4. Dzień tygodnia. Wywczas z prztyczkiem
18.08.2011
, aktualizacja: 18.08.2011 13:28
Wracało się ostatnio z Augustowa i widziało się parę ciekawych rzeczy. No to się o nich opowie.
ZOBACZ TAKŻE
- Weekendowe powroty. Policja: Wzmożone kontrole (15-08-11, 12:33)
RAPORTY
Święto było. Wolne. Bułki przedwczorajsze. Życie rodzinne przeniosło się na stacje benzynowe. Weszło się na jedną z nich po ropę, kolę i coś do chrupania i się podsłuchało, jak pewien gentleman w nienagannie wyprasowanym dresie, zafrasowany brakiem hot dogów, a także zapiekanek, zwierzył się towarzyszom niedoli rubasznym tonem, że on już wie, co zrobi, że otworzy sklep "tylko na święta". Czyżbym dzielił kolejkę z doradcą ministra Rostowskiego? Miło poznać.
Po ropie i koli znowu w drogę. I tu wielkie pozytywne zaskoczenie. Pomijając litościwym milczeniem bałwanów, co to mają w aucie tylko pedał gazu, w głowie pustostan, a znaki biorą chyba za lizaki, wyraźnie dało się zauważyć, że w narodzie budzi się rozsądek. Dziewięćdziesiątka z ogonkiem na zegarze, a przez teren zabudowany nawet bez. Jedzie wczasowicz, karnie, opaleniznę wiezie, kroplę jeziora w uchu, pod siedzeniem piasek. Tak fajnie było, że szkoda zostać na asfalcie, lepiej pożyć. Argumentacja prosta, ale na bezpieczeństwo na drodze przekłada się jak Szymborska na szwedzki.
No i się wróciło do miasta. Tymczasem kto nie był w Augustowie, ten poszedł na Planty. Ludzie łażą zresztą w te święte dni wszędzie. Do kościoła, na lody, na defiladę. Po ogrodach magnackich drepczą, a można tu wyszperać ciekawostek, drobiazgów... Jakoś też bijatyk i kradzieży w kronikach poświątecznych nie znalazło się. To wszystko daje do myślenia. Że ludzie lubią spacerować, pluskać się w jeziorze, że lody z automatu, defilady, uroczysta msza - wiedziało się nie od dziś. Ale że się wzajemnie w tym zagęszczeniu znoszą, że się wręcz lubią, uśmiechają do siebie i przepuszczają na pasach! Coś się jednak za oknami zmienia poza pogodą.
Ostatni akapit mało kto czyta, więc demontuję już ten niezgrabny gramatyczny kamuflaż. Pisałem to wszystko bezosobowo, bo się chowam. Posły mnie po fejsbukach zaczepiają, przyjaźnić się chcą. W czasach kampanii wyborczej trzeba mieć się na baczności. Głos tylko jeden, a chętnych do miodku wielu! Toteż jedni remontują ojczyznę, a inni wyrywają tamtym kartki z dziennika budowy. Licytują się, kto bardziej zbudował operę, a kto mniej spaprał filharmonię. A najbardziej irytujące jest to, że się wszędzie bezwstydnie i bez umiaru wciskają i ja, zamiast opisywać białostockie sielanki, wychwalać naszą świąteczną poczciwość, muszę zbaczać z tematu, żeby dać im prztyczka w nos.
Po ropie i koli znowu w drogę. I tu wielkie pozytywne zaskoczenie. Pomijając litościwym milczeniem bałwanów, co to mają w aucie tylko pedał gazu, w głowie pustostan, a znaki biorą chyba za lizaki, wyraźnie dało się zauważyć, że w narodzie budzi się rozsądek. Dziewięćdziesiątka z ogonkiem na zegarze, a przez teren zabudowany nawet bez. Jedzie wczasowicz, karnie, opaleniznę wiezie, kroplę jeziora w uchu, pod siedzeniem piasek. Tak fajnie było, że szkoda zostać na asfalcie, lepiej pożyć. Argumentacja prosta, ale na bezpieczeństwo na drodze przekłada się jak Szymborska na szwedzki.
No i się wróciło do miasta. Tymczasem kto nie był w Augustowie, ten poszedł na Planty. Ludzie łażą zresztą w te święte dni wszędzie. Do kościoła, na lody, na defiladę. Po ogrodach magnackich drepczą, a można tu wyszperać ciekawostek, drobiazgów... Jakoś też bijatyk i kradzieży w kronikach poświątecznych nie znalazło się. To wszystko daje do myślenia. Że ludzie lubią spacerować, pluskać się w jeziorze, że lody z automatu, defilady, uroczysta msza - wiedziało się nie od dziś. Ale że się wzajemnie w tym zagęszczeniu znoszą, że się wręcz lubią, uśmiechają do siebie i przepuszczają na pasach! Coś się jednak za oknami zmienia poza pogodą.
Ostatni akapit mało kto czyta, więc demontuję już ten niezgrabny gramatyczny kamuflaż. Pisałem to wszystko bezosobowo, bo się chowam. Posły mnie po fejsbukach zaczepiają, przyjaźnić się chcą. W czasach kampanii wyborczej trzeba mieć się na baczności. Głos tylko jeden, a chętnych do miodku wielu! Toteż jedni remontują ojczyznę, a inni wyrywają tamtym kartki z dziennika budowy. Licytują się, kto bardziej zbudował operę, a kto mniej spaprał filharmonię. A najbardziej irytujące jest to, że się wszędzie bezwstydnie i bez umiaru wciskają i ja, zamiast opisywać białostockie sielanki, wychwalać naszą świąteczną poczciwość, muszę zbaczać z tematu, żeby dać im prztyczka w nos.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów




