Wiceburmistrz pipidówy cudem ocalony

Joanna Klimowicz
2009-10-12 , aktualizacja: 12.10.2009 20:09
A A A Drukuj
Krzysztof Szczebiot, zastępca burmistrza Sokółki, który w rozmowie z dziennikarzem chlapnął słówko "pipidówa" w odniesieniu do swojego miasteczka, nie straci stanowiska. Jego szef uznał, że przeprosiny zamykają sprawę
Wystarczyło słowo
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Wystarczyło słowo "przepraszam" i zastępca burmistrza został na swoim stanowisku
Sprawca całego zamieszania radny Antoni Cydzik, to on chciał odwołania zastępcy burmistrza
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Sprawca całego zamieszania radny Antoni Cydzik, to on chciał odwołania zastępcy burmistrza
ZOBACZ TAKŻE
Afera z "pipidówą" w tytule zdominowała poniedziałkową sesję Rady Miejskiej Sokółki. Najpierw wystąpił sam "winowajca" i odczytał oświadczenie. Wyraził niezadowolenie w związku z kontekstem, w jakim dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" Michał Olszewski zamieścił jego wypowiedź. W reportażu "Czerwona substancja", dotyczącym cudu w Sokółce, zacytował on bowiem wiceburmistrza: "Ale żeby cud w takiej pipidówie jak nasza? Ja katolik jestem, i to praktykujący, ale uwierzyć trudno". Szczebiot tłumaczył się przed radnymi, że jego słowa wyjęte z kontekstu zmieniły cały sens wypowiedzi. Oświadczył: - Ubolewam, że słowa te uraziły mieszkańców miasta, przepraszam za to.

Przewodniczący rady odczytał natomiast e-maila od Michała Olszewskiego, który wziął Szczebiota w obronę. Uznał, że stawianie wniosku o odwołanie burmistrza na tej jedynie podstawie, to pretekst, swoisty hak na niego. Olszewski przyznał się, że sam urodził się w nie tak odległej pipidówie - w Ełku, czego się wcale nie wstydzi i nie uważa, by określenie pipidówa oznaczało brak szacunku. Zaapelował do radnych, by nie szukali skandalu tam, gdzie go nie ma.

Obydwa oświadczenia skutecznie ostudziły zapał opozycyjnego radnego Antoniego Cydzika, który stanowczo domaga się odwołania Szczebiota ze stanowiska. Wniosek tej treści, podpisany przez jeszcze jednego radnego, zaniósł on wczoraj rano, przed sesją, do urzędu miasta.

Pisze w nim: "Naraził nasze miasto, nasz urząd miejski na pośmiewisko, cała Polska przeczytała, iż Sokółka to "pipidówa". Prawdopodobnie zakpił sobie i uraził uczucia religijne większej części naszego lokalnego społeczeństwa. Rozumiemy, iż trudno jest mu uwierzyć w cud, ale większości naszego społeczeństwa przychodzi to o wiele łatwiej, większość z nas wierzy i ma do tego konstytucyjne prawo. Tą negatywną wypowiedzią o naszym mieście oraz urażeniem uczuć religijnych nadużył naszego zaufania jako pracownik samorządowy i nie może dalej pełnić swojej funkcji".

Na sesji jednak radny Cydzik siedział cichutko, nie zabrał głosu w tej sprawie nawet podczas interpelacji. W przerwie obrad powiedział: - Powinien przeprosić już tydzień temu, ale jeżeli jest to szczera deklaracja, powinna zakończyć temat - uznał, dodając, że wniosku nie cofnie, bo nie ma takich kompetencji. - Teraz to decyzja burmistrza, który go powołał i może odwołać.

Burmistrz Stanisław Małachwiej wniosek o odwołanie swego zastępcy widział, ale jeszcze się w niego nie wczytał.

- Wydaje mi się, że nie są to argumenty za odwołaniem - mówi. - Choć taka wypowiedź nie stawia go w komfortowej sytuacji, to jednak rozumiem, czym mogła być spowodowana. Takie wydarzenia nie dzieją się na świecie często, wielu osobom nie mieszczą się w głowie. Może to zaważyło na nieopatrznym użyciu słowa przez pana Szczebiota. Myślę, że jego przeprosiny w zupełności wystarczą. Nie powinniśmy dalej brnąć w tym kierunku, bo to by świadczyło o naszej małostkowości. Odwołania nie będzie.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy