"Podlascy" gdańszczanie w Brukseli

Jakub Medek
2009-06-08 , aktualizacja: 08.06.2009 20:17
A A A Drukuj
W wyniku niedzielnych wyborów do Parlamentu Europejskiego oba mandaty z województw podlaskiego i warmińsko-mazurskiego powędrowały nad Bałtyk. Okręg podzielili między siebie gdańszczanie - Krzysztof Lisek z PO i Jacek Kurski z PiS. Na kolejny mandat zabrakło głosów z powodu niskiej frekwencji
Krzysztof Lisek i Jacek Kurski
Fot. Marcin Onufryjuk / AG
Krzysztof Lisek i Jacek Kurski
ZOBACZ TAKŻE
Znów znaleźliśmy się w obywatelskim ogonie. W naszym okręgu do urn poszło tylko 20,3 proc. uprawnionych do głosowania. To drugi od końca wynik w Polsce, o ponad 4 proc. gorszy od średniej krajowej. Chociaż to i tak o 3 proc. lepiej niż w 2004 r., na trzy mandaty znów nie starczyło. Dlatego też, tak jak i wówczas, barwy regionu w Strasburgu i Brukseli reprezentować będzie tylko dwóch deputowanych. Obaj to gdańszczanie - ** Krzysztof Lisek z PO i ** Jacek Kurski z PiS. Pierwszego poparło 66 685 głosujących, drugiego 62 929. To odpowiednio 15,8 i 15 proc. z ogółu głosujących w dwóch województwach.

O włos od zdobycia mandatu był lider listy SLD, poseł z Warszawy ** Tadeusz Iwiński, na którego głosowało 44 669 osób (10,6 proc.). Znaczące poparcie uzyskali jeszcze poseł z Białegostoku ** Krzysztof Jurgiel z PiS (40 540 głosów, 9,6 proc.) oraz dwójka i trójka na liście PO, czyli wiceprezydent Białegostoku ** Tadeusz Arłukowicz (37 360 głosów, 8,9 proc.) i posłanka z Olsztyna ** Beata Bublewicz (28 747 głosów, czyli 6,8 proc.).

Generalnie w okręgu wybory wygrała Platforma Obywatelska, zdobywając 38,4 proc. głosów. Drugie było PiS - 29,3 proc. Próg wyborczy przekroczyły jeszcze: SLD-UP - 14,2 oraz PSL - 9 proc.

Nowy lider podlaskiej PO

Roberta Tyszkiewicza, szefa PO w Podlaskiem, zachwyca wynik wiceprezydenta Arłukowicza, który był bardzo aktywny w kampanii przed wyborami.

- Imponujący debiut w wielkiej polityce, największy sukces tej kampanii wyborczej. W czasach kryzysu, przy niskiej frekwencji i startując z drugiego miejsca, Tadeusz zdobył wynik niewiele gorszy od Krzysztofa Jurgiela z PiS, który w każdych wyborach jest bezkonkurencyjną maszyną do zdobywania głosów - cieszył się wczoraj Tyszkiewicz. Podkreślał, że w osobie Arłukowicza podlaskiej PO, partii w tym regionie zdecydowanie słabszej od PiS, rośnie nowy lider.

- A czym więcej takich liderów, tym sama partia silniejsza. To nasza inwestycja w przyszłość - podkreślał Tyszkiewicz, przypominając o przyszłorocznych wyborach samorządowych. Arłukowicz już od jakiegoś czasu wymieniany jest wśród potencjalnych kandydatów PO na prezydenta Białegostoku.

Szef PO obiecywał w końcu, że gdańszczanin nie zapomni, dzięki czyim głosom trafił do Brukseli. W województwie mają działać trzy biura Krzysztofa Liska: w Białymstoku, Łomży i Suwałkach.

- Poseł Lisek potwierdził dwa najważniejsze z punktu widzenia naszego województwa tematy, o które ma walczyć w Brukseli. To kwestia unijnej inicjatywy Partnerstwa Wschodniego, które dla nas powinno skutkować ożywieniem ruchu na granicy z Białorusią, i sprawa kontynuowania Programu dla Polski Wschodniej w kolejnej perspektywie budżetowej Wspólnoty - wyjaśniał Tyszkiewicz.

Kurski: Wygraliśmy na Podlasiu

Z wyniku wyborów zadowolony jest również świeżo upieczony eurodeputowany PiS.

- Do pełni szczęścia zabrakło z trzech tysięcy głosów, dzięki którym miałbym najlepszy wynik w okręgu - powiedział "Gazecie" Jacek Kurski. - Ale z tak doskonałą dwójką, która była dla mnie bardzo poważnym wsparciem (a mówię tu o Krzysztofie Jurgielu), nie było już z czego czerpać. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że na Podlasiu wygraliśmy i tylko miażdżąca przewaga PO na Mazurach pociągnęła nas w dół - podkreślał Kurski, według obliczeń którego w stosunku do ostatnich wyborów PiS poprawił swój wynik w Podlaskiem o 3 proc.

Chociaż w kampanii Kurski często powtarzał, że w Parlamencie Europejskim regionalizmy nie mają większego znaczenia, deklaruje: - Myślę, że przynajmniej raz w roku uda mi się odwiedzić każdy z powiatów okręgu i zdać sprawę ze swoich poczynań w Brukseli. Będą też biura, ale ja podchodzę do sprawy realistycznie - przecież eurodeputowany spędza trzy tygodnie w miesiącu w Belgii. Dlatego nie będę obiecywał codziennych kontaktów, ale na pewno będą one regularne.

W Brukseli Kurski chce walczyć o, szczególnie według niego ważną dla regionu, kwestię wysokości dopłat bezpośrednich dla polskich rolników.

- Konieczne jest też jakieś systemowe złagodzenie dyrektyw dotyczących ochrony środowiska. Nigdy jako region się nie rozwiniemy, jeśli przy każdej inwestycji będziemy się potykać o każdego ślimaka czy żabę - podsumował eurodeputowany PiS.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów