Przy układaniu list Platformy powtórka z rozrywki
10.05.2011
, aktualizacja: 10.05.2011 21:47
Barbara Kudrycka, Robert Tyszkiewicz, Damian Raczkowski - z tych osób według zarządu podlaskiej PO powinna wyglądać pierwsza trójka na liście wyborczej do Sejmu. Ani ta propozycja, ani projekt całej listy nie podoba się skonfliktowanemu ze swoim zarządem regionalnemu przewodniczącemu ugrupowania
ZOBACZ TAKŻE
- Członek zarządu województwa straci mandat? (16-01-12, 08:00)
- Umowna korekta list Platformy Obywatelskiej. Wybory 2011 (04-07-11, 20:24)
- Platforma w Podlaskiem wystawia dwóch kandydatów do Senatu (21-05-11, 16:49)
- Jacek Żalek wrócił na listę PO. W atmosferze skandalu (27-07-11, 09:32)
Miejsce czwarte miałoby przypaść reprezentującemu suwalszczyznę posłowi Leszkowi Cieślikowi, piąte - przewodniczącemu Rady Miasta Łomża Maciejowi Borysewiczowi. Taki układ byłby spełnieniem głównego postulatu wysuwanego zimą przez skłócone z przewodniczącym Damianem Raczkowskim struktury powiatowe partii - by pierwsza piątka odzwierciedlała specyfikę regionu. Wówczas wewnątrzpartyjny spór urósł do takich rozmiarów, że powiaty chciały odwołania przewodniczącego. Pożar w Platformie ugasiła dopiero interwencja władz krajowych. Po wizycie rzecznika dyscypliny partyjnej Pawła Grasia buntownicy wycofali wniosek o odwołanie, w zamian uzyskując gwarancje, że listy będą mogli ułożyć sami. Generalnie cały projekt list, na których popierający Raczkowskiego poseł Józef Klim jest siódmy a prawej ręki przewodniczącego - posła Jacka Żalka nie ma w ogóle, to właśnie efekt propozycji zarządów powiatów. Ich przedstawiciele dominują też w radzie regionu ugrupowania, która skład list ma w przyszłym tygodniu zatwierdzić.
Przewodniczący Damian Raczkowski nie kryje, że w jego ocenie przyjęta w poniedziałek przez zarząd propozycja jest słaba. Sam chciałby, przynajmniej w odniesieniu do pierwszej piątki, pierwotnego układu z zimy.
- Barbara Kudrycka, ja, poseł Tyszkiewicz, poseł Klim i radna wojewódzka Daria Sapińska - wymienia, powtarzając, że ważne jest nie to żeby na liście odpowiednio wysoko reprezentowany był każdy z regionów, ale to by gwarantowała ona PO jak najwięcej z 14 dostępnych w Podlaskim mandatów.
- Nie rozumiem logiki jaką kierują się moi koledzy. Na listę wstawiane są osoby, o których słyszę pierwszy raz w życiu i których jedynym atutem ma być to, że chcą się sprawdzić. A usuwa się takich kandydatów, którzy w poprzednich wyborach zbierali po kilka tysięcy głosów - jak członka zarządu województwa Cezarego Cieślukowskiego, radną Danutę Kaszyńską nie mówiąc już o pośle Żalku - mówi przewodniczący Raczkowski.
Zapowiada, że będzie przekonywał radę regionu do zmiany projektu. Jeśli się nie uda, rozważy czy o ingerencję w skład list nie poprosić władz krajowych ugrupowania, które i tak muszą zatwierdzić ich kształt.
- To oczywiście ostateczność. Ale ja odpowiadam za to, żeby PO w wyborach parlamentarnych osiągnęła co najmniej tak samo dobry wynik, jak w ubiegłorocznych wyborach do sejmiku województwa. Przypominam, że tamten dobry wynik zawdzięczamy właśnie mojej interwencji - uważa poseł Raczkowski.
- Akurat. Jedyne co wówczas osiągnął to pokazanie całemu światu, że rządzi dzięki warszawskim bagnetom. Zmiany wymuszone przez niego miały charakter kosmetyczny i nie wpłynęły na nasze wyniki - ripostują przeciwnicy Raczkowskiego. Anonimowo, zarząd bowiem postanowił, że w sprawie składu list wypowiadać może się wyłącznie przewodniczący.
O ile zarząd regionu przygotował projekt list do Sejmu, o tyle nie udało się znaleźć kandydatów w dwóch z trzech obejmujących województwo okręgach wyborczych do Senatu. W tym roku będą one przeprowadzane według nowej, jednomandatowej ordynacji. Nie ustalono kto ma startować w okręgach nr 59 i 61, czyli obejmujących powiaty łomżyński, kolneński, augustowski i suwalski, oraz bielski, hajnowski, siemiatycki i wysokomazowiecki. Większych sporów natomiast nie było, jeśli chodzi o kandydata z okręgu obejmującego Białystok - zarząd chciałby, żeby został nim obecny wojewoda Maciej Żywno
KOMENTARZ
W KIEPSKIEJ BAJCE
„Królowa Matka liderką. Za nią miejscowy Richelieu. Na trzeciego Janek bez Ziemi. Młody prymus na ławkę dla seniorów” - tak, wyjątkowo zresztą trafnie, propozycje pierwszej trójki na listach PO skomentowała moja serdeczna koleżanka. Niewtajemniczonym w niuanse naszej lokalnej polityki należy się tutaj jednak kilka słów wyjaśnień. Przede wszystkim wyliczankę ową należy dopasować do podlaskiej skali. Jak w puencie owego dowcipu, w której to uderzenie motolotniarza w Pałac Kultury ktoś komentuje zdaniem: „jaki kraj, tacy terroryści”. Jeśli więc królowa, to taka, co o swoim królestwie raczej zapomniała. Ot, chociażby w lutym, na posiedzeniu Rady Regionu Platformy dwóch posłów tej partii usłyszało od pani minister, że to niedopuszczalne, by publicznie negować politykę transportową rządu. A wina posłów polegała na tym, że dopominali się w interpelacjach o budowę obiecanych wcześniej przez rząd dróg.
Kardynał Richelieu też jakiś taki kieszonkowy. Owszem, mistrz intryg i knucia, tyle że zarówno ich skala i efekt ograniczały się głównie do obsadzania swoimi zaufanymi wszelkich dostępnych stanowisk. Parę rzeczy się posłowi zrobić udało, nikt mu tego nie odbierze, ale ogólny bilans jest raczej na minus. Co zresztą najlepiej podsumowali sami członkowie Platformy, posłowi owemu rok temu odbierając fotel przewodniczącego. O Janku bez Ziemi też trudno ciepło mówić - lekarstwo, które szybko okazało się jeszcze gorsze od choroby. Chwiejny, ale bezwzględny, bez pomysłów, siedzący na stanowisku wyłącznie dzięki konfliktom na szczycie partyjnych władz. Zapowiadana przez niego demokratyzacja, poszerzenie kręgu decyzyjnego poza wąskie grono zaufanych kardynała, szybko okazało się rozpaczliwym apelowaniem do władz krajowych, jak bratniego mocarstwa, o interwencje. Rekord zaś Janek bez Ziemi pobił, gdy jesienią, na wzór kapitana z Plutonu, wołał do Warszawy o zbombardowanie własnych pozycji, domagając się rozwiązania podlaskich struktur Platformy i wprowadzenia tu partyjnego komisarza.
Niezależnie od tego, czy tym razem centrala przyjdzie Jankowi bez Ziemi z bratnią pomocą, czy też listy ułożą sobie postacie z naszej małej bajki samodzielnie, wyborcy niczego więcej się spodziewać nie powinni. Od innych partii, które od PO różnią się najwyżej tym, że swoje brudy piorą mniej publicznie, też niczego ekstra nie dostaną.
To jest problem. Bo demokracja, bo wybory, bo obywatelski obowiązek... A nie bardzo jest na kogo głosować.
Jakub Medek
Przewodniczący Damian Raczkowski nie kryje, że w jego ocenie przyjęta w poniedziałek przez zarząd propozycja jest słaba. Sam chciałby, przynajmniej w odniesieniu do pierwszej piątki, pierwotnego układu z zimy.
- Barbara Kudrycka, ja, poseł Tyszkiewicz, poseł Klim i radna wojewódzka Daria Sapińska - wymienia, powtarzając, że ważne jest nie to żeby na liście odpowiednio wysoko reprezentowany był każdy z regionów, ale to by gwarantowała ona PO jak najwięcej z 14 dostępnych w Podlaskim mandatów.
- Nie rozumiem logiki jaką kierują się moi koledzy. Na listę wstawiane są osoby, o których słyszę pierwszy raz w życiu i których jedynym atutem ma być to, że chcą się sprawdzić. A usuwa się takich kandydatów, którzy w poprzednich wyborach zbierali po kilka tysięcy głosów - jak członka zarządu województwa Cezarego Cieślukowskiego, radną Danutę Kaszyńską nie mówiąc już o pośle Żalku - mówi przewodniczący Raczkowski.
Zapowiada, że będzie przekonywał radę regionu do zmiany projektu. Jeśli się nie uda, rozważy czy o ingerencję w skład list nie poprosić władz krajowych ugrupowania, które i tak muszą zatwierdzić ich kształt.
- To oczywiście ostateczność. Ale ja odpowiadam za to, żeby PO w wyborach parlamentarnych osiągnęła co najmniej tak samo dobry wynik, jak w ubiegłorocznych wyborach do sejmiku województwa. Przypominam, że tamten dobry wynik zawdzięczamy właśnie mojej interwencji - uważa poseł Raczkowski.
- Akurat. Jedyne co wówczas osiągnął to pokazanie całemu światu, że rządzi dzięki warszawskim bagnetom. Zmiany wymuszone przez niego miały charakter kosmetyczny i nie wpłynęły na nasze wyniki - ripostują przeciwnicy Raczkowskiego. Anonimowo, zarząd bowiem postanowił, że w sprawie składu list wypowiadać może się wyłącznie przewodniczący.
O ile zarząd regionu przygotował projekt list do Sejmu, o tyle nie udało się znaleźć kandydatów w dwóch z trzech obejmujących województwo okręgach wyborczych do Senatu. W tym roku będą one przeprowadzane według nowej, jednomandatowej ordynacji. Nie ustalono kto ma startować w okręgach nr 59 i 61, czyli obejmujących powiaty łomżyński, kolneński, augustowski i suwalski, oraz bielski, hajnowski, siemiatycki i wysokomazowiecki. Większych sporów natomiast nie było, jeśli chodzi o kandydata z okręgu obejmującego Białystok - zarząd chciałby, żeby został nim obecny wojewoda Maciej Żywno
KOMENTARZ
W KIEPSKIEJ BAJCE
„Królowa Matka liderką. Za nią miejscowy Richelieu. Na trzeciego Janek bez Ziemi. Młody prymus na ławkę dla seniorów” - tak, wyjątkowo zresztą trafnie, propozycje pierwszej trójki na listach PO skomentowała moja serdeczna koleżanka. Niewtajemniczonym w niuanse naszej lokalnej polityki należy się tutaj jednak kilka słów wyjaśnień. Przede wszystkim wyliczankę ową należy dopasować do podlaskiej skali. Jak w puencie owego dowcipu, w której to uderzenie motolotniarza w Pałac Kultury ktoś komentuje zdaniem: „jaki kraj, tacy terroryści”. Jeśli więc królowa, to taka, co o swoim królestwie raczej zapomniała. Ot, chociażby w lutym, na posiedzeniu Rady Regionu Platformy dwóch posłów tej partii usłyszało od pani minister, że to niedopuszczalne, by publicznie negować politykę transportową rządu. A wina posłów polegała na tym, że dopominali się w interpelacjach o budowę obiecanych wcześniej przez rząd dróg.
Kardynał Richelieu też jakiś taki kieszonkowy. Owszem, mistrz intryg i knucia, tyle że zarówno ich skala i efekt ograniczały się głównie do obsadzania swoimi zaufanymi wszelkich dostępnych stanowisk. Parę rzeczy się posłowi zrobić udało, nikt mu tego nie odbierze, ale ogólny bilans jest raczej na minus. Co zresztą najlepiej podsumowali sami członkowie Platformy, posłowi owemu rok temu odbierając fotel przewodniczącego. O Janku bez Ziemi też trudno ciepło mówić - lekarstwo, które szybko okazało się jeszcze gorsze od choroby. Chwiejny, ale bezwzględny, bez pomysłów, siedzący na stanowisku wyłącznie dzięki konfliktom na szczycie partyjnych władz. Zapowiadana przez niego demokratyzacja, poszerzenie kręgu decyzyjnego poza wąskie grono zaufanych kardynała, szybko okazało się rozpaczliwym apelowaniem do władz krajowych, jak bratniego mocarstwa, o interwencje. Rekord zaś Janek bez Ziemi pobił, gdy jesienią, na wzór kapitana z Plutonu, wołał do Warszawy o zbombardowanie własnych pozycji, domagając się rozwiązania podlaskich struktur Platformy i wprowadzenia tu partyjnego komisarza.
Niezależnie od tego, czy tym razem centrala przyjdzie Jankowi bez Ziemi z bratnią pomocą, czy też listy ułożą sobie postacie z naszej małej bajki samodzielnie, wyborcy niczego więcej się spodziewać nie powinni. Od innych partii, które od PO różnią się najwyżej tym, że swoje brudy piorą mniej publicznie, też niczego ekstra nie dostaną.
To jest problem. Bo demokracja, bo wybory, bo obywatelski obowiązek... A nie bardzo jest na kogo głosować.
Jakub Medek
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Podlaska Platforma Obywatelska układa listy do ...
maximiuk
10.05.11, 20:45
Nareszcie poznali się na Żalku. Koniec lewusa!»
-
Przy układaniu list Platformy powtórka z rozrywki
lo334
11.05.11, 08:23
W sumie Żalka jeszcze tylko nie było w PJN i "na lewicy".»




