Na przygotowane do wywózki pnie co najmniej czterech dębów natrafili wczoraj ekolodzy prowadzący w lesie badania. Kłody leżały przy drodze dzielącej 271. i 272. oddział, nieopodal rezerwatu Lipiny - jedynego w puszczy miejsca powołanego do ochrony dębu bezszypułkowego. Stąd do centrum Hajnówki są najwyżej trzy kilometry.
- Trudno ocenić dokładną liczbę drzew, z jakich pochodzą te kłody. Ale jedna z nich może, według naszej oceny, pochodzić z drzewa w wieku ok. 200 lat. Pozostałe - ponadstuletnich. To oznacza, że nie wolno ich było wyciąć - Adam Bohdan z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot przypomina o moratorium na wyrąb ponadwiekowych drzew, jakie obowiązuje w Puszczy Białowieskiej od kilkunastu lat.
Ekolodzy próbowali zlokalizować w najbliższej okolicy składowanych kłód karcze po wyciętych drzewach. Jednak poza jednym, pochodzącym z wiatrołomu, nic nie znaleźli.
- To nic nie zmienia. Ponadstuletnie wiatrołomy powinny pozostawać w lesie, by zwiększać ilość martwego drewna w ekosystemie. To jego bardzo istotny składnik - uważa Bohdan.
Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się Marek Taradejna, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. To właśnie tej dyrekcji podlega nadleśnictwo
Hajnówka, z terenu którego pochodzą dęby.
- Owszem, nie wolno nam wycinać drzew w wieku powyżej stu lat. Nie wiem dokładnie, w jakim wieku były te dęby, chociaż nie mogę wykluczyć, że rzeczywiście część z nich miała ponad wiek. Ale nikt tych drzew nie wyciął. To były wiatrołomy i złomy po ostatnich wichurach, jakie przeszły nad puszczą. Chodzi o dość uczęszczaną część lasu, trzeba było je zabrać chociażby ze względów bezpieczeństwa - przekonuje rzecznik. Podkreśla, że dęby nie pochodziły z rezerwatu, a zwykłego lasu gospodarczego.
Zdaniem Pawła Pawlaczyka, wiceprzewodniczącego Państwowej Rady Ochrony Przyrody - organu doradzającego ministrowi środowiska - z prawnego punktu widzenia leśnicy mogą mieć rację.
- Przepisy, czy lokalne plany urządzania lasu odnoszą się do drzew stojących. Gdy jakieś pada, np. z powodu wiatru, przy takiej interpretacji prawa może być tej ochrony pozbawione. Wyjątkiem są pomniki przyrody, których nie wolno usuwać nawet po powaleniu - analizuje Pawlaczyk. Od razu jednak dodaje: - Prawo to jedno, a zdrowy rozsądek, czy reguły ochrony przyrody to zupełnie co innego. Z takiego punktu widzenia usuwanie ponad stuletnich wiatrołomów z lasów Puszczy Białowieskiej jest jednoznacznie szkodliwe.
Tak jak ekolodzy uważa, że dęby powinny pozostać na miejscu do naturalnego rozłożenia.
- W lasach gospodarczych Puszczy Białowieskiej ilość martwego drewna jest zbyt mała. To niezgodne z regułami ochrony obszarów Natura 2000. A taką ochroną objęta jest cała
puszcza. To również na pewno sprzeczne z duchem certyfikatu FSC, jaki ostatnio po kilkunastomiesięcznej przerwie otrzymała znów białostocka dyrekcja Lasów Państwowych - mówi doradca ministra środowiska.
Chodzi o certyfikat potwierdzający, że sprzedawane drewno pochodzi z lasów uprawianych zgodnie z regułami ochrony przyrody. Bez niego trudno je sprzedać w uczulonych na te kwestie krajach Zachodniej Europy. Dokument zawieszono po protestach ekologów prawie dwa lata temu. Spór toczył się m.in. o wycinki świerków w rezerwatach Puszczy Białowieskiej. Według leśników - niezbędne, według przyrodników i ekologów - pozbawione jakiegokolwiek sensu. Certyfikat odwieszono na początku tego lata. Leśnicy wciąż jednak czekają na audyt, który rozstrzygnie, czy zatrzymają go na najbliższych pięć lat.