Parytet - narzędzie niedoskonałe, ale użyteczne

not. jok 
07.03.2010 , aktualizacja: 07.03.2010 20:07
A A A Drukuj
Parytety potrzebne są wszystkim. Zasada sprawiedliwości - a parytet jest jej realizacją - działa na rzecz jakości demokracji - powiedziała w Białymstoku Kazimiera Szczuka. Podlaskich polityków parytety podzieliły. I to w sposób, jakiego nikt się nie spodziewał. Poseł PO jest im przeciwny, a radna PiS uważa, że to za mało i postuluje oddanie paniom pięciu pierwszych miejsc na listach.
Debata nad parytetami (od lewej Kazimiera Szczuka, Włodzimierz Pawluczuk, Małgorzata Kowalska
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencj
Debata nad parytetami (od lewej Kazimiera Szczuka, Włodzimierz Pawluczuk, Małgorzata Kowalska
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Bój o parytety rozegrał się w sobotę w auli Wyższej Szkoły Administracji Publicznej. Przy udziale ekspertów, m.in. krytyczki literackiej Kazimiery Szczuki. Nie zabrakło przedstawicieli partii politycznych oraz publiczności, aż rwącej się do dyskusji. A poprowadziła ją ze swadą dziennikarka Radia Białystok Dorota Sawicka. "Gazeta" była współorganizatorem debaty.

Relacja z debaty o parytetach

Dorota Sawicka, Radio Białystok: - Weźmy dwa kraje: Ruandę, gdzie 50 proc. parlamentarzystów to kobiety - tam jest parytet. I Szwecję, gdzie 46 proc. parlamentarzystów to kobiety, a parytetu nie ma. W Polsce statystyczny poseł to mężczyzna, ma lat 38, jest nowicjuszem albo posiada 4-letni staż. Właściwie nie jest źle - można by rzec - bo do niedawna jeszcze tylko 16 proc. parlamentarzystów stanowiły kobiety, a teraz mamy ich 20 proc. Średnia europejska to 24 proc. Panowie powiedzą pewnie: Po co parytety, skoro mężczyzn w parlamencie jest i tak coraz mniej. Ale to po części wynika z przyczyn demograficznych, więc nie używajmy dziś tego argumentu. Komu potrzebne są parytety?

Kazimiera Szczuka, krytyczka literacka, dziennikarka, feministka: - Wszystkim! Warto przypomnieć historię walki o parytety. W 2001 r. powstały pierwsze koalicje na rzecz zwiększania reprezentacji kobiet. Demokracja parytetowa to było hasło cyklu konferencji i debat. Powstała wyborcza koalicja kobiet i kilka lewicowo-demokratycznych partii wprowadziło kwoty 30-procentowe. To właśnie wtedy z 13 proc. skoczyłyśmy na obecne 20 proc. Od tamtej pory reprezentacja kobiet nawet się troszkę zmniejsza. Nie jest prawdą, że to dzieje się samo, to kwoty zadziałały. Pamiętajmy o tym, że parytet jest to dosłownie fifty-fifty, czyli zrównanie reprezentacji kobiet i mężczyzn na listach. Ustalone mechanizmem, zwanym suwakiem albo zebrą, który polega na naprzemiennym umieszczaniu kobiet i mężczyzn na tychże listach. Jedynie partia Zieloni 2004 - pozaparlamentarna obecnie formacja, do której mam przyjemność należeć - wprowadziła parytet do swojego statutu i w niej obowiązuje ten system suwakowy. W Partii Demokratycznej, Unii Pracy, SLD były 30-procentowe kwoty. Słyszymy, że to sztuczne rozwiązanie. Ależ w ogóle system parlamentarny jest pewną umową, kontraktem, konwencją i jest bardzo daleki od natury. Kwoty jednak są w nim obecne, chociażby wtedy, gdy koalicja rządząca dzieli się resortami. Nic się nie dzieje samo w polityce, wszystko jest kwestią umowy, spisanych ordynacji, zagwarantowanych w konstytucji praw, m.in. równości między płciami. Zasadna sprawiedliwości - a parytet jest jej realizacją - działa na rzecz jakości demokracji. Nasza troska o sferę publiczną, o jakość życia demokratycznego przejawia się w dążeniu do sprawiedliwości. Działamy na rzecz wspólnego dobra, a więc każdy na tym skorzysta.

Dorota Sawicka: - Poseł Jarosław Gowin z PO mówi: "Uważam, że problem nierównego traktowania jest jak najbardziej rzeczywisty, jednak parytet go nie rozwiąże. Parytet jest szkodliwy i zbędny. Owszem, ułatwi dostanie się do parlamentu kilku kobietom, a jednocześnie stygmatyzuje całą grupę".

Kazimiera Szczuka: - Warto wejść na stronę Feminoteki albo Kongresu Kobiet i przeczytać kilka podstawowych argumentów - odpowiedzi na takie zarzuty. Sprawiedliwość nikomu nie uwłacza i nikogo nie stygmatyzuje. Uwłacza i stygmatyzuje niesprawiedliwość, która jest męskim, niezasłużonym przywilejem, przywilejem, który mężczyźni mają zwyczajowo, na mocy stereotypu, konserwatywnych odruchów. Gdybym była mężczyzną, poczułabym, że bardzo mi on ciąży. Wielu mężczyzn odruchowo, niemal instynktownie opowiada się za parytetami, bo nie chcą czerpać ze swoich przywilejów w poczuciu, że mają jakieś fory na dzień dobry.

Dorota Sawicka: - "Parytet wprowadza ograniczoną wolność jednostki". To także zdanie posła Gowina.

Prof. Małgorzata Kowalska, filozofka, Uniwersytet w Białymstoku: - Ja nie nadążam za posłem Gowinem... Najbardziej stygmatyzują rozpowszechnione stereotypy na temat kobiet, które winne są być jakimiś bardziej "domowymi" z natury. Cała masa stereotypów na temat kobiet pokutuje zwłaszcza w krajach z małą tradycją oświeceniową, jak Polska. Parytet jest oczywiście sztucznym - daj Boże doraźnym - ale też być może jedynym skutecznym środkiem, by stereotypom, a zatem stygmatyzacji zapobiegać. Jeśli chodzi o ograniczanie wolności jednostki, też tego nijak nie rozumiem. W jakim sensie kobieta, która ma zagwarantowane przez parytet prawo uczestniczenia w sferze publicznej na równi z mężczyznami, ma się czuć przez to ograniczona? Przeciwnie. W tej chwili problem z równouprawnieniem kobiet jest już nie prawnym, tylko faktycznym: kulturowym, społecznym. Na poziomie prawa kobiety są równouprawnione. Nikt nie zamierza zmniejszać poprzez parytet formalnoprawnych gwarancji swobód obywatelskich i osobistych. Ale te gwarancje są niewystarczające, ponieważ ze względu na silne stereotypy, bariery kulturowe, presję tradycji - jakkolwiek to zwać - są one niewystarczające do tego, by kobiety rzeczywiście zmobilizować i by mężczyźni raczyli uznać, iż kobiety w równej mierze jak oni sami do reprezentowania spraw publicznych się nadają. I po to jest potrzebny parytet, by taką formalną na razie równość kobiet i mężczyzn uczynić równością bardziej realną.

Dorota Sawicka: - Panie profesorze, pan jest za czy nawet przeciw?

Prof. Włodzimierz Pawluczuk, socjolog, religioznawca, pisarz: - Za! Za rzeczą, która jest zupełnie bez znaczenia, jest raczej zabawą dla mediów. Ale mam i zdanie odmienne, bo taka już moja rola - przecież dlatego zostałem tu zaproszony. Parytet to sprawa wyłącznie symboliczna. Potrzebujemy takiego symbolu, wiemy jak to wygląda w innych krajach i nie możemy być pod tym względem zapóźnieni. Niech więc panie zasiadają w parlamencie. Ostatecznie kierowca taksówki, który nas tu podwoził, powiedział: "Od garów już zaczynają uciekać, to niech porządzą przynajmniej. Niech czymś się zajmą". Zakłada się natomiast, że obecność kobiet w parlamencie ułatwi życie paniom i zaprowadzi sprawiedliwość społeczną. Śmiem wątpić i w jedno, i w drugie. W całym świecie zwanym cywilizacją Zachodu - w Polsce też - w wyniku bardzo głębokich przemian, związanych przede wszystkim z postępem w obszarze produkcji i wytwarzania dóbr, nastąpił proces emancypacji. Bez żadnych uchwał, żadnych ustaw. Nie ma już wymogu, że mężczyzna musi zarabiać więcej, pracując ciężko na przodku w kopalni czy w hucie. Większość prac wykonuje się przy komputerze, a kobiety są lepsze po prostu - bardziej wytrwałe, sprawniejsze. To przesunięcie w obszarze siły roboczej jest jednym z czynników odgrywania przez kobiety coraz większej roli. Poza tym nastąpiło duże przesunięcie w obszarze światopoglądowym. Mam mówić o przejściu osi ziemskiej z gwiazdozbioru Ryb do Wodnika? Nie? A ma to znaczenie. W innych obszarach - sztuki czy nauki - czy są jakieś bariery?

Dorota Sawicka: - 10 proc. osób decydujących o polskiej nauce to kobiety. Zgadza się?

Prof. Małgorzata Kowalska: - Wyjątkowo mi niezręcznie odpowiadać na to pytanie, ponieważ tak się składa, że pełnię drobną funkcję kierowniczą, i to w dodatku mając w swojej katedrze samych mężczyzn, ale świadoma jestem tego, iż jest to sytuacja absolutnie wyjątkowa. Nie grzeszę tym, czym grzeszy znaczna część kobiet, które mimo barier kulturowych zdołały się przebić do sfery publicznej i takie są już z tego dumne, że uważają, iż żadne więcej ułatwienia innym kobietom nie są potrzebne. Jak im się udało, to znaczy, że wszystkim może się udać. Jest to podejście dosyć mocno "wsobne". Ja natomiast jestem świadoma tego, że kobiety pełnią ważne funkcje decyzyjne wciąż zupełnie wyjątkowo. I nie chodzi mi tylko o formalne władze dziekańskie czy rektorskie, raczej o decyzyjność w sferze zarządzania projektami. Nadal jest tak, jakby kobiety mogły być głównie wykonawcami i ostatecznie administratorkami... Niech czuwają nad kasą, ale w sprawach istotnych dla myśli, dla nauki, dla postępu - niech lepiej siedzą cicho z boku. Tego rodzaju stereotyp w nauce w dużym stopniu jeszcze funkcjonuje.

Prof. Włodzimierz Pawluczuk: - Przez dwie kadencje pracowaliśmy solidnie i porządnie, rządzeni przez zespół kobiecy - panią dziekan i dwie prodziekanki. I jakoś to szło... Gdyby zacząć od filozofii polityki, władzy, to liberalizm i cała duchowość naszych czasów, to jest przejście od legitymizacji, poprzez religię do wymiaru indywidualnego. Źródłem zachowań, prawdy, ludzkiej dumy, jest dziś osoba ludzka. A kobieta na równi z mężczyzną jest osobą, piękniejszą zresztą. Czy ma pani przekonanie [do Kazimiery Szczuki - przyp. red.], iż uchwała sejmowa - dokonana przez mężczyzn zresztą ze względów medialnych (żeby to ładnie wyglądało) - wprowadzi rzeczywiście kobiety do życia na wszystkich tych obszarach: biznesu, nauki, sztuki, religii (do tego to nam jeszcze daleko, choć Europa idzie w tym kierunku)? Że uchwały sejmowe rozwiążą sytuację kobiet?

Kazimiera Szczuka: - Myślę, że jest dużym nadużyciem twierdzenie, że wprowadzony parytet ma automatycznie uszczęśliwić albo zaprowadzić sprawiedliwość. Nikt tego nie twierdzi, a na pewno nie ja. Parytet to niedoskonałe, ale użyteczne narzędzie wyrównywania szans. Złożony w sejmie projekt obywatelski przeszedł przez pierwsze czytanie i został skierowany do komisji. Dyskusja trwa i my w tej chwili jesteśmy jej częścią. Mówimy o tym, żeby na listach wyborczych wszystkich partii znalazło się 50 proc. kobiet i 50 proc. mężczyzn. Przeciwko temu jest inny pomysł, który mówi o kwotach 30-procentowych, wprowadzanych przez poszczególne partie. 90 krajów na świecie wprowadziło już któreś z tych rozwiązań. Hiszpania, Portugalia, Niemcy, Austria, Szwajcaria, bardzo wiele krajów Ameryki Południowej... Nawet w Afryce, gdzie jest bardzo silny patriarchat, oddanie połowy władzy kobietom jest pomysłem na ratowanie bytu tych państw. Obserwujemy więc zmianę w skali świata, to nie jest wymysł Polski. Powołam się na wyniki prac prof. Małgorzaty Fuszary, która jest ekspertką od kobiet w polityce. Ma w ręku wiedzę, która mówi o tym, że TAK, że to działa! Zwiększenie liczebnej obecności kobiet w parlamencie owocuje zmniejszeniem dyskryminacji kobiet w społeczeństwie.

Dorota Sawicka: - Czy rzeczywiście wprowadzenie parytetów w Polsce zwiększy liczbę kobiet w parlamencie? We Francji to nie zadziałało.

Kazimiera Szczuka: - W sejmowych wyborach - nie, ale to problem ordynacji. Partie miały do wyboru: albo płacić kary, albo wprowadzać tę zasadę. I wolały płacić. Natomiast już na poziomie wyborów samorządowych wprowadzenie polityki kwotowej zwiększyło reprezentację kobiet. W tej chwili Sarkozy bardzo na to naciska, co jest dowodem na to, że polityka parytetowa nie jest domeną lewicy. Kwestie dotyczące kobiet zaczynają być brane pod uwagę, zmienia się hierarchia. Troska państw europejskich skupia się na usprawnieniu możliwości obecności kobiet na rynkach pracy - by mogły i pracować, i rodzić dzieci. Okazuje się, że wprowadzenie większej ilości kobiet do sejmu owocuje konkretnymi rozwiązaniami. Dopóki mamy tak jak w Polsce - 80 proc. mężczyzn w sejmie, dopóty ustawa o przedszkolach i żłobkach jest w ogonie ważności spraw. Mężczyźni nad nią nie głosują, nie interesują się nią. Ważniejsze są dla nich podsłuchy, komisje spiskowe, IPN-y, kto był agentem... W momencie, gdy kobiet w sejmie jest więcej, wówczas zmienia się ta hierarchia. Parę ważnych kwestii zostaje rozwiązanych: antyprzemocowe, żłobków, przedszkoli, szkół, zdrowia. To wszystko są kwestie, które są dla kobiet ważniejsze niż dla mężczyzn. Nie wiem dlaczego tak jest, ale tak jest.

Dorota Sawicka: - Pozostaje jeszcze kwestia naszej babskiej solidarności. Ile z pań na tej sali zagłosuje na kobietę na liście wyborczej?

Głosy z sali: - Zagłosujemy, jeśli jest mądra, kompetentna.

Dorota Sawicka: - To nieprawda, że w podlaskiej polityce nie ma kobiet. Są. Tylko na zapleczu. Pomijając, że robią świetną kawę, to potrafią wszędzie się dodzwonić, trzymać dobrze partyjną kasę... Owszem, pojawiały się na listach wyborczych, ale raczej jako kwiatek do kożucha.

Kazimiera Szczuka: - Ustawa nie zobowiązuje nikogo do głosowania na kobiety. Po prostu ustawia w blokach startowych obydwie płcie po równo. Tyle. A kto dobiegnie do mety, to jego - albo jej - sprawa.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Lenin wybrał by parytet kzb37 13.03.10, 10:08

    Lenin wybrał by parytet Z myśli Lenina: Socjaldemokracja uważała, że klasa robotnicza władzę możezdobyć w drodze wyborów – jest jej wszak więcej (i wówczas istotnie było), zaś Lenin »

  • Parytet - narzędzie niedoskonałe, ale użyteczne neanea 15.03.10, 12:05

    a co ma wspólnego egalitaryzm (tu : twierdzenie że dowolna kobieta jest warta tyle, co dowolny mężczyzna) ze sprawiedliwością? I czemu parytet a nie klucz 51,3% (czy ile tam dokładnie jest »