Ptasi azyl w puszczy

Jakub Medek
30.08.2010 , aktualizacja: 31.08.2010 11:21
A A A Drukuj
Bociany Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Bociany
Przyjmiemy każdego potrzebującego pomocy ptaka, czy będzie to bocian czy kos - deklaruje Waldemar Sieradzki, nadleśniczy z Krynek. Właśnie otwiera w Studzionce ptasi azyl
Pentowo koło Tykocina 15.06.2009
Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Pentowo koło Tykocina 15.06.2009
Bociany. Zima w Akcencie ZOO w Białymstoku (grudzien 2009)
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Bociany. Zima w Akcencie ZOO w Białymstoku (grudzien 2009)
SERWISY
Kilka dni temu, przed nadejściem deszczów, obserwowałem nad białostocką Wygodą stado bocianów. Ponad 30 wielkich ptaków majestatycznie krążyło po niebie, wykorzystując gorące powietrzne prądy nad miastem. Po kilkunastu minutach odleciały na wschód, w stronę Puszczy Knyszyńskiej.

Tam, na którejś z polan albo podleśnych łąk, zebrało się pewnie kilka takich stad. Trochę postały, trochę pojadły, w większej grupie spędziły noc lub dwie. Typowy bociani sejmik, ewidentny zwiastun końca lata, przygotowanie do długiej podróży na południe. Jako pierwsze, właśnie teraz, odlatują stada złożone z tegorocznych młodych oraz z dojrzałych ptaków, które młodych nie miały. Potem przyjdzie kolej na bocianich rodziców, których można jeszcze zobaczyć na rozlicznych w Podlaskiem gniazdach. Złożenie jaj i odchowanie kolejnego pokolenia boćków było dla nich dużym wysiłkiem. Na tyle dużym, że przed odlotem do ciepłych krajów potrzebują więcej od młodych czasu na zebranie sił. Za dwa, najpóźniej trzy tygodnie, wielkie okrągłe gniazda opustoszeją do marca albo nawet kwietnia.

Nie wszystkie ptaki jednak odlecą. Jak co roku zostaną te, którym zabrakło sił, które nie nauczyły się wystarczająco dobrze latać, w końcu te, które spotkał jakiś uniemożliwiający podróż wypadek. A o takie bocianom nietrudno. Zagrażają im sizalowe sznurki do związywania siana i słomy. Oplątując się wokół długich nóg czy skrzydeł prowadzą do martwicy. Niebezpieczne dla tych wielkich ptaków są też coraz częstsze w ostatnich latach gwałtowne burze i wichury. Ciśnięty nagłym powiewem bocian może się potłuc na tyle ciężko, że nie będzie zdolny do odlotu. W końcu ptakom tym zagrażają napowietrzne linie energetyczne. Kontakt z taką linią dla ptaka kończy się porażeniem, czasem śmiertelnym, czasem prowadzącym do kalectwa.

Bez ludzkiej pomocy niepotrafiące odlecieć przed zimą bociany skazane byłyby na zagładę. Nawet jeśli przetrwałyby niskie temperatury, śmierć przyniósłby im głód. Mięsożerca tej wielkości nie znajdzie w naszych szerokościach geograficznych zimą nic do jedzenia.


Bocian. Narwiański Park Narodowy
Załadowane przez: wyborcza_bialystok.

Ludzie często litują się nad takimi "sierotami". Kłopot w tym, że pomóc im nie jest wcale łatwo. To zwierzęta wymagające, a jeśli pokaleczone, to potrzebujące fachowej opieki. Do tego bocian jest w Polsce pod ochroną, co oznacza, że bez specjalnego zezwolenia nie wolno go trzymać w niewoli.

Takie zezwolenie od kilku tygodni posiada Nadleśnictwo Krynki.

- Szczerze mówiąc ptakami zajmujemy się od kilku lat. Nie odesłaliśmy nikogo, czy przyszedł do nas z bocianem, czy z kosem. Nawet teraz mamy sześć boćków. Tyle że do tej pory działaliśmy trochę jako filia ptasiego azylu, funkcjonującego w warszawskim zoo. Ptaki trafiające do nas, przenosiliśmy tam. A gdy tam wydobrzały, u nas próbowaliśmy je zwracać naturze - opowiada Waldemar Sieradzki, nadleśniczy z Krynek.

Taka rehabilitacja i przywracanie często się udaje. Jeszcze kilka tygodni temu w Studzionce, niemalże w środku Puszczy Knyszyńskiej, 800 m od uroczyska "Wierszalin", poranionych boćków było 15. Większość odleciała.

Teraz, gdy wszystko jest potwierdzone odpowiednimi dokumentami, w Studzionce ma powstać azyl z prawdziwego zdarzenia. Z obecnym wciąż weterynarzem i stałym zapleczem, na którego wybudowanie leśnicy poszukują środków. Usamodzielnienie się podlaskiego azylu nie oznacza zerwania współpracy z warszawskim zoo i jego dyrektorem Andrzejem Kruszewiczem, skądinąd białostoczaninem. Ośrodek w puszczy nadal ma pełnić rolę miejsca, w którym ptakom, które uda się wyleczyć w Warszawie, zwracana będzie wolność.

Nadleśniczy Sieradzki nie odeśle nikogo, kto do leśnego azylu przyniesie ptaka, lecz przestrzega przed nadgorliwością w ratowaniu zwierząt.

- Często przypisujemy im ludzkie cechy, a to błąd. Natura rządzi się swoimi prawami, to nieco inny od ludzkiego świat. Nie każdy ptak poza gniazdem wymaga naszej pomocy. Często zabierając go w dobrej intencji, robimy więcej szkody niż pożytku - mówi nadleśniczy. Jako przykład podaje małego puchacza, który opuszczając gniazdo nie do końca radzi sobie jeszcze z lataniem i samodzielnego życia uczy się właśnie chodząc po ziemi.

Dla tych, którzy zdecydują się pomóc bocianowi, któremu nie udało się odlecieć przed zimą, Waldemar Sieradzki ma kilka rad: - Najlepiej karmić je jednodniowymi kurczakami. Można też rybą albo innym mięsem, ale bezwarunkowo surowym, nieprzetworzonym. No i trzeba pamiętać o wodzie. To ptak, który do życia potrzebuje naprawdę dużo wody - podkreśla.

Przypomina też raz jeszcze, że prawo zabrania przechowywać chronionych zwierzęta. Dlatego trzeba je jak najszybciej dostarczyć je specjalistom. Na przykład w Studzionce.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów