Eurodesant na Podlaskie - zapis debaty

Jakub Medek
2009-05-12 , aktualizacja: 12.05.2009 20:37
A A A Drukuj
Kiedy Polska powinna wejść do strefy euro, na co należy przeznaczyć pieniądze w kolejnej unijnej perspektywie budżetowej i czym w Brukseli chcieliby się zająć kandydaci do europarlamentu - to tylko niektóre z pytań debaty
ZOBACZ TAKŻE
Pierwszą część jej zapisu publikujemy poniżej. Zakończenie dyskusji, w której udział wzięli Marian Szamatowicz, Jacek Kurski, Tadeusz Iwiński i Krzysztof Lisek opublikujemy jutro. Wstępem do debaty była odpowiedź na pytanie: "Jestem najlepszym kandydatem Podlaskiego, bo..." - odpowiedzi na pierwszej stronie dzisiejszej "Gazety".

Jakub Medek: Panowie, czas na rundę pytań z kapelusza. Każdy z panów losuje jedno pytanie. Po zapoznaniu się z jego treścią będzie miał 30 sekund na odpowiedź. Zaczniemy od profesora Szamatowicza.

Marian Szamatowicz: - Ile kilometrów zewnętrznej granicy Unii Europejskiej znajduje się w Podlaskiem i z jakimi państwami wspólnota tu graniczy? Z tymi kilometrami to będzie dość trudno. Będę strzelał. Około 400, 350 kilometrów i Polska graniczy z Ukrainą, Białorusią, Litwą i z obwodem kaliningradzkim.

Jakub Medek: Panie profesorze to nie jest dobra odpowiedź, chodziło nam wyłącznie o zewnętrzną granicę Unii na terenie województwa podlaskiego. 246 km. Wyłącznie z Białorusią.

Krzysztof Lisek: - Co w sprawie obwodnicy Augustowa postanowił Europejski Trybunał Sprawiedliwości? Problem znamy wszyscy w Polsce i pół Europy. Generalnie musimy tę obwodnicę lekko przesunąć, ale myślę, że dobrze się stało, że ta obwodnica będzie budowana. Mieszkańcy Augustowa czekają przede wszystkim na budowę tej obwodnicy.

Jakub Medek: Ale jaka jest odpowiedź na to pytanie panie pośle?

Krzysztof Lisek: - Europejski Trybunał Sprawiedliwości, nie pamiętam dokładnie werdyktu, ale myślę, że ....

Jakub Medek: Czas minął, panie pośle. To nie jest właściwa odpowiedź. Właściwa odpowiedź brzmi następująco: Europejski Trybunał Sprawiedliwości nie postanowił w sprawie obwodnicy Augustowa nic, ponieważ Komisja Europejska wycofała skargę sprzed Trybunału.

Jacek Kurski: - Jaka jest aktualna stopa bezrobocia w województwie podlaskim? Można pomylić się o pół procent. Odpowiedź - 13 procent.

Jakub Medek: To nie jest dobra odpowiedź. 11,4 proc.

Tadeusz Iwiński: - Ile euro otrzymało Podlaskie z Unii Europejskiej w ramach programu regionalnego programu operacyjnego na lata 2007-13? Można pomylić się o 20 mln.

Jeżeli chodzi o Regionalny Program Operacyjny - to jest 636 mln.

Jakub Medek: Ta odpowiedź jest bezbłędna.

Magdalena Gołaszewska (TVP): Teraz czas na turę pytań związanych z Unią Europejską i pracą eurodeputowanego. Zacznijmy od posła Krzysztofa Liska: Frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest kwestią bardzo ważną, rzutuje bezpośrednio na ilość mandatów w poszczególnych okręgach. W poprzednich wyborach była ona bardzo niska, z trudem przekraczając 20 procent. Jak zachęcić wyborców do pójścia do urn?

Krzysztof Lisek: - Po pierwsze powinniśmy to robić wszyscy. Niezależnie od tego, z jakiej jesteśmy opcji politycznej, powinniśmy zachęcać Polaków do głosowania i tłumaczyć im, że rola Parlamentu Europejskiego, szczególnie w momencie, gdy wejdzie w życie traktat lizboński - a ja mam nadzieję, że wejdzie - rośnie. Po drugie mieszkańców Podlasia i Warmii i Mazur powinniśmy namawiać, pokazując im przykład poprzednich wyborów. Jako okręg wyborczy tak naprawdę straciliśmy wówczas mandat. Powiedzmy sobie szczerze, ordynacja wyborcza, według której te wybory są przeprowadzane, nie jest najlepsza, i uzależnia ilość mandatów od frekwencji. Możemy stracić ten mandat jako okręg na rzecz innych okręgów. Dlatego powinniśmy walczyć. Jeżeli analizuje się okręg tylko ze względu na liczbę mieszkańców, to ten powinien mieć trzy mandaty. Były dwa, bo była tu jedna z najniższych frekwencji w Polsce. Jeżeli nie zwiększymy frekwencji na Podlasiu i Warmii i Mazurach, to znowu stracimy mandat.

Jacek Kurski: - Kończąc wątek związany z frekwencją, trzeba uświadomić naszemu ustawodawcy, że obowiązująca ordynacja jest absurdalna. Nie frekwencja przecież decyduje, a wielkość okręgu. I są okręgi pięciomilionowe w Polsce, które demografia predestynuje do większej liczby mandatów, i są takie jak nasz - liczący 2 miliony 656 tysięcy mieszkańców, które są z gruntu skazane na słabszą reprezentację. I to trzeba zmienić, wyrównując mniej więcej okręgi. Ale przede wszystkim, żeby zwiększyć frekwencję, trzeba ludziom uświadomić, że coraz więcej decyzji dotyczących ich zwykłego życia zapada w Brukseli. Np. kwestia dopłat bezpośrednich dla rolnictwa, które trzeba zwiększyć i wywalczyć większe pieniądze dla polskich rolników, zapada w Brukseli. Kwestia roamingu czy wolnego dostępu do internetu zapada w Brukseli, kwestia handlu i pewnych decyzji też dotyczących zwykłych ludzi, też zapada w Brukseli. Jeżeli chcemy mieć więcej dla Polski, więcej w swoim życiu, musimy posłać tam najlepszą reprezentację. Czyli pójść do wyborów.

Tadeusz Iwiński: - Pięć lat temu frekwencja była nie jedną z najniższych, ale najniższą - 17,7 proc. Wszyscy zgadzamy się co do tego, że ordynacja jest absurdalna, moim zdaniem sprzeczna z konstytucją. Tylko że ani PiS, ani PO, ani PSL, gdy zgłaszałem wniosek, żeby Polska była jednym okręgiem, jak to jest w 21 państwach Unii - nawet Niemczech czy Hiszpanii, nie poparły tego wniosku. Powinniśmy pięć lat temu mieć cztery mandaty, dziś wypada trzy i pół. Problemem numer jeden dla Polski jest wciąż wielki dystans cywilizacyjny, który dzieli nasz kraj, w tym Podlasie - ze względów historycznych - od państw bardziej rozwiniętych. I obecność w Unii, działalność, jaka może być prowadzona w Parlamencie Europejskim, jest ważnym narzędziem, żeby ten dystans zmniejszyć. To jest perspektywa pokolenia, dwóch pokoleń. I wszystkie inne kwestie, nie tylko finansowe. Bo moje hasło to "więcej Unii Europejskiej w Podlaskiem". Tu potrzeba więcej Unii, nie tylko z punktu widzenia pieniędzy, bo Unia nie jest kasą zapomogowo-pożyczkową, ale więcej również standardów unijnych dotyczących praworządności, praw kobiet czy praw mniejszości.

Marian Szamatowicz: - Zacznę od hasła wyborczego Centrolewicy: Europa to ludzie. Przede wszystkim trzeba do Parlamentu Europejskiego wybrać jak najbardziej przedsiębiorczych i kompetentnych ludzi, bo tam jest naprawdę bardzo wiele do zyskania. Z tego, co się orientuję, na najbliższe lata 2007- 2013 jest olbrzymia kwota pieniędzy przekraczająca 800 miliardów euro. I to trzeba uświadomić wszystkim. Że roczny budżet jest w granicach 140 miliardów. Że Polska ma szansę w czasie tego okresu otrzymać 91 miliardów złotych. I to ludzie zasiadający w Brukseli decydują, jak takie pieniądze będą rozdysponowane. Inne kraje, np. Francja poprzez swoją politykę wobec departamentów zamorskich udowodniła, jak słabe regiony mogą na skorzystać. Nasz region jest słaby i może na Unii skorzystać.

Dorota Sawicka (Radio Białystok): Czas na kolejne pytanie. W jakiej komisji chciałby pan realizować swoją aktywność w Parlamencie Europejskim. Zacznijmy od posła Jacka Kurskiego.

Jacek Kurski: - Ja chciałbym pracować w komisji rozwoju regionalnego z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że polityka regionalna, polityka pomocy strukturalnej stanowi drugą pozycję budżetową w Unii Europejskiej po wspólnej polityce rolnej. Po drugie dlatego, że stąd wynikają największe potrzeby Polski, zapóźnienie cywilizacyjne Polski, to że musimy nadrobić 50 lat komunizmu m.in. dzięki takiemu nowemu planowi Marshalla. Po trzecie, dlatego że przez trzy lata, prawie całą kadencję byłem wicemarszałkiem województwa i poznałem z bliska funkcjonowanie w praktyce polityki regionalnej, a w następnej kadencji byłem wiceprzewodniczącym sejmiku. A na szczeblu wojewódzkim odbywa się wdrażanie i realizacja programów strukturalnych. Biorąc powyższe pod uwagę i znając wielkie aspiracje naszego kraju, w tym Podlaskiego, chciałbym pracować w komisji rozwoju regionalnego. Chcesz więcej dla Polski, jesteś z Podlaskiego? W tych wyborach wybierz tylko Jacka Kurskiego.

Tadeusz Iwiński: - W Parlamencie Europejskim można być pełnoprawnym członkiem tylko jednej jedynej komisji. Można być zastępcą członka w niektórych, można też być w rozmaitych delegacjach narodowych. Ja siłą rzeczy jako jedyny polski poseł, który zasiadał w komisji spraw zagranicznych nieprzerwanie od 1991 roku, w tej właśnie komisji widziałbym swoją obecność. Tym bardziej dla tego okręgu wyborczego. Cała granica Polski z Rosją to granica Warmińsko-Mazurskiego - 210 kilometrów z obwodem kaliningradzkim. 100 kilometrów granicy z Litwą po wejściu dla strefy Schengen jest dla Podlaskiego zbawieniem. Litwini przyjeżdżają na Suwalszczyznę czy do Białegostoku na zakupy. A granica z Białorusią - zresztą w ostatni czwartek odbyła się na mój wniosek debata w Sejmie w sprawie potrzeby pilnych ułatwień na granicy z Białorusią i Rosją. Dla tego regionu jest to być może kwestia najważniejsza, z punktu widzenia zwykłego obywatela, mieszkańca Supraśla czy Suwałk.

Marian Szamatowicz: - Jestem lekarzem, więc naturalnym miejscem pracy dla mnie jest komisja, która zajmuje się zdrowiem. Nie tylko zresztą, bo też na przykład ochroną środowiska. Nasz kraj wypada bardzo smutno, jeśli chodzi o ochronę zdrowia. Ostatni raport przygotowany przez Karolinska Institut i Stockholm School of Economics pokazuje, że jesteśmy krajem, gdzie współczesne procedury medyczne opłacane są w najniższym wymiarze. Istnieje szansa, żeby tę sytuację stopniowo zmieniać. Środki krajowe nie zawsze na to pozwalają. Ale poprzez współpracę z Unią Europejską istnieje możliwość, żeby tę sytuację radykalnie zmienić. No i druga komisja jest również w mojej opcji. To ubieganie się o prawa kobiet. Nie jest tajemnicą, że prawa kobiet, zwłaszcza w odniesieniu do medycyny rozrodu, są bardzo często naruszane.

Krzysztof Lisek: - Mam nadzieję, że jeśli wyborcy nam zaufają, to profesor Iwiński wytrzyma ze mną jeszcze kilka lat wspólnej pracy...

Tadeusz Iwiński: - To nie jest łatwe...

Krzysztof Lisek: - ... jako osoba, która kieruje pracami komisji spraw zagranicznych Sejmu, byłem też w tej komisji w poprzedniej kadencji, chciałbym kontynuować tę pracę. Ale nie dlatego, że gdzieś tam się jeździ za granicę. Chciałbym od razu powiedzieć, że nasze wyjazdy jako posłów składają się przeważnie z wylotu rano i powrotu wieczorem, to jest dość uciążliwe i wcale nie takie przyjemne, jak się wielu wydaje. Unia Europejska prowadzi teraz wiele programów, które dotyczą nas, dotyczą Polski, dotyczą również Podlasia. Partnerstwo Wschodnie jest tego najlepszym przykładem. Partnerstwo Wschodnie brzmi dumnie, to jest wielki program europejski. Ale ja chciałem powiedzieć, że Partnerstwo Wschodnie to jest program, który ma po pierwsze doprowadzić do powstania swego rodzaju strefy wolnego handlu pomiędzy Unią a krajami objętymi partnerstwem, a po drugie zliberalizować ruch graniczny.

Magdalena Gołaszewska: Czas na kolejne pytanie. Data wejścia Polski do strefy euro wciąż się waży. Kiedy Polska powinna do niej przystąpić i dlaczego właśnie wtedy?

Tadeusz Iwiński: - Nie tylko dla mieszkańców 118 gmin i 38 miast województwa podlaskiego, ale dla wszystkich obywateli kwestia wejścia do strefy euro wiąże się ze stabilizacją, co jest istotne szczególnie w czasie kryzysu. Przede wszystkim ubolewam, żeśmy nie podjęli wysiłków. Że poprzednie rządy, dwa lata zmarnował tu rząd PiS, trochę też zaspał tu rząd Platformy, że nie podjęliśmy takich prób. Gorzej rozwinięta Słowacja podjęła. W tych warunkach, realnie rzecz biorąc w tej chwili do strefy ERM II nie jest łatwo wejść. Więc myślę, że realny czas to 2013. Dzisiaj w strefie euro jest 16 państw Unii i kilka innych - np. Serbia i Czarnogóra i cztery minipaństwa, np. Watykan i nie jest prawdą, jak mówią przedstawiciele niektórych ugrupowań, że to strefa euro przeżywa kryzys. Łatwiej płynąć na mocnej łódce z dobrymi sternikami, z Francją z Niemcami i paroma innymi. Samemu można rozbić się o skały.

Marian Szamatowicz: - Nie chciałbym być prorokiem, podając datę. Ale powiem o takich dwóch zasadniczych elementach, które mnie przekonują najszybciej, jak tylko jest to możliwe. Opieram się o analizę NBP, która zakłada, że koszt nasz wejścia do strefy będzie wynosił, w zależności od sposobu, w granicach 22 miliardów złotych, ale po dziesięciu latach nasz wzrost PKB może być większy nawet o 7,5 procent. Po drugie, jeśli jest dyskusja na temat finansów Unii Europejskiej, to najpierw się spotykają ministrowie finansów ze strefy euro i podejmują decyzje, a potem przekazują je do realizacji tym, którzy do strefy nie należą.

Krzysztof Lisek: - Oczywiście powinniśmy wejść do strefy euro, wówczas gdy będzie to możliwe i najlepsze dla polskiej gospodarki. Ale powiem jedną rzecz, bo nie podam żadnej daty. Najgorsze, co nas może spotkać, to jak pan poseł Kurski i Iwiński, pan profesor i ja podejmowalibyśmy decyzję w takiej sprawie. Powinniśmy w tej sprawie decyzję pozostawić ekspertom od finansów, a nie dyskutować politycznie. To nie może być debata podszyta względami ideologicznymi różnych partii politycznych. Dlatego uważam, że w tej sprawie powinni wypowiadać się eksperci od finansów, a nie politycy. Finalnie oczywiście rząd razem z NBP musi podjąć tę decyzję. I zrobić to wtedy, kiedy będzie to najlepsze dla polskiej gospodarki.

Jacek Kurski: - A ja podam przybliżoną datę jako finał pewnego wywodu, który początek brzmi tak: wtedy, kiedy to będzie najlepsze dla Polski. A najlepsze dla Polski będzie to wtedy, gdy będzie ona miała pewien odpowiedni poziom bogactwa. Dla porównania wydaje mi się, że dobrym wskaźnikiem będzie zasada, która obowiązuje przy podziale funduszy europejskich, że pomoc strukturalna przynależy tym regionom, których dochód PKB wynosi do 75 procent średniego PKB w Unii . Kiedy wchodziliśmy do Unii, mieliśmy 44 procent, obecnie mamy 51 procent. Ja myślę, że taki właśnie wskaźnik - 75 procent, byłby rozsądny. Dlatego że wtedy skutki wspólnej unii walutowej, tego szoku, będą najmniejsze. Myślę, że będzie to około 2015, 2016 roku, nieprawdą jest, że PiS tu cokolwiek zawaliło. Nie było ustawowych europejskich regulacji w postaci koniecznej redukcji deficytu. PiS dopiero osiągnęło pułap, po którym PO mogła rozpocząć procedurę ERM II, ale tego nie zrobiła.



Tu nastąpiła runda pytań, które weryfikowały znajomość języka angielskiego uczestników debaty. Trzech studentów z Turcji uczących się na WSAP w ramach programu Erasmus: Harun Cinardal, Mehmed Gokce i Ozgor Karapas pytało kandydatów po angielsku m.in. o ilość państw członkowskich Unii, siedzibę Parlamentu Europejskiego czy liczbę eurodeputowanych. Według oceniającej odpowiedzi - udzielane oczywiście po angielsku - tłumaczki i lektorki Anny Korszak - każdy z uczestników debaty zdał ten egzamin bez najmniejszych problemów. Na tyle swobodnie czuli się, posługując językiem angielskim, że podczas egzaminu zdarzało im się w nim nawet spierać.



Pozostałą część debaty, w której kandydaci odpytywali się nawzajem, a także odpowiadali na pytania z publiczności, opublikujemy w jutrzejszym wydaniu „Gazety Wyborczej”.



Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów