
A A A Drukuj
Białostoczan najbardziej boli hekatomba zieleni, betonowa pustynia na Rynku Kościuszki i burzenie historycznych budynków. Nurtuje ich pytanie: - Co z naszym miastem zrobi magistrat?
Białystok
Fot. materiały Urzędu Miejskiego
Białystok
Debatę o jakości i przemianach przestrzeni miejskiej zorganizował wczoraj na wydziale historyczno-socjologicznym Instytut Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku oraz Klub Krytyki Politycznej. Z założenia miała być ona starciem "decydentów z dysydentami". Stanowiska władzy bronił wiceprezydent Adam Poliński i dyrektor departamentu urbanistyki Piotr Firsowicz. W role dysydentów wcielili się prof. Małgorzata Kowalska z UwB, dziennikarz społecznik Wojciech Koronkiewicz oraz Andrzej Kłopotowski, dziennikarz naszej "Gazety". Nikt nikomu nie naubliżał, nikt nikogo nie internował. Padły za to istotne dla białostoczan pytania.

Śmierć komunistycznym drzewom

Studentów i dysydentów najbardziej bulwersuje "hekatomba zieleni", jak ujęła to prof. Kowalska. Beztroskie wycinki drzew i krzewów na Rynku Kościuszki, wokół kościoła św. Rocha i na osiedlach nie mieszczą się w głowach białostoczan. Mimo że decyzja odnośnie "ogolenia" wzgórza pod kościołem nie zapadała w magistracie, wiceprezydent Poliński ostrożnie bronił odpowiedzialnego za nie konserwatora zabytków, dowodząc, że rozsiewanie się drzew i krzewów było "procesem niekontrolowanym". - Czy projektant Oskar Sosnowski tak to planował? - zastanawiał się.

Spekulacje uciął Andrzej Kłopotowski: - Czy Sosnowski widział wzgórze bardziej czy mniej zielonym, tego nie wiemy i nikt na to pytanie nie odpowie. Tym bardziej nie powinien czynić tego jednoosobowo konserwator.

Z kolei wycinkę na Rynku Kościuszki wiceprezydent tłumaczył chęcią powrotu do historycznego wyglądu placu - bez zieleni. Bo ta pojawiła się dopiero w latach 70. Zdaniem Polińskiego władze komunistyczne potraktowały w ten sam sposób (obsadzając roślinami) nie tylko białostocki, ale i rynki w Tykocinie czy Knyszynie po to, by prywatny handel w centrum miasta nikomu nie rzucał się w oczy. A obecne władze miasta chciały po prostu zerwać z PRL-owską tradycją. Na to stwierdzenie Koronkiewicz zareagował ironią: - Okazuje się, że eliminując zieleń, zrywamy z tradycją PRL-u. Śmierć komunistycznym drzewom!

Poliński nie stracił zimnej krwi. Obiecał mieszkańcom bulwary nad Białą, które "dojrzewają"... na desce kreślarskiej.

Dla kogo ten rynek? Dla prezydenta?

Usłyszeliśmy wczoraj, że magistrat chciał, by na Rynku Kościuszki "pieszy był panem przestrzeni", i wymieniając nawierzchnię teraz z drugiej strony Ratusza konsekwentnie realizuje ten plan. Oponenci podkreślają jednak, że trudno być panem pustej betonowej przestrzeni. I ta niekonsekwencja, wybiórcze traktowanie historii... - Sienkiewicza historycznie nie łączyła się z obecną ulicą Legionową. Dlaczego wycięto drzewa, a z tym nic nie zrobiono? - dopytywał się Koronkiewicz.

Prof. Kowalska studziła emocje, przekonując, że pod kątem estetyki już nawet przyzwyczaiła się do nowego wyglądu placu. Jednak nie estetyka jest dla niej najważniejsza. Nie da się jej oddzielić od historycznego sensu i publicznej użyteczności. - Czemu ten rynek ma służyć? - pytała. - Koncertom raz na jakiś czas? Czy piciu piwa? Bo jeśli argumentem na wycięcie zieleni była nadwyżka spożycia piwa na skwerku, to ten argument pada, bo teraz pije się go o wiele więcej - w okolicznych kawiarniach.

Poliński odpierał: - Przecież prezydent nie zadekretuje, co ma się dziać na rynku. Na to pytanie odpowiedzą sami białostoczanie, przez kolejne lata. Nie łudźmy się, że prezydent będzie swoją osobą i pomysłami zapełniał plac.

Dodał, że pole działania magistratu w zakresie kształtowania tej przestrzeni zawęża się do kreowania polityki lokalowej (w odniesieniu do lokali będących własnością gminy). Dlatego pozbył się on np. sklepu z tkaninami, który był mu solą w oku, a w przetargu wpuścił na to miejsce kawiarenkę prasową Ruchu.

Decyzje zapadają poza nami

Zarzutów do władz miasta było więcej. Zakusy burzenia zabytkowych budynków czy ulic, powstrzymywane tylko przez prasę. Albo źle pomyślana trasa kopernikańska, która nie dość że przecięła Las Zwierzyniecki, to jeszcze ma zaprojektowany absurdalnie szeroki pas zieleni pomiędzy jezdniami oraz szerokie alejki spacerowe. - Po co? Żeby ludzie spacerowali wzdłuż trasy? Przecież nie o to chodzi - krytykował Andrzej Kłopotowski.

Komercyjne osiedla mieszkaniowe - choć na szczęście bardziej różnorodne niż przed 1989 rokiem - budowane przez deweloperów nie podobają się z kolei dyrektorowi Firsowiczowi. - Buduje się okno w okno, brakuje zieleni - argumentował.

- A przecież skwery na osiedlach można wpisywać w plany zagospodarowania przestrzennego. Natomiast ich tworzenie kuleje w mieście - wypunktował Kłopotowski.

Padło też pytanie, jaki jest wpływ mieszkańców na decyzje magistratu. Otóż można zgłaszać swoje uwagi do planów zagospodarowania przestrzennego, ale najczęściej są to pytania w stylu: Czy mogę zbudować obiekt handlowy na mojej działce?

- Mieszkańcy nie mają żadnego wpływu - skwitował Koronkiewicz. Przytoczył przykład podpisów, które sam zbierał przeciwko wycince na rynku. Kłopotowski dodał: - Parafianie zbierali podpisy przeciwko wycince drzew wokół kościoła św. Rocha, architekci, urbaniści i historycy - przeciwko budowie muzeum archidiecezjalnego w takiej formie, w jakiej jest planowana, pojawiły się też głosy sprzeciwu wobec wyburzenia Branickiego 3/5 i rozebrania kamienicy przy ul. Warszawskiej 15. Jaki był efekt - widać...

Przestrzeń miejska

Operacja Centrum

Taki kryptonim mogłyby przyjąć zmiany, jakich miejscy planiści chcieliby dokonać w ścisłym centrum Białegostoku.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest chęć uzupełnienia istniejącej już zabudowy. Proponowane plomby mają uzupełniać pierzeje wzdłuż ulic już istniejących, jak również wzdłuż zupełnie nowych przebić. Planiści wynaleźli w ścisłym centrum miejsca, przez które mogliby jeszcze poprowadzić ulice. Przykłady? Białówny, która dochodzi aż do placu Niepodległości czy św. Mikołaja, która kończy się w rejonie skrzyżowania Krakowskiej z Brukową. Domknięty miałby zostać również narożnik al. Bluesa i ul. Legionowej. Ten, gdzie dziś szpeci namiot kina Polana. Innym domknięciem jest zaplecze ul. Kilińskiego. Niezbyt urodziwe podwórka od strony pałacu Branickich miałaby zasłonić nowa pierzeja. Zagospodarowane powinny zostać również podwórka za hotelem Cristal i domem handlowym Nowy.

O dziwo planiści oszczędzili to, co w centrum pamięta czasy przedwojenne. Zachowali starą szkołę żydowską schowaną na zapleczu pałacyku Nowików. Myślą o jej wyeksponowaniu na nowym szlaku spacerowym, przechodzącym płynnie z Waryńskiego do Kalinowskiego.

Sporo czasu urbaniści poświecili okolicom Rynku Siennego. Pytanie było następujące. Rozjechać go spychaczami, ocalić, czy może spróbować połączyć tu stare z nowym. Jedno jest pewne. Ulicę Młynową przebudują w taki sposób, by nie naruszyć przedwojennej zabudowy. Pojawia się jeszcze jedno zasadnicze pytanie. Co dalej z ul. Lipową? Czy i w jakiej formie utrzymać na niej ruch. Istotnym zagadnieniem jest też rozwiązanie komunikacji na pl. Niepodległości. Niewykluczone, że ogłoszony zostanie konkurs. Prace nad planem powinny zakończyć się w 2010 r. Wtedy też jego ostateczna wersja trafi na sesję rady miejskiej.

Czy Białystok staje się bardziej przyjazny mieszkańcom? Piszcie do nas. Czy podobają się Wam zmiany z ostatnich lat





Podziel się

  • 66 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Quo vadis Białystok? m.bohdanowicz 27.05.09, 07:59

    Nie wiem, kim ty jesteś Poliński, ale durnoty ci w głowie.»

  • Quo vadis Białystok? iwonka50 28.05.09, 14:52

    Na Rynku Kościuszki w słoneczne dni latem i wiosną nie da się wytrzymać. Grzejejak patelnia. Ludzie będą uciekać na Planty, do parku Branickich a plac będzie"służył" kilka razy w roku »

  • Quo vadis Białystok? inks 05.06.09, 00:56

    A ja to bym chciał, żeby w każdą niedzielę na tym granitodromie obok ratusza można było kupić ser z Korycina, bukwicę, ducha puszczy w zielonej butelce(koniecznie zatkanej korkiem). To do »