Bandycka debata o przyrodzie
22.08.2010
, aktualizacja: 22.08.2010 21:06
Kolejny atak na pracującego w Puszczy Białowieskiej ekologa. Tym razem nieznani sprawcy zdewastowali samochód działacza Pracowni na rzecz Wszystkich Istot
ZOBACZ TAKŻE
- Puszcza mniej wycięta. Przynajmniej przez miesiąc (13-08-10, 23:00)
SERWISY
Do zdarzenia doszło w czwartek w osadzie Zwierzyniec, kilka kilometrów na północny zachód od Białowieży. Adam Bohdan, który od kilku miesięcy prowadzi na terenie puszczy badania inwentaryzujące stanowiska chronionych gatunków, umówił się z dziennikarzami realizowanego dla TVP programu "Prosto z lasu".
- Około dziewiątej zostawiłem samochód na parkingu przy drodze wojewódzkiej. Dalej pojechałem z ekipą telewizyjną. Gdy po trzech godzinach wróciliśmy z lasu, miałem przebite dwie opony i porysowany bok. Musiałem kupić nowe opony, czeka mnie jeszcze wizyta u lakiernika - opowiada Bohdan.
Nie jest specjalnie zaskoczony tym faktem. Na początku maja, kilka kilometrów od Zwierzyńca napadł na niego pracownik Zakładu Usług Leśnych, pracujący dla Nadleśnictwa Hajnówka. W środku lasu zajechał Bohdanowi (który pokazywał tereny badań współfinansującym je norweskim naukowcom) drogę. Wulgarnie zapowiedział, że gdy spotka ekologa samego, utopi go w bagnie. Powód - praca na rzecz ochrony Puszczy Białowieskiej. Bohdanowi udało się nagrać groźby robotnika i poszedł z nimi na policję.
- To były groźby karalne. Ich spełnienie zaś, biorąc pod uwagę, że pracuję w lesie, często sam, było jak najbardziej realne - uważa.
Policja na początku czerwca odmówiła wszczęcia dochodzenia.
- Ci panowie w programie telewizyjnym podali sobie ręce. Uznaliśmy, że te groźby to był żart - przekonuje Adam Bondaruk z komendy powiatowej policji w Hajnówce.
- Program nie ma tu nic do rzeczy. Skargi nie wycofałem - ripostuje Adam Bohdan, który decyzję policjantów zaskarżył do sądu w Bielsku Podlaskim i czeka.
Nie wie, kto mu porysował samochód.
- Ale to wszystko układa się w jakąś całość - twierdzi. - Kilka tygodni temu kontrolowała mnie straż graniczna, w tym czasie mijał nas pojazd Zakładu Usług Leśnych. Jego pasażerowie obrzucili mnie obelgami i wymachiwali w moim kierunku pięściami. Według pograniczników to byli synowie tego człowieka, który napadł na nas w maju. Ale za rękę nikogo przy swoim samochodzie nie złapałem - mówi ekolog.
Dla policji ani wcześniejsze zdarzenia, ani przypuszczenia Bohdana nie stanowią podstawy do sprawdzenia tego konkretnego tropu.
- Musieliby być świadkowie dewastacji samochodu. Ale oczywiście będziemy prowadzić dochodzenie w kierunku wykrycia sprawców przestępstwa - zapowiada Bondaruk.
Całym zajściem oburzone jest Ministerstwo Środowiska, które nadzoruje Lasy Państwowe zarządzające czterema piątymi powierzchni Puszczy Białowieskiej.
- Minister zażąda od miejscowego nadleśniczego wyjaśnienia sprawy, niezależnie od doniesienia do organów ścigania, które złoży zapewne poszkodowany - informuje Magdalena Sikorska, rzecznik ministra środowiska Andrzeja Kraszewskiego.
Siłowe zachowania przeciwników ochrony przyrody mają w Puszczy Białowieskiej długą tradycję. Podczas poszerzania Białowieskiego Parku Narodowego w 1996 r. w lokalnych publikacjach pojawił się szereg anonimowych gróźb. Ich autorzy zapowiadali, że po poszerzeniu parku "zatańczy czerwony kur". Niedługo potem nieznani sprawcy spalili leżący opodal wsi Masiewo hotel Głuszec. W roku 2000 w Białowieży, znów nieznani sprawcy, obrzucili ministra środowiska jajkami. W 2005 r. ówczesna wójt Białowieży na spotkaniu z przedstawicielami organizacji pozarządowych zapowiedziała, że jeśli ci nie przestaną zabiegać o ochronę puszczy, ta spłonie. Dwa lata później najpierw wybito szyby w domu mieszkającego w jednej z puszczańskich wiosek dziennikarza "Gazety Wyborczej" Adama Wajraka, a później ciężko pobito jednego z jego sąsiadów i przyjaciół. Według sprawcy powodem pobicia była właśnie działalność Wajraka na rzecz ochrony przyrody.
- Około dziewiątej zostawiłem samochód na parkingu przy drodze wojewódzkiej. Dalej pojechałem z ekipą telewizyjną. Gdy po trzech godzinach wróciliśmy z lasu, miałem przebite dwie opony i porysowany bok. Musiałem kupić nowe opony, czeka mnie jeszcze wizyta u lakiernika - opowiada Bohdan.
Nie jest specjalnie zaskoczony tym faktem. Na początku maja, kilka kilometrów od Zwierzyńca napadł na niego pracownik Zakładu Usług Leśnych, pracujący dla Nadleśnictwa Hajnówka. W środku lasu zajechał Bohdanowi (który pokazywał tereny badań współfinansującym je norweskim naukowcom) drogę. Wulgarnie zapowiedział, że gdy spotka ekologa samego, utopi go w bagnie. Powód - praca na rzecz ochrony Puszczy Białowieskiej. Bohdanowi udało się nagrać groźby robotnika i poszedł z nimi na policję.
- To były groźby karalne. Ich spełnienie zaś, biorąc pod uwagę, że pracuję w lesie, często sam, było jak najbardziej realne - uważa.
Policja na początku czerwca odmówiła wszczęcia dochodzenia.
- Ci panowie w programie telewizyjnym podali sobie ręce. Uznaliśmy, że te groźby to był żart - przekonuje Adam Bondaruk z komendy powiatowej policji w Hajnówce.
- Program nie ma tu nic do rzeczy. Skargi nie wycofałem - ripostuje Adam Bohdan, który decyzję policjantów zaskarżył do sądu w Bielsku Podlaskim i czeka.
Nie wie, kto mu porysował samochód.
- Ale to wszystko układa się w jakąś całość - twierdzi. - Kilka tygodni temu kontrolowała mnie straż graniczna, w tym czasie mijał nas pojazd Zakładu Usług Leśnych. Jego pasażerowie obrzucili mnie obelgami i wymachiwali w moim kierunku pięściami. Według pograniczników to byli synowie tego człowieka, który napadł na nas w maju. Ale za rękę nikogo przy swoim samochodzie nie złapałem - mówi ekolog.
Dla policji ani wcześniejsze zdarzenia, ani przypuszczenia Bohdana nie stanowią podstawy do sprawdzenia tego konkretnego tropu.
- Musieliby być świadkowie dewastacji samochodu. Ale oczywiście będziemy prowadzić dochodzenie w kierunku wykrycia sprawców przestępstwa - zapowiada Bondaruk.
Całym zajściem oburzone jest Ministerstwo Środowiska, które nadzoruje Lasy Państwowe zarządzające czterema piątymi powierzchni Puszczy Białowieskiej.
- Minister zażąda od miejscowego nadleśniczego wyjaśnienia sprawy, niezależnie od doniesienia do organów ścigania, które złoży zapewne poszkodowany - informuje Magdalena Sikorska, rzecznik ministra środowiska Andrzeja Kraszewskiego.
Siłowe zachowania przeciwników ochrony przyrody mają w Puszczy Białowieskiej długą tradycję. Podczas poszerzania Białowieskiego Parku Narodowego w 1996 r. w lokalnych publikacjach pojawił się szereg anonimowych gróźb. Ich autorzy zapowiadali, że po poszerzeniu parku "zatańczy czerwony kur". Niedługo potem nieznani sprawcy spalili leżący opodal wsi Masiewo hotel Głuszec. W roku 2000 w Białowieży, znów nieznani sprawcy, obrzucili ministra środowiska jajkami. W 2005 r. ówczesna wójt Białowieży na spotkaniu z przedstawicielami organizacji pozarządowych zapowiedziała, że jeśli ci nie przestaną zabiegać o ochronę puszczy, ta spłonie. Dwa lata później najpierw wybito szyby w domu mieszkającego w jednej z puszczańskich wiosek dziennikarza "Gazety Wyborczej" Adama Wajraka, a później ciężko pobito jednego z jego sąsiadów i przyjaciół. Według sprawcy powodem pobicia była właśnie działalność Wajraka na rzecz ochrony przyrody.
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
38 głosów
-
Bandycka debata o przyrodzie
turysta2010
23.08.10, 09:49
I jak tu odwiedzać Puszczę Białowieską? Cara zabrakło i bezhołowie się pleni. Sotnia kozaków by się na tych bandytów przydała. »
-
Bandycka debata o przyrodzie
brutt
23.08.10, 19:16
Takie miejsca jak Białowieża czy Hajnówka, są miejscami społeczniehermetycznymi. Lokalni znają się od pokoleń i nikt na nikogo donosić niebędzie tym " z zewnątrz". To jest cały problem, bo »




